Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 31 grudnia 2013

#129 Niall PART~2~

chciałam dodać dzisiaj dłuższą i ostatnią część ale brakło mi czasu.
przepraszam :c

#129

Dziewczyna powoli stawiała kroki na schodach. Musiała uważać, bo nie miała zamiaru przewrócić się i zniszczyć sobie sukienki, a w szczególności nie chciała uszkodzić w żaden sposób swojego ciała. Odetchnęła z ulgą kiedy stanęła na parterze bez żadnego szwanku. Uśmiechnęła się sama do siebie kiedy mijając salon dostrzegła całą piątkę chłopaków siedzących i wspólnie oglądających mecz piłki nożnej. Lubiła gdy widziała ich razem w wolnym czasie. Wyglądali jak piątka braci, którzy znają siebie najlepiej.
-Ey, Ey! – gdy miała już wychodzić usłyszała czyjś głos. – Wracaj tutaj! – po poważnym tonie głosu rozpoznała Harryego. Cofnęła się ostrożnie o kilka kroków tak aby mogła stać w przejściu z holu do salonu i
móc widzieć wszystkich w całej okazałości.
-No proszę, proszę. – wszystkie pięć par oczu były skierowane w jej stronę. – Wyglądasz zniewalająco.
-Dzięki Liam. Miło to słyszeć. – uśmiechnęła się promiennie słysząc komplement.
-Jak długo cię nie będzie? – po chwili usłyszała ten najbardziej wyróżniający się głos z obcym akcentem.
-A co Horan, zazdrosny jesteś, że nie spędza czasu z tobą tylko z J-O-H-N-E-M? – zapytał dokuczliwie Harry trącając przy tym Blondyna w bok.
-Po prostu chce wiedzieć kiedy mam zacząć się martwić i informować policję o zaginięciu. – prychnął próbując rozśmieszyć pozostałych – nie skutecznie.
-Myślę, że będę trochę po północy. Nie musisz się martwić, jestem już duża i dam sobie radę. Mam też klucze, także nie musisz na mnie czekać. – posłała mu najlepszy uśmiech na jaki tylko było ją stać. Niall jedynie skinął porozumiewawczo głową i odwrócił twarz w stronę telewizora.
-Baw się dobrze, mała! – krzyknął Lou, kiedy [T.I] była z powrotem przy drzwiach frontowych.
*
Pojawiła się w mieszkaniu Johna około pół godziny później. Otworzył jej drzwi z uśmiechem następnie ucałował ją delikatnie  w policzek. Wpuścił ją do mieszkania. Usiedli razem do stołu. Podczas kolacji chłopak kilkakrotnie komplementował jej wygląd, a ona zdawała się być tym faktem zachwycona. Tak naprawdę jednak wolałaby usłyszeć jeden komplement od Nialla niż ich tysiące od jakiegokolwiek innego faceta. Chciała poczuć to szczęście, którego doznały już niektóre nastoletnie gwiazdy. No właśnie -  gwiazdy. Myślała, że właśnie w tym tkwi problem. Nie była sławna, ani bogata. Nie uważała, że z taki defektami może liczyć na jego zainteresowanie. Mimo wszystko musiała z tym żyć. Nie ważne jak trudne by to było ona musiała to zignorować. Może nie był to sprawiedliwe, że wykorzystywała do tego biednego
Johna, ale w inny sposób nie dałaby rady
-Nalać ci więcej wina? – zapytał grzecznie z uśmiechem.
-Poproszę. – tego wieczoru piła dużo. Może dlatego, że obojętność Horana względem niej wzięła górę. Chciała zapomnieć w jaki sposób Blondyn odwrócił od dziewczyny jego twarz zamiast powiedzieć coś miłego. Było to niedorzeczne, ale w głębi duszy liczyła, że powie jaką ładną sukienkę założyła. Nieświadomie dała upust kilku łzom spowodowanym przez to wspomnienie.
-Coś nie tak? – jego pytanie rozczuliło ją jeszcze bardziej. Więcej łez popłynęło po jej policzku. John dosiadł się obok niej. Przytulił [T.I] do swojej klatki piersiowej i ucałował jej czoło. Po chwili złożył jeszcze jeden pocałunek jej policzku, później na drugim. Ucałował także obydwa kąciki jej ust. Ostatecznie złączył ich wargi razem. Przez chwilę oddawała pocałunek. Jednak źle poczuła się z tym faktem. Odsunęła się od niego chowając twarz w swoje dłonie.
-Przepraszam. – odrzekła po chwili. – Ja tak nie mogę. – chłopak mocniej przyciągnął ją do siebie pozwalając jej wtulić się w niego.
-Rozumiem. – odparł głaszcząc ją po włosach. – Kochasz go, prawda?
-C-co? – odezwała się niepewnie, łkając.
-Kochasz Nialla. – tym razem bardziej stwierdził niż zapytał. – Wiem, że mam rację. Tylko ślepy by nie zauważył.
-To nie ma znaczenia. – wtrąciła. – Nie mówmy o tym, proszę. – mówiła powoli uspakajając się i zamykając oczy. John jeszcze długo trzymał ją w swoich ramiona co chwilę składając krótkie pocałunki na czubku jej głowy. Gdy dostrzegł, że dziewczyna usnęła zaniósł ą do swojego łóżka. Przykrył jej ciało kocem i odgarnął włosy z jej twarzy.
-Widocznie to on jest tym ślepym. – wyszeptał sam do siebie zanim odszedł by posprzątać po kolacji...
W pierwszej kolejności chciałam życzyć Wam wszystkiego najlepszego 
w nadchodzącym nowym roku!
mam nadzieje, że wszystkie Wasze noworoczne życzenia się spełnią.
Kocham Was bardzo <3 
*
wiecie co robić.


sobota, 14 grudnia 2013

#128 Niall PART~1~

przepraszam :c

#128

Umowa to układ zawarty pomiędzy dwiema stronami. Czasami jest to umowa, którą podpisuje się przy kupnie domu, a jeszcze częściej jest to umowa zawarta pomiędzy szefem, a jego nowym pracownikiem. Ten przypadek był podobny. Poniekąd była to umowa o pracę. Nie taką zwykłą. Spójrzmy prawdzie w oczy – nie codziennie dostaje się pracę od słynnego na całym świecie zespołu. Otóż wielki muzyczny mangament zaprosił do współpracy młodą, piękną dziewczynę. Wydawałoby się, że to nic specjalnego. Same te słowa niczego nie wnioskują. Umowa została zawarta w londyńskiej siedzibie wielkiej korporacji Modest! Warunki umowy różniły się od tych zwykłych. Dziewczyna bowiem zobowiązała się pokazać światu jako ‘ukochana’ jednego z pięciu chłopaków z One Direction. Pomyśleć można było, że to było idiotyczne. Zakochała się.
Narażała się na nienawiść całego świata i przykre słowa kierowane w jej stronę w imię pieniędzy. Poniekąd tak było jednak ona nie miała wyboru. Jej ojciec zginął kiedyś w wypadku przy wybuchu jednej z fabrycznych maszyn, a matka… Cóż. Jej matka była poważnie chora. Niezdolna do pracy, nie aktywna ruchowo dodatkowo ciężko chora. Dziewczyna postanowiła się wziąć w garść i znaleźć sobie pracę, która zapewniłaby jej mamie pieniądze na niezbędne lekarstwa. To właśnie przyczyniło się do tego, żeby [T.I] podjęła się tego. Miała nie zważać na obelgi. Musiała po prostu odegrać swoją rolę idealnie. Nic innego się nie miało liczyć. Czy to było dla niej łatwe? Z początku nawet banalna. Nie przytłaczały jej publiczne pieszczoty, ani pocałunki. Zdawała się być obojętna na chodzenie z nim za rękę. Grała znakomicie. Tak jak w teatrze. Przed każdym ich wspólnym wyjściem dostawała dokładny scenariusz tego jak ma się zachowywać, żeby nie podpaść. Wszystko wykonywała bez gadania. Jednak z biegiem czasu wszystko stawało się dla niej trudniejsze. Dlaczego? Postawcie się w jej sytuacji. Ciągłe udawanie sprawiło, że jej serce, które do tej pory było nie wzruszone niczym zaczynało pobudzać się w obecności Blondyna. Zaczynała czuć iskierki kiedy trzymali się za ręce. Czuła tą radość kiedy mogła go pocałować. Oddech przyspieszał, a ręce wprawiały się w trzęsienie gdy on był blisko. 

Styczeń 2012
-Umowa jest prosta. Ona będzie twoją dziewczyną, a ty jej chłopakiem. Oczywistością jest, że to nie zobowiązuje was do niczego wobec siebie w miejscach z dala od publiki. Możecie w tajemnicy przed całym światem umawiać się z kimkolwiek będziecie chcieli. Najważniejsze, żebyście pamiętali: dla fanów i mediów kochacie się. W rzeczywistości możecie robić co tylko będziecie chcieli. Umowa stoi?
-Stoi. – odparł Niall.
-Stoi. – dodała.
*

Dla niepoznaki musieli zamieszkać ze sobą. Dom był ogromny, zbudowany na obrzeżach Londynu w bardzo
spokojnej dzielnicy. Każdy miał swój osobny pokój i łazienkę. Modest zadbał o to, aby ich życia nie kolidowały ze sobą w większym stopniu niż oni tego wymagali. Jednak pomimo całej umowy o obojętności pomiędzy jej dwójką oni zachowywali się jak przyjaciele. Właściwie byli nimi. Nie byli wobec siebie obojętni. Żyli w zgodzie jak na dorosłych ludzi przystało. Każdy prowadził swoje życie towarzyskie. [T.I] starając się zapomnieć o uczuciu które żywiła do Nialla, zaczęła spotykać się z Johnem. Miała nadzieję, że on w minimalnym stopniu pomoże jej wymazać uczucia wobec Horana. Umawiała się z nim głównie wieczorami, kiedy to liczba potencjalnych świadków spadała do minimum. Dziewczyna zazwyczaj ubrana była w najzwyklejsze ubrania w których miała zwyczaj chodzić w domu. Wszystko po to by zapobiec niepotrzebnym plotkom. Przeważnie kiedy ona wychodziła Blondyn był obecny w ich wspólnym mieszkaniu. Zdawał się być obojętnym na to z kim umawia się jego ‘dziewczyna’.  Zawsze uśmiechał się do niej i życzył udanego wieczoru. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak swoją obojętnością łamał jej serce. Wiedziała, że nie może na nic liczyć. Doskonale to wiedziała. Tak było przecież w umowie, której nie śmiała się sprzeciwiać. Wycofać też się nie mogła, gra przecież toczyła się o zdrowie a nawet życie jej mamy. Pakt pomiędzy nią a One Direction miał trwać przez rok i dwa miesiące. Do tego czasu musiała cierpieć. Musiała patrzeć jak flirtuje z innymi, sławnymi dziewczynami. Musiała udawać, że jest na to obojętna. Nie mogła pokazywać, ż jest słaba. Nie mogła też ukazać przed nim swoich uczuć. Odrzucenie mogło by ją jeszcze bardziej zrujnować i doprowadzić to poważniejszych skutków. Nie miała wyboru. Nie mogła pokazać swojej słabości, którą tak naprawdę był Horan...
przepraszam, że musieliście tak długo czekać na coś nowego.
miałam naprawdę dużo testów i kartkówek w tym miesiącu.
dodatkowo pisałam w tym tygodniu próbne testy gimnazjalne. 
maskara.
jeszcze raz przepraszam :c
*
wiecie co robić.
10+ komentarzy = next part
*
co do poprzedniego imaginu z Zaynem to zastanowie się 
nad jego kontynuacją :) 




sobota, 9 listopada 2013

#127 Zayn.

Ten imagin dedykuje Kindze <3
Mam nadzieję, że mimo wszystko ci się spodoba :) 

#127

-Zayn, ja jeszcze nie jestem gotowa na dzieci. – kłamałam. Od zawsze chciałam mieć dwójkę. Już w liceum brałam dodatkowe kursy mające poprawić moje zdolności w opiece nad dziećmi. Moim wielkim marzeniem było mieć córkę i syna. Chciałam mieć taką idealną rodzinę. – Musisz to zrozumieć.
-Tyle razy o tym rozmawialiśmy. Co ci przeszkadza mieć w tym wieku dziecko? – właśnie w tym był problem. Nic mi nie przeszkadzało. Może jedynie to iż gorliwość Malika była nie do wytrzymania. Bałam się, że po porodzie mogło by mu się nagle odwidzieć bycie tatusiem. Nie chciałam na to narażać biednego niewiniątka, które mogło by się wychowywać bez ojca – tak jak to ja miałam. Moja trauma z dzieciństwa bez męskiego wsparcia kolidowała z moją decyzją, przemawiając jednoznacznie na niekorzyść. Spojrzałam na chłopaka z grymasem na twarzy. On jedynie wpatrywał się we mnie z wielką ciekawością. Miałam wrażenie, że jego wzrok prześwietla mnie na wylot. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Nie mogłabym tak po prostu oznajmić ‘ Hey Zayn, nie chcę mieć z tobą jeszcze dziecka, bo boję się że zmienisz
zdanie’. Brzmiało by to jak kompletny brak zaufania do niego. Na pewno zraniło by to jego serce. Mogę się założyć, że miałby mi to za złe. Czy to tak, źle że chciałam jeszcze zaczekać? Czy to naprawdę źle, że byłam odpowiedzialna i działałam racjonalnie? On tego nie przyjmował do wiadomości. Był zaślepiony. Zazdrościł Louisowi i Eleanor ich pierwszego dziecka. Ale do cholery jasnej. Oni są starsi od nas. Podejrzewam, że nie wiele osób w naszym wieku zdecydowałoby się na ten poważny krok. Dziecko – to do czegoś zobowiązuje. Trzeba być sumienny i odpowiedzialny. My byliśmy jeszcze smarkaci i prawdę powiedziawszy za bardzo zwariowani. Wszystko przemawiało za kategorycznym NIE.
-Zaczekajmy z tym jeszcze Zayn. Zobaczysz, że później będziesz mi za to dziękował. – wysiliłam się na blady uśmiech.
-Ile mam czekać? Kiedy dla ciebie będzie odpowiedni moment?
-Nie mam pojęcia.
-To zastanów się i daj mi znać. – mulat podniósł się na równe nogi i ruszył w stronę drzwi.
-Gdzie idziesz? – zapytałam lekko przerażona.
-Do Harryego. Będziemy oglądać mecz. – oznajmił po czym usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Schowałam twarz w dłonie. Byłam bezradna na jego charakter. Chłopak ewidentnie gniewał się na mnie i nie miałam zielonego pojęcia co z tym faktem zrobić.

*dwa tygodnie później*

-Kochanie, możesz się pospieszyć? Myślę, że Caroline nie będzie zadowolona jeśli ZNOWU się spóźnimy. – zawołałam z dołu czekając, aż Królewicz się w końcu zjawi na dole. – Zayn!
-Już idę!
-Pobyt w łazience zajmuje ci więcej czasu niż mi. – zaśmiałam się lustrując jego postać od dołu do góry. Na jego twarzy pojawił się tylko uroczy uśmiech. Nic nie odpowiedział.
Chwyciłam klucze leżące na szafce i wspólnie ruszyliśmy w stronę samochodu, aby móc świętować narodzenie się córki Watsonów.

*
Gdy tylko przekroczyliśmy próg mieszkania Caroline, Zayn od razu ruszył w stronę salonu. Zasiadł wraz z jej mężem na wielkiej skórzanej kanapie i wdał się z nim w rozmowę. Pokręciłam głową z dezaprobatą. Poszłam w ślady pani domu i zaczęłam pomagać wkuchni doprawiać ostatnie potrawy, które miały pojawić się na stole.
-Mogę pójść zobaczyć Małą? – usłyszałam za sobą tak dobrze znany mi głos chłopaka. Nie odwracałam
się, bo wiedziałam, że nie było to kierowane w moją stronę.
-Tak, oczywiście. Tylko musisz być w miarę cicho. Brooklyn nie dawno zasnęła. – odparła Caroline z uśmiechem.
-Ma się rozumieć! – odpowiedział dość głośno. – Zawołajcie mnie proszę jak będzie gotowe. – powiedział na odchodne.
*
Chwile nam jeszcze zajęło zanim wszystko było gotowe i podane do stołu. Goście zajęli już swoje miejsca i zaczynali brać się za jedzenie. Spojrzałam w stronę schodów przypominając sobie, że Zayn wciąż jest w pokoju córki Watsonów. Bez słowa wstałam i ruszyłam w obranym kierunku. Powoli zmierzałam w stronę lekko uchylonych drzwi które znajdowały się na samym końcu nie długiego korytarza. Mogłam usłyszeć cichutkie odgłosy wydawane przez niemowlaka. Uśmiechnęłam się sama do siebie i bezszelestnie otworzyłam drzwi. Zayn siedział tyłem do mnie na dwuosobowym łóżku. Na rękach trzymał małą dziewczynkę. Właściwie to przytulał jej drobniutkie ciałko do swojej klatki piersiowej. Delikatnie gładził Brooklyn po pleckach i śpiewał coś ściszonym tonem.
Śpiewał jej kołysankę. Wyglądało to jak obrazek z jakiejś bajki. Wszystko wyglądało na idealne a realny świat zdawał się dla Zayna nie istnieć. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Będzie wspaniałym ojcem w przyszłości. – usłyszałam cichy szept Caroline za sobą.
-Też mi się tak wydaje. – odparłam cały czas patrząc na malowniczy widok.
-Myślisz, że dasz mu szansę, żeby sprawdził się w tej roli?
-Na pewno.  – mój uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej na decyzję, którą ostatecznie podjęłam. – I myślę, że będzie to już wkrótce.
zawaliłam po całości.
przepraszam :( 
*
wiecie co robić :( 


wtorek, 29 października 2013

#126 Niall PART~5~

#126

-Cześć. – odparł po chwili ciszy. – Mogę wejść? – chwilę patrzyłam na niego niedowierzając własnym oczom. Naprawdę nie spodziewałam się, że właśnie w tym dniu zastanę go u mnie w mieszkaniu. Równie dobrze mógł przecież pójść i zacząć imprezować ze swoimi przyjaciółmi z ‘wielkiego świata’. To by było chyba najlepsze rozwiązanie w jego przypadku. W roli odpowiedzi tylko odsunęłam się. Z jego ust wydobyły się ciche słowa podziękowania i już po chwili znajdował się wewnątrz moich skromnych progów. Zatrzymał się niespodziewanie i odwrócił się w moją stronę lustrując swoim przeszywającym spojrzeniem całe moje ciało. – Jak się czujesz? – zapytał po chwili. Jego słowa w jakiś sposób mnie tknęły. Spojrzałam na niego z delikatną pogardą, a w moich oczach na nowo zaczęły gromadzić się łzy.
-Jak się czuję? – powtórzyłam po nim pytanie. – A jak myślisz? – nie mogłam nic poradzić, ale mój ton sam przekształcił się w jego gniewną formę. – Jak ma się czuć dziewczyna zdradzona przez swojego chłopaka,
który przez cały czas zapewniał ją, że ją kocha i że dla niego nie istnieje nikt inny niż ona sama? – pytałam znacznie unosząc głos. Było to bardzo egoistyczny, gdyż przez tą chwilę zapomniałam o tym, że on także został zdradzony. Dopiero po chwili doszło do mnie, że naskoczenie na Nialla w niczym nie pomoże. – Przepraszam. – ściszyłam głos. – Czuję się fatalnie. – w końcu odparłam na jego pytania przy okazji odwracając głowę w bok by nie utrzymywać nadal z nim kontaktu wzrokowego.
-Nie masz za co przepraszać. Rozumiem. – odparł równie cicho jak ja.
-Wszystko przez to, że nie potrafię przestać o tym myśleć. Nie potrafię się pozbierać. – jedna łza wypłynęła na mój policzek. – Pokazał mi, że tak naprawdę rzucał słowa na wiatr i byłam nikim dla niego. Czuję się tak teraz. Jak śmieć.
-Nie mów tak. – wtrącił.
-Nie poradzę sobie z tym. – mówiłam i zaczęłam nerwowo bawić się swoimi palcami. – Odkąd pamiętam był ktoś przy mnie, a teraz? Teraz jestem sama. Nie wiem co mam o tym myśleć. Ja.. ja boję się. Boję się żyć w samotności. Jestem za słaba. – Blondyn gwałtownie zbliżył się do mnie i chwycił w swoje silne dłonie moją twarz. Maksymalnie jak tylko potrafił zmniejszył odległość między nami. Czułam jego miętowy oddech na moich policzkach i ustach. Zagryzłam policzek od wewnątrz próbując zahamować łzy.
-Nie jesteś sama, rozumiesz?! – mówił patrząc prosto w moje oczy. Nie dałam rady. Na moje policzki swobodnie wypłynął cały potok łez. Zmrużyłam oczy i delikatnie oparłam swoje czoło o jego tors pozbywając się tym samym jego dłoni z mojej twarzy.
-Nie mam już nikogo. – wypowiedział pod wpływem emocji przez łzy. –  Czuję się jak zużyta chusteczka. Pomięta i porzucona w koszu. Nikt już nie będzie mnie chcieć. – wychlipałam przy okazji co chwilę dławiąc się słonymi kroplami wypływającymi spod moich powiek. Oderwałam się od niego. Przeszłam na drugi koniec pokoju. – Nikt… - powiedziałam ostatni raz i odwróciłam się z powrotem w jego stronę. Chłopak cały czas wpatrywał się we mnie, a po jego policzkach także spływały łzy. Nie miałam pojęcia dlaczego, ale płakał. Może czuł się tak fatalnie jak ja?
-Ja chcę! – krzyknął nagle. Ton jego głosu jeszcze bardziej wywołał u mnie kolejny napływ łez. Zanim się obejrzałam on znowu był blisko mnie. Chwycił ponownie za moje policzki i tym razem oparł swoje czoło o moje. Przez chwilę próbował złapać oddech. Cały czas miał zamknięte oczy, a ja tylko lustrowałam jego idealną twarz. Próbowałam sobie uzmysłowić sobie co tak naprawdę Niall przed chwilą powiedział. To mojego wyczerpanego organizmu nic nie dochodziło z łatwością.
Horan wolno otworzył swoje oczy. Spojrzał prosto w moje. Jednym z kciuków zaczął kreślić bliżej nie określony mi wzór na moim policzku. Wziął głęboki oddech i wypuścił zbędne powietrze ze swoich płuc.
-You’ll never love yourself half as much as I love you. – zaczął cicho śpiewać. – And you’ll never treat yourself right darling but… - jego anielski głos chwilowo się załamał a sam przerwał kontakt wzrokowy ze mną. Kontynuował - … but I want you to. – chwycił mój podbródek i uniósł go do góry, aby mógł spojrzeć w moje oczy. – If I let you know I’m here… - zaczesał pasemko moich włosów za ucho. - … for you. – otarł swoim kciukiem jedną samotnie spływającą łzę z mojego policzka. – Maybe you’ll love yourslef… - delikatnie ucałował moje wargi. - …like I… - złożył kolejny pocałunek na moich ustach- … love you. – tym razem trochę mocniej naparł swoimi ustami na moje. Mogę śmiało powiedzieć, że w jego pocałunku czułam nutę desperacji. Nie dałam mu długo czekać i oddałam pocałunek czując silną potrzebę tego. Nie był taki
jak ten poprzedni, ten pod jemiołą. Był zupełnie inny. Wyjątkowy, czuły, wspaniały. Miał w sobie to coś czego kiedyś bardzo mi brakowało. Poczułam motyle w brzuchu kiedy swoimi wargami pieścił moje. Był delikatny i namiętny za razem. Ciepły, dziwnie ogrzewający moje usta. Chłopak wolno odsunął się ode mnie, zostawiając mnie w delikatnym otępieniu. – Zawsze się kochałem. – odparł po chwili. – Od momentu kiedy zacząłem być świadom co to znaczy miłość. Zakochałem się w tobie wtedy pod tym dębem, w ten upalny sierpniowy dzień. W dzień kiedy rozbiłem swoją ulubioną skarbonkę i przejechałem połowę miasta na rowerze, żeby kupić dwie plastikowe obrączki. W dzień naszego ślubu. Był to najlepszy dzień mojego życia. Obiecałaś mi, że do końca życia będziesz moja. Przez dłuższy czas miałem tą świadomość, że cię mam. Przez cały czas czułem zazdrość kiedy rozmawiałaś z innymi chłopakami na przerwach w szkole lub na podwórku. Nie lubiłem kiedy na biologii do pary przydzielano ci Grega. Patrzyłem wtedy na was i nie skupiałem się na niczym innym. Zazwyczaj to Mary robiła wszystko za mnie. – odwrócił na chwilę swoją głowę. – Najwyraźniej źle oceniłem całą sytuację. – jego wypowiedź wprowadziła mnie w konsternacje. Nie miałam pojęcia co powiedzieć lub jak to rozumieć. – On mi cię ukradł. – wszystko nagle stało się jasne. Tym bardziej nie wiedziałam co powiedzieć. – Miał szanse, ale ją spieprzył po całości. – spojrzał w moje oczy ponownie. – Teraz to ja chciałabym się wykazać. Chcę pokazać ci ile dla mnie znaczysz. Chcę pokazać ci jak powinno się ciebie traktować. Chcę twojego szczęścia, dlatego zrozumiem jeśli powiesz, że to jeszcze nie pora i że nie jesteś gotowa na coś nowego. Czekałem tyle czasu na ciebie to wytrzymam choćby kolejne tyle, ale żebyś ty była zadowolona. Zrobię to dla ciebie. – jego piękne słowa spowodowały, że przypomniał mi się dzień naszego młodzieńczego ‘ślubu’. Wszystko było idealne, takie beztroskie i wspaniałe. Zawsze to czułam podczas zabawy z nim w dzieciństwie i w późniejszym życiu, aż do teraz. Kąciki moich ust delikatnie drgnęły, aż w końcu uniosłam je powoli do góry. Tym razem to ja ujęłam jego twarz w dłonie i zatopiłam usta w pocałunku, który naprawdę pomagał zapomnieć i z biegiem czasu zaczął leczyć rany.
 ~ THE END ~
Do jednego z anonimowych czytelników:
nie pomyślałaś, że tamta część była krótka, bo następna tego wymagała?
jak nie chcesz komentować, to trudno.
przyzwyczaiłam się do takiego trybu spraw.
*
napiszcie mi co myślicie o tym :) 






sobota, 26 października 2013

#125 Niall PART~4~

krótko, bo krótko ale jest.

#125

Chłopak przeniósł swoją rękę z mojego ramienia na mój policzek. Swoim kciukiem zaczął kreślić małe kółka na jego powierzchni. Moje pięści bezwiednie się zacisnęły. Przypomniało mi się, że w jednej dłoni nadal trzymałam materiał koszulki należącej do Grega. Spojrzałam delikatnie na nią, a później na moment w oczy Nialla. Oderwałam się od dotyku jego delikatnej dłoni i odwróciłam się z powrotem w stronę drzwi prowadzących do pokoju brata Nialla. Wolną dłonią chwyciłam klamkę i powoli przekręciłam ją. Po upływie zaledwie kilku chwil pchnęłam drewniany prostokąt przed siebie. To co zobaczyłam utrzymało mnie w przekonaniu, że na pewno nigdy nie chciałam tego widzieć. Obraz zza drzwi utknął głęboko w mojej pamięci i odcisnął ogromne piętno na duszy i sercu. Do moich uszu dobiegły jęki wydobywające się z jej ust. Drugim faktem było to, że mówił mi przez cały czas, żebyśmy zaczekali z tym do ślubu. Mówił, że jemu nie
potrzebne jest moje ciało, żeby mnie kochać. Mówił, że wystarcza mu sama moja osobowość i serce. W moich oczach zaczęły zbierać się łzy. Pomimo raniącego mnie widoku nie potrafiłam się odwrócić. Niewidzialna bariera nie pozwalała mi ruszyć się w przód lub cofnąć się w tył. Łzy zaczęły torować sobie drogę na mojej twarz. Cały świat jakby zniknął. Byłam tylko ja, Greg i Margaret leżąca na nim naga. W końcu z moich ust wydobył się dźwięk rozpaczy i szloch, które od razu przykuły ich uwagę. Zaskoczenie, strach, a jednocześnie zadowolenie kryły się w ich oczach. Dziewczyna odgarnęła grzywkę opadającą w tamtym momencie na jej twarz, Greg podarł się na łokciach i tempo wpatrywał się we mnie.
-[T.I]… - powiedział po chwili. – Niall… - dodał. – Ja to wyjaśnię. – odparł i chciał jeszcze coś dodać, ale a nie mogłam i nie chciałam tego słuchać. Dźwięk jego głosu brzydził mnie. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. Zatkałam usta dłonią i szybko ruszyłam w stronę schodów. W między czasie otarłam się o ramię Niallera. Złapał on moje przedramię i próbował przyciągnąć mnie do siebie. Może chciał mnie przytulić i udzielić mi tym wsparcia. Nigdy się tego nie dowiedziałam, bo najzwyczajniej w świecie wyrwałam się i uciekłam. Jak tchórz. Nie obchodziło mnie wtedy zdanie innych – chciałam się znaleźć jak najdalej tego domu i tych wspomnień. Zbiegłam na dół, szybko założyłam buty i narzuciłam na grzbiet swoją kurtkę przy okazji zgarniając z małej komody klucze do auta. Wybiegłam na zewnątrz i pędem rzuciłam się w stronę garażu. Wsiadłam do samochodu i odpaliłam silnik. Nie ruszyłam jednak. Dopiero teraz poczułam tak mocne uderzenie bólu. Zostałam zdradzona, ośmieszona. Pokazał mi, że tak naprawdę byłam dla niego nikim. Czułam się wtedy jak śmieć. Jak niepotrzebna szmata rzucona w kąt.
*
Kilkadziesiąt nieodebranych połączeń i mnóstwo wiadomości wyświetlały się na ekranie mojej komórki. Nawet nie wiedziałam od kogo są. W ogóle nie podnosiłam urządzenia przez ostatnie dni. Nie obchodziło mnie nic. Odizolowałam się od świata. Wróciłam do mojego mieszkania w Dublinie. Wyciszyłam komórkę, odłączyłam telefon stacjonarny. Byłam w rozsypce. Święta po raz pierwszy w swoim życiu spędziłam samotnie otoczona stertą chusteczek. Nie miałam nikogo przy sobie, żeby porozmawiać. Podczas gdy związek mój i Grega jeszcze trwał nie przywiązywałam zbytniej uwagi do kontaktów z ludźmi. Byłam zbytnio
pochłonięta fałszywą ‘miłością’ Grega. Żałowałam tego tak bardzo. Zostawiłam dla niego wszystko, a on tak po prostu zabawił się moimi uczuciami. To był cios poniżej pasa i przez to moim jedynym wigilijnym towarzyszem była cisza.
*31 grudnia/ Sylwester*
Leżałam na kanapie ubrana w stare dresy i otoczona ciepłym kocem. Na dworze od kilku godzin puszczano już pojedyncze petardy. Huki i świsty dolatywały non stop do moich uszu. Ale to mi nie przeszkadzało. Nic mi nie przeszkadzało. Byłam pochłonięta przez swoje myśli. Nie potrafiłam się na niczym skupić. Nawet na bezsensownym świątecznym filmie, który właśnie leciał w telewizji. Co chwilę pociągałam nosem, ale nie z zimna ani kataru. Już nawet nie płakałam. Każda następna łza powodowała, że czułam jakby na moim policzku coś się wytapiało. Czułam ogromny ból i pieczenie wtedy. Ale to nie było ważne. Zaczęły nachodzić mnie myśli typu ‘ w czym nie byłam wystarczająco dobra dla Grega, że dopuścił się zdrady. Moja samoocena gwałtownie spadła, mniemanie o samej sobie nie należało do tych najlepszych. Cały czas to pytanie nurtowało moją podświadomość. Miałam już tego serdecznie dość. Nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Nie potrafiłam o niczym innym myśleć. Nie dało się tego tak łatwo zapomnieć – to za bardzo bolało.
Z wszelkich moich przemyśleń wytrącił mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Nie reagowałam. Wolałam udawać, że mnie nie ma niż pokazać się komukolwiek w tym stanie jaki prezentowałam. Gdy dzwonek rozległ się po mieszkaniu po raz drugi postanowiłam jednak pójść i otworzyć. Z niechęcią przeniosłam wzrok na drzwi frontowe, a kiedy zamiast dzwonka pojawiło się walenie w drzwi powoli powlokłam się w ich stronę. Przekręciłam zamek i przyciągnęłam prostokąt do siebie. Powoli podniosłam wzrok do góry umiejscawiając zaczerwienione i podpuchnięte oczy na postaci stojącej przede mną. W tamtym momencie jego najmniej się spodziewałam. Za drzwiami stał chłopak z blond czupryną w której gdzie nie gdzie zaplątane były płatki śniegu. Popatrzył na mnie i delikatnie uniósł kąciki swoich ust do góry.
-Cześć. – odparł po chwili ciszy...
dziękuje za komentarze pod poprzednim postem.
naprawdę wiele dla mnie znaczą.
*
zasada jest nie zmienna.


środa, 23 października 2013

#124 Niall PART~3~

tego posta nie mam komu zadedykować, bo wasze wymagania co do imaginów wgl temu
nie dają rady sprostać.

#124

*
-Jesteś szalony! – krzyknęłam śmiejąc się.
-Nie zaprzeczę. – on również nie potrafił się opanować.
-Jak mogłeś rzucić tego biednego gołębia na lodowisko?! – powiedziałam gdy w tym samym czasie weszliśmy na mały drewniany mostek. Przyspieszyłam kroku i przysiadłam na barierce. Nialler chwile jeszcze szedł w moją stronę po czym dołączył do mnie nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Reakcja niektórych ludzi, którzy zobaczyli ptaka na tafli lodu była bezcenna. Nigdy wcześniej nie widziałam takiej paniki i popłochu. Niektórzy zachowywali się jakby na lodowisko wkroczył uzbrojony w broń mężczyzna. Wyrazy ich twarzy były przekomiczne.
-Nie chcę żebyś się nudziła. – odparł nieco spokojniej.
-Z tobą? – zapytałam i spojrzałam na niego. – Nigdy. – poczochrałam jego włosy.
-Oh, bo się zarumienię. – powiedział imitując mój głos.
-Przestań! Ja wcale tak nie mówię! – uderzyłam go delikatnie w ramię. – Świetnie się dzisiaj bawiłam. – odparłam po chwili ciszy.
-Nawet nie wiesz jak cieszę się, że mogłem umilić ci ten czas. – uśmiechnął się uroczo po czym zagryzł dolną
wargę. – Mam coś dla ciebie. – odrzekł i od razu zaczął przeszukiwać kieszenie w swojej kurtce. Nadal chciało mi się śmiać, ale powstrzymałam się kiedy wyciągnął małe czerwone pudełeczko na obrączki. Spojrzałam na nie niepewnie, nie wiedząc czego móc się dalej spodziewać. Chłopak bez słowa wręczył mi je i czekał. Pociągnęłam wolno za klapkę i dostrzegłam dwa plastikowe pierścionki, które można wylosować w automacie. – Pamiętasz je?
-Czy to… - zawahałam się. – Nasze stare ‘obrączki ślubne’? – mój uśmiech poszerzył się.
-Tak. Wydałem na nie wszystkie drobne które miałem w skarbonce. To była pierwsza poważna inwestycja dla mnie, a raczej dla nas. – Popatrzyłam na niego. – Pamiętasz jak obiecywałaś mi, że do końca życia będziesz moją żoną. – przytaknęłam i zaśmiałam się.
-Nie byliśmy zgodnym małżeństwem. Nasze kłótnie o pluszami były bardzo zacięte. – tym razem to on zaśmiał się. – Ale nie było aż tak źle. – uniósł swoją głowę do góry by móc na mnie spojrzeć. Uśmiechnął się w delikatny sposób cały czas wpatrując się w moje oczy. Mogę śmiało przysiąc, że jego spojrzenie miało jakiś przekaz. Nie było takie jak zwykle. Wcześniej kilkakrotnie mierzyliśmy się na wzrok, ale nigdy jeszcze tak bardzo nie zatonęłam w tęczówkach w kolorze letniego, bezchmurnego nieba.
-No pocałuj ją w końcu, chłopcze. – usłyszeliśmy czyjś głos, który w żaden sposób nie wydawał się znajomy. Oboje jednocześnie odwróciliśmy głowy w stronę z której dochodził dźwięk. Nieopodal nas, w poświacie latarni, stał drobny staruszek podpierający się laską. – Poza tym jemiole się nie odmawia. – zdezorientowana całą tą sytuacją spojrzałam w górę. Faktycznie ponad naszymi głowami zwisało kilka
gałązek jemioły przywieszonych na drewnianym palu. Poczułam jak kumuluje się we mnie ciepło. Doznałam coś w rodzaju przyjemnego skręcenia się żołądka. Spojrzałam nieśmiało na Nialla. Siedział on znacznie bliżej mnie. Jego twarz była bardzo blisko mojej. Horan spojrzał najpierw na moje usta, a chwile później w moje oczy. Zastanawiałam się co on teraz myśli. Chciałam wiedzieć czy też poczuł to wewnętrzne ciepło. Chwilę później poczułam jak jego usta stykają się z moimi i wiercą się w wolnym rytmie. Myślałam, a wręcz byłam przekonana o tym, że będzie to po prostu zwykły całus, jednak on co raz to czulej pieścił moje wargi swoimi. Przymrużyłam oczy, aby móc w pełni rozkoszować się tą chwilą. Naprawdę nieziemsko całował. W pewnym stopniu zaczęłam zazdrościć Margaret, że może to mieć na co dzień. Właśnie! Margaret! Nie mogłam tego robić. To było nie fair nawet jeśli wchodziła w grę jemioła nad nami. To nie miało prawa się wydarzyć. Oboje mieliśmy kogoś. Oderwałam się od niego by móc zobaczyć jego zdezorientowany wyraz twarzy. Nie doszło do niego jeszcze co zrobił.
-Powinniśmy już wracać. – odparłam szybko zeskakując z barierki.
-Taak… - dodał bez przekonania. – Powinniśmy…
*
Samochodu rodziców Nialla wciąż nie było na podjeździe przed domem. Oznaczało to, że w dalszym ciągu ich nie było. Przez chwilę zaczęłam zastanawiać się co mogą tak długo robić w sklepach. Razem z Niallem weszliśmy do domu. Od razu uderzyło w nas ciepło i przyjemny zapach cynamonu roznoszący się po całym budynku. Rozejrzałam się po przedpokoju. Zaniepokoiła mnie panująca cisza wokół. Zdjęłam powoli swoje buty i kurtkę. Odłożyłam wszystko na właściwych miejscach i ruszyłam w głąb pomieszczenia. Rozglądałam się po każdym możliwym pokoju szukając chociażby drobnej oznaki obecności Grega lub Margaret. Jedyną poszlaką była jego koszulka leżąca na podłodze w salonie. Schyliłam się obok niej i chwyciłam ją do rąk, a nogi same zaniosły mnie na schody.
-Coś się stało? – zapytał nagle Niall. Nie odpowiedziałam na jego pytanie tylko szłam dalej. Pierwsze drzwi, które zobaczyłam były wejściem do pokoju Blondyna. Otworzyłam je, ale w pomieszczeniu panowała tylko cisza i ciemność. Następny był pokój Grega i mój. Drzwi do niego także były zamknięte. Podeszłam bliżej i chwyciłam za klamkę. Chwilę zastanawiałam się co ja właściwie robię. Moje przypuszczenia były idiotyczne. – Wszystko w porządku? – usłyszałam głos Nialla za sobą, a chwilę później jego rękę przekręciła mnie w jego stronę, powodując że stałam tuż przed nim. W jego oczach kryła się troska. Troska o mnie. Wszystko powodowało to, że czułam silną potrzebę wtulenia się w jego tors. W ciągu tych kilku godzin pokazał mi co tak naprawdę on znaczy dla mnie i co ja znaczę dla niego.
Chłopak przeniósł swoją rękę z mojego ramienia na mój policzek. Swoim kciukiem zaczął kreślić małe kółka na jego powierzchni. Moje pięści bezwiednie się zacisnęły. Przypomniało mi się, że w jednej dłoni nadal trzymałam materiał koszulki należącej do Grega. Spojrzałam delikatnie na nią, a później na moment w oczy Nialla. Oderwałam się od dotyku jego delikatnej dłoni i odwróciłam się z powrotem w stronę drzwi prowadzących do pokoju brata Nialla. Wolną dłonią chwyciłam klamkę i powoli przekręciłam ją...
to trochę przykre.
pod postem o dedykacjach w ciągu 2 dni pojawiło się 16 komentarzy, 
natomiast pod poprzednią częścią z Niallem w 2 dni było ich zaledwie 7.
pominę już niektóre fakty z tym związane...
chciałam tylko serdecznie podziękować osobą które komentują każdy post, a nie tak jak niektórzy
w kratkę, albo wcale.
*
znacie zasadę.
także..


piątek, 18 października 2013

#123 Niall PART~2~

tą część dedykuję 'Marzycielce'
mam nadzieję, że Ci się spodoba (; x

#123

*
-A więc Margaret, czym się zajmujesz? – zapytał podekscytowany jej obecnością Greg. Nikt inny się w tej chwili dla niego nie liczył. Nie powiem, było to bardzo irytujące.
-Ale jak to? To ty nic nie wiesz, że pracuję jako modelka dla Victoria’s Secret? – wyglądała na oburzoną. – A ty wiedziałaś? – zwróciła się do mnie. Pokręciłam przecząco głową. Spojrzałam na moment w stronę Nialla, który przez chwile patrzył na mnie, a następnie wrócił wzrokiem do swojej lampki z czerwonym winem. – Niall! Dlaczego nie powiedziałeś nikomu? – zapytała z pretensją w głosie, trącając przy tym ramię Blondyna.
-Jakoś nie było okazji. – odpowiedział beznamiętnie wpatrując się w pustą przestrzeń przed nim po czym uniósł swój kieliszek na wysokość swoich ust. Widać było, że miał czegoś dość. Był zmęczony. Może podróżą, a może pustą gadką jego dziewczyny. Nie byłam tego pewna, trudno było odczytać cokolwiek z
jego wyrazu twarzy. Był tak jakby zagubiony, niepewny. Wiele można było odczuć. Jego mama też to dostrzegła. Podczas kolacji kilkakrotnie klepała swojego syna po ramieniu pytając czy dobrze się czuje. On za każdym razem odpowiadał pozytywnie, chcąc uspokoić Maurę, która teraz zmagała się z stertą brudnych naczyń. Bez wahania wstałam od stołu. Podeszłam do kobiety, odebrałam z jej rąk część talerzy proponując przy tym swoją pomoc, na którą z uśmiechem przystała.
*
-Nie przypominam sobie, żeby Niall gustował w takich kobietach. – Maura odparła podczas gdy podałam jej, już wtedy, czysty, ale mokry talerz do wytarcia. Wiedziałam, że coś ją trapi. W trakcie kolacji odzywała się tylko kilka razy do Niallera i dwukrotnie wysłała mi porozumiewawcze spojrzenie. Nic poza tym. W sumie nie dała rady nic powiedzieć. Margaret w kółko mówiła o swoich przeżyciach z Paryża.
-To znaczy jakich? – zapytałam.
-Sztucznych. – spojrzałam na skupioną twarz kobiety. Była naprawdę przejęta swoją drugą ‘synową’. – Zawsze lubił takie jak ty. Dobrze wychowane, uprzejme, z pięknym uśmiechem. Cenił w dziewczynach naturalność. – uśmiechnęłam się delikatnie. Był to ogromny komplement z jej strony. Maura od zawsze była
dla mnie jak druga mama. Była najbliżej mnie kiedy zginęła jej przyjaciółka, a moja matka. Ona była moim największym wsparciem. – Szczerze powiedziawszy myślałam kiedyś, że ty i Niall będziecie, no wiesz, razem. Zawsze byliście blisko siebie. Kiedy bawiliście się razem to Niall był księciem, który ratował swoją królewnę z wieży. – pamiętam to dobrze. Ja byłam księżniczką, Niall rycerzem na białym koniu, a Greg zawsze odgrywał role smoka, który pilnował mojej wieży. – Naprawdę zdziwiłam się kiedy przyszliście do mnie i oznajmiliście, że się spotykacie z Gregiem. Byłam w szoku. – zaśmiała się cichutko. – Ale cieszę się, że chociaż on dobrze ulokował swoje uczucia. – uśmiechnęła się serdecznie. – Chociaż większym szokiem było spotkanie z Margaret. Tego to już kompletnie się nie spodziewałam. – mówiła osuszając następne naczynie. – Kocham moje dzieci, ale musisz wiedzieć, że czasami nie pochwalam waszych wyborów.
-Naszych? – zapytałam niepewnie spoglądając w jej stronę. Myślałam, że się przesłyszałam.
-Zawsze byłaś dla mnie jak córka. Myślę, że tak będzie do końca mojego życia. – uśmiechnęła się po raz kolejny do mnie. Czułam jak narastające emocje wywołują u mnie łzy wzruszenia. Bez większego zastanowienia wtuliłam się w drobne ciało Maury, dając przy tym upust kilku łzom szczęścia. Kobieta owinęła swoje ręce dookoła mnie i w wolny sposób zaczęła głaskać moje plecy.
-Cóż za wspaniały widok. – usłyszałyśmy męski głos dochodzący gdzieś z drugiego końca kuchni, więc obydwie spojrzałyśmy w tamą stronę, aby zorientować się iż w drzwiach stoi Niall, który z szerokim
uśmiechem przyglądał się całej zaistniałej sytuacji. – Dwie ważne dla mnie kobiety w takiej wzruszającej scenie. – podszedł bliżej nas po czym obie przytulił mocno do siebie. – poproszę o więcej takich widoków. – zaśmiał się melodyjnie. Za nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć poczułam jak jego usta całują czubek mojej głowy. Takim samym obdarował swoją mamę, na której twarzy gościł bardzo szeroki uśmiech i zadowolenie. Zaczęłam nad tym wszystkim myśleć. Nad każdym jego słowem i każdym następnym gestem. Starałam się to wszystko związać do kupy. Ale zanim całkowicie myśli mnie pochłonęły, mocniej wtuliłam się w silne ciało Horana i na moją twarz wkradł się uśmiech.
*23 grudnia*
Maura wraz z Bobbym pojechali na ostatnie przedświąteczne zakupy. Młodzież, czyli naszą czwórkę zostawili samych w domu. Wraz z Margaret i Gregiem siedzieliśmy na dole w salonie wspólnie oglądając jakąś głupkowatą komedię. Nie mogłam tego znieść. Każdy z nas tępo wpatrywał się w ekran telewizora i ani słowem nikt się nie odezwał. Pomału zaczynało mnie to irytować. Nie podobało mi się, że marnujemy taką wspaniałą pogodę na leżenie przed telewizorem. Śnieg pięknie prószył na zewnątrz i opadał na ziemię, która już dość grubo była przykryta warstwą białego puchu. Z racji tego, że było już ciemno uroku dodawały także wszędzie świecące się świąteczne lampki. Wszystko tworzyło magiczny obraz, którego aż szkoda było nie obejrzeć.
-Idzie ktoś się przejść? – zapytałam w końcu znudzona.
-Chyba sobie żarty stroisz. Mróz jest na dworze. – zaprotestowała Margaret.
- Daj spokój kochanie. Lepiej tu zostańmy w ciepełku. – dodał Greg nawet na mnie nie spoglądając. Przewróciłam teatralnie oczyma i wolnym krokiem podeszłam do okna. Wypuściłam wolno powietrze ze swoich płuc. Ciepły oddech spowodował, że na zamarzniętym oknie pojawiła się para. Palcem wskazującym zaczęłam kreślić po szybie tak aby powstał mały bałwanek. Moje zajęcie przerwał krótki dźwięk mojego telefonu. Wyciągnęłam go z kieszeni i odblokowałam ekran. Powoli zaczęłam czytać wiadomość:

‘ od; Nialler
Słyszałem twoją propozycję. Ja jestem chętny.
Za pięć minut spotykamy się przed wyjściem xx’

Na moją twarz wkradł się uśmiech. Chwilę jeszcze spoglądałam na wyświetlacz po czym obróciłam się, żeby zobaczyć co robią Greg i Margaret. Ich dwójkę nic nie obchodziło, więc bez żadnego trudu wyszłam z salonu niezauważona i zaczęłam ubierać swoją kurtkę i buty. Wyszłam na zewnątrz i powoli zamknęłam za sobą drzwi. Spojrzałam przed siebie i dostrzegłam tam radosnego Blondyna.
-Gotowa? – zapytał biorąc mnie pod rękę.
-Jak nigdy.

oto i jest następna część.
mam tylko nadzieję, że się spodoba.
*
jest jedna zasada, którą doskonale znacie. x 

poniedziałek, 14 października 2013

dedykacje #2

Otóż zbieram po raz kolejny zamówienia na imaginy.
Piszcie tutaj z kim chcielibyście takowego dostać.
Postaram się wszystko zrealizować.
Oczywiście wszystko w swoim czasie ;)


niedziela, 13 października 2013

#122 Niall PART ~1~

#122

Trudno być dziewczyną jednego z braci Horan. Każdy nowy dzień dla ich dwójki był nową przygodą. Niezależnie od pogody oni i tak byli aktywni. Byli naprawdę szaleni. Podejmowali pochopnie decyzje. Ryzykowali na każdym kroku. Igrali z losem. Właśnie wtedy było najwięcej śmiechu. Każda ich czynność i słowa obracane były w żart. Nieważne gdzie byli, tam i tak było dużo hałasu. Nigdy nie pozwalali mi bezczynnie siedzieć w domu. Za każdym razem wciągali mnie w swoje spiski i gry. Każdy rok mijał z nimi szybko. Codziennie działo się coś nowego. Dostarczali mi niesamowitych wspomnień nawet gdy tego nie chciałam. Oni nigdy nie pytali o zgodę. Robili to co chcieli. Byli nadpobudliwi ruchowo. Biegali, skakali, krzyczeli. Czasami robi wszystko nie tak jak trzeba było, chociażby podczas świąt. Nawet przy wigilijnym stole nie potrafili zachować odrobiny kultury. Skąd to wiem? Byłam tego częścią. Co roku uczestniczyłam w tej ‘szopce’ którą urządzali. Nasi rodzice znali się od długich lat. Odkąd pamiętam przyjaźnili się ze sobą, tak jak ja z Niallerem i Gregiem. To było powodem dlaczego każdą Wigilię spędzaliśmy razem. Horanowie i [T.N] przy jednym stole to było naprawdę niebezpieczne. Zawsze było głośno. Nie było takiego Bożego Narodzenia kiedy to Niall nie grał na gitarze, a Greg nie wygłupiał się przy tym. To była nieodłączna część tego corocznego wydarzenia. Wszystko jednak uległo zmianie, kiedy to każdy z nas miał po szesnaście lat. Któregoś marcowego dnia Greg zaprosił mnie do kina. Sam na sam, bez Nialla. Zapytał się mnie wtedy czy nie chciałabym spróbować czegoś więcej pomiędzy nami. Zapytał czy zostałabym jego dziewczyną. Zgodziłam się, a to jak na komendę wywołało w każdym z nas powagę. Nie było już tak samo. Oddaliliśmy się od siebie. Nie byliśmy już tą samą trójką najlepszych przyjaciół, którzy śmiali się z byle czego. Staliśmy się grupką dorosłych  ludzi, którzy zaczęli poważniej myśleć o swoich planach na przyszłość. Nie spędzaliśmy już tak wiele wolnego czasu razem. Niall poszedł do x-factora. Dostał się do zespołu, zajął się karierą. Przeprowadził się do Londynu. Ja wraz z Gregiem zamieszkaliśmy w Dublinie. Tam znaleźliśmy pracę i żyliśmy spokojnie. Każdy miał swoje zajęcia jednak nawet to nie zmieniło faktu, że ten jedne dzień w roku pozostawał dla nas świętością. Nadal nasze rodziny obchodziły go razem. Co roku cała nasza trójka zjawiała się na uroczystej rodzinnej kolacji. Ten rok miał być wyjątkowy. Po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć Niallera na żywo. Twarzą w twarz, a nie w telewizorze czy w gazecie dla nastolatków. Natrafiła się niesamowita okazja, żeby móc przytulić się do niego, zobaczyć jego piękny uśmiech. Dodatkowo w tym roku miał on zabrać ze sobą swoją ukochaną. Cieszyłam się, że nareszcie znalazł swoją wybrankę serca. Wiedziałam, że był szczęśliwy. Jego szczęście było moim szczęściem dlatego było to tak bardzo dla mnie ważne.

*20 grudnia*

-Greg! Zabierz w końcu te talerze! – krzyknęła Maura, chcąc w końcu pogonić swojego syna do roboty.

-Może ja to zrobię. – zaproponowałam z uśmiechem. – Będzie szybciej.

-Oj dziecko kochane. Musimy w końcu przestać wyręczać tego lenia. – do kuchni wkroczył Bobby, który ostatecznie sam zabrał się za nakrywanie do stołu. Zaśmiałam się po czym ruszyłam za moim przyszłym teściem do salonu. Na środku pokoju stał rozłożony stół przykryty białym obrusem. Mężczyzna położył naczynia na stole i zaczął układać porcelanę na odpowiednim miejscu. Chcąc być przydatna pomogłam mu. Położyłam ostatni talerz na jego miejscu i uśmiechnęłam się na widok nakrytego stołu, kiedy po całym domu rozniósł się donośny dźwięk dzwonka. Obejrzałam się za siebie po czym na mojej twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech.

-Ja otworzę! – krzyknęłam na cały głos, tak aby każdy mógł usłyszeć i ruszyłam w kierunku drzwi frontowych. Chwyciłam za klamkę. Wzięłam głęboki wdech po czym pociągnęłam drzwi do siebie.

-[T.I]! – jego melodyjny głos rozbrzmiał w moich uszach. Po chwili także poczułam przyjemny ciepły dotyk otaczający całe moje ciało. – Stęskniłem się za tobą!

-Ja za tobą też. – wyrwałam się z jego objęcia i spojrzałam na dziewczynę stojącą obok najmłodszego z Horanów. – Miło mi cię poznać. – uśmiechnęłam się także niej i podałam dziewczynie dłoń.

-No nareszcie! – odkrzyknęła co spowodowało, że wzrok Nialla wylądował na niej. – Ktoś zaproponował mi pomoc. – odezwała się zadowolona spoglądając wymownie na twarz Blondyna, który tylko teatralnie przekręcił oczami. Dziewczyna ściągnęła swój płaszcz i rzuciła mi go do rąk. Ruszyła szczęśliwa przed siebie zostawiając mnie zszokowaną całą zaistniałą sytuacją. Po chwili poczułam jak ‘ciężar’ znika z moich rąk. Spojrzałam w stronę Nialla, który przejął ubranie swojej dziewczyny i odwiesił je na wieszak.

-Przepraszam cię za nią. – spojrzał na mnie ze skruchą.

-Nie przejmuj się tym. – uśmiechnęłam się. – To nic takiego.

Chłopak obdarzył mnie jednym z najcudowniejszych uśmiechów i po raz kolejny przyciągnął mnie do jego ciała.

-Dobrze cię widzieć. – mówił głosem tłumionym przez moje włosy. – Pięknie wyglądasz. – dodał kiedy splatając nasze dłonie ze sobą pociągnął mnie do salonu, aby mógł przywitać się z resztą jego rodziny.


Mam delikatne problemy z bloggerem dlatego post wygląda jak wygląda. 
Powiem tylko że jest mi naprawdę przykro.
Na blog codziennie wchodzi po około 200 osób a pod postami ledwie pojawia się 10 komentarzy. 
Czy  naprawdę to tak trudno? :c
Znacie zasady.



niedziela, 6 października 2013

#121 Harry PART~7~

#121

*
Z każdym nowym dniem dystans pomiędzy nimi zmniejszał się. Dziewczyna co raz bardziej pozwalała Stylesowi zbliżać się do niej. Nie wykonywała pochopnych czynności, ponieważ uczyła się jak na nowo ufać człowiekowi płci przeciwnej do niej. On natomiast starał się nie wykonywać zbyt gwałtownych posunięć. Wiedział doskonale, że zaszedł już daleko i teraz musi naprawdę uważać, aby nie stracić tego na co pracował tyle czasu. Próbował na nowo być tym, któremu należy się bezgraniczne zaufanie z jej strony. Chciał, żeby ona wiedziała o tym, że może na nim polegać i że nigdy nie mógłby jej skrzywdzić, ani zmusić do rzeczy, której ona sobie nie życzy. Przez cały ten czas dawał jej pełną kontrolę nad sytuacją. Lato minęło
szybko. Czerwiec, lipiec i sierpień przeleciały niczym z bicza strzelił. Rozpoczął się wrzesień. Co raz częściej słychać było strzały oddawane z daleka. Kilka razy ogłaszano alarmy przeciwlotnicze i zmuszano pacjentów szpitala chować się do schronu w piwnicach. Z każdym świtem jednak wracali do swoich poprzednich sal w szpitalnych murach. Harry w takich sytuacjach bardzo pomagał dziewczynie. Ostrzegał kiedy widział wyższy schodek, informował ją kiedy sufit był nisko. Był przez cały czas jej prawą rękę pomimo, że ani razu nie ośmielił się jej dotknąć. Ona widziała jego starania. Starała się uśmiechać do niego pogodnie dając mu nadzieję, że wkrótce będzie dokładnie tak samo jak wcześniej. Doceniała, że nie próbuje jej w jakikolwiek sposób popędzać. Cieszyła się, że pomimo iż chłopak stoi przed tak wielką przeszkodą jaką jest jej podświadomość on nie poddaje się i dalej chce być przy niej. Być na tyle blisko na ile ona mu pozwala.
*
Był koniec września. Wszędzie słychać było strzały i wybuchy. Na zewnątrz było niebezpiecznie. Szalała zawierucha wojenna. Nikt nie odważył się wyjść z ukrycia. Harry i [T.I] siedzieli spokojnie w sali w której leżała dziewczyna i czekali na kolejną serię wydarzeń. Nie bali się dopóki byli obok siebie.
-Co raz zimniej się robi na dworze. – odparła pocierając ręce o siebie.
-Skąd to wiesz? – zapytał zaciekawiony.
-Czuję to. Te mury wcale nie są dobrą ochroną przed zimnem.
-Rozumiem. – uśmiechnął się delikatnie do niej.
-Czuję, że w tym roku zima będzie wyjątkowo dokuczliwa. Mam nadzieję, że chociaż pozwolą nam zostać tutaj do roztopów. W przeciwnym wypadku nie wytrzymam i zamarznę.
-Nie zamarzniesz. Mogę ci to obiecać. – odparł poszerzając swój uśmiech.
-Skąd to możesz wiedzieć?
-Nie dopuścił bym do tego. Tak długo dmuchałbym na twoje ciało na ile by tylko moje płuca pozwoliły. W taki sposób bym cię ogrzewał. – powiedział. – Chyba, że mój oddech stałby się lodowaty. Wtedy bym ani ważył się dmuchnąć na ciebie. – jej serce zaczęło radować się. Na jej twarzy pojawił się szkarłatny rumieniec, który za żadne skarby nie chciał zejść z jej twarzy. – Lubię kiedy się rumienisz. – stwierdził i 
wygodniej rozłożył się na swoim krześle.
-Lubię kiedy jesteś bliżej mnie. – odparła nieśmiało.
-Co masz na myśli? – zapytał z szerzej otwartymi oczami.
-Chciałabym, żebyś usiadł bliżej mnie. – jej twarz przybrała jeszcze bardziej czerwonego koloru. - Tym razem na mojej pryczy. – dodała, a serce chłopaka zaczęło wybijać szybsze i nieregularne rytmy.
-Jesteś pewna?
-Myślę, że tak. – chłopak powoli podniósł się ze swojego krzesła. Odsunął je w tył i powoli usiadł na posłaniu. – Bliżej. – na jej słowa zareagował w bardzo podobny sposób jak poprzednio. Jego serce biło co raz mocniej. Siedział na poziomie jej bioder. Ręka [T.I] swobodnie dosięgała jego ciała. Delikatnie i nie gwałtownie ujęła jego dłoń w swoje delikatne dłonie. Chłopak drgnął gdy poczuł jej dotyk na sobie. Nie czuł go od tak dawna i chciał nacieszyć się tym, być może chwilowym, momentem.
-Ufam ci. Możesz usiąść bliżej. – uśmiechnęła się do niego z nutą zachęty w oczach. Harry jedynie kiwnął głową i niemal natychmiast podniósł się, żeby usiąść jeszcze bliżej. Widząc jej pełne usta nie potrafił się opanować. Po głowie wtedy krążyły mu przedwojenne wspomnienia kiedy to mógł swobodnie całować dziewczynę, bez obawy że ją skrzywdzi.
-C..czy ja mógłbym … - zaczął niepewnie. – Czy ja…
-Powiedz to, co chciałbyś mi powiedzieć. – mocniej chwyciła jego dłoń i potarła kciukiem jego skórę.
-Czy ja mógłbym cię pocałować? – w głowie zaczął bić się za to pytanie. Jego pragnienie okazało się być silniejsze. Gdy jednak to powiedział zaczął się martwić, że to mogło ją spłoszyć. Mogła przecież pomyśleć, że jest nachalny. – Ja przepraszam. – odparł kiedy nie otrzymał żadnej odpowiedzi. – Ja nie chciałem. – po jego policzku spłynęła łza. Szybko otarł ją swoją wolną dłonią. – Tak bardzo cię kocham. – dodał, a po jego policzku spłynęły kolejne łzy.
-Harry. – odezwała się cicho. On nie reagował, natomiast odwrócił głowę w przeciwnym kierunku, żeby mógł swobodnie dać upust wszystkim emocjom które kłębiły się w nim przez cały ten czas spędzony w obozie. – Harry, proszę spójrz na mnie. – w dalszym ciągu nie reagował. Dziewczyna widząc jak bardzo przejął się swoimi własnymi słowami podniosła się do pozycji siedzącej. Puściła jego dłoń, a następnie w oby dwie swoje ręce chwyciła jego zapłakaną twarz. Obróciła ją w swoją stronę i delikatnie uśmiechnęła się do niego. Harry przez chwile łkał nie zdając sobie sprawy co właśnie się dzieje. Całkowicie odszedł od
zmysłów kiedy poczuł wargi [T.I] dookoła jego warg. Blondynka idealnie zsynchronizowała ich kształty i dawała im w pewnym stopniu ukojenie. Nagle wszystko dla niech ucichło. Nie słyszeli już strzałów, ani dźwięków spadających bomb. Słyszeli tylko swoje równomierne bicia serc i czuli jedynie przyjemne ciepło, które towarzyszyło ich pocałunkowi. Nagle drzwi do pomieszczenia szybko się otworzyły. Oderwali się od siebie i spojrzeli w kierunku z którego dochodził hałas. Do sali wpadła stara pielęgniarka, która czymś zaaferowana próbowała złapać oddech. Najprawdopodobniej biegła. Wzięła ostatni głęboki wdech i wyprostował się. Spojrzała na ich dwójkę i uśmiechnęła się.
-Obóz został wyzwolony. Niemcy przegrali wojnę. Hitler nie żyje.
-Co to oznacza? – zapytał niczego nie świadomy chłopak w lokach. Krótko po wypowiedzeniu przez niego tych słów inna postać wkroczyła do pomieszczenia. Mężczyzna miał na sobie mundur, jednak Harry z łatwością mógł go rozpoznać.
-Wracamy do domu. – odparł Horan.
~THE END~
mam nadzieję, że podobał Wam się ten imagin.
ja osobiście jestem zadowolona i powiem szczerze
że jeszcze nigdy nie spotkałam się z podobną fabułą, dlatego jestem szczęśliwa, że jestem pierwsza (:
*
napiszcie co o tym myślicie (:
10+ komentarzy = nowy imagin ( z Niallerem)

*lubię Wasze długie wypowiedzi i opinie*


niedziela, 29 września 2013

soon...

Cześć! 
Chciałam Was tylko poinformować, dlaczego nie dodawałam nic w tym tygodniu ani w ten weekend.
Otóż miała do napisania referat. Próbowałam się na nim skupić, bo nie chciałam go zepsuć. Dodatkowo doszły do tego sprawdziany, kartkówki i inne rzeczy związane ze szkołą. Musicie mnie zrozumieć.
Jestem teraz w 3 klasie gimnazjum i wymagają ode mnie znacznie więcej niż może się niektórym wydawać.
Obiecuję Wam, że postaram się coś napisać w tym tygodniu, a jak nie to na pewno coś pojawi się w następną sobotę.
Przepraszam Was. Wiem, że czekacie długo, ale wkrótce postaram się to nadrobić.
Obiecuję xx

sobota, 21 września 2013

#120 Harry PART~6~

#120

*
Minęło kilka dni. Nie miał z nią kontaktu. Nie widział jej. Nie miał pojęcia co dzieje się z jego ukochaną. Tak bardzo chciał być przy niej. Chciał sprawić, aby zapomniała o tym przykrym wspomnieniu. Wiedział, że żyje. Miał tą pewność, że nadal oddycha i jest tam dla niego. Niall na bieżąco informował go o przebiegu wszelkich spraw. Wprawdzie nie był dopuszczany do sali szpitalnej w której leżała [T.I], ale szkocka pielęgniarka przekazywała mu wszystkie możliwe informacje na temat dziewczyny. Wiadome było, że darzyła wstrętem każdego z mężczyzn. Nie pozwoliła nawet doktorowi zbliżyć się do niej. Jedynie pielęgniarki były akceptowany. Przy nich miała poczucie iż nic złego jej nie zrobią. Smith został rozstrzelany. Doktor Schiller poinformowany przez Heineia o poczynaniach majora doniósł na niego do sądu wojskowego. Gwałt na więźniarkach był surowo zabroniony i dlatego został on powołany przez sąd, a później zabity. Podobno kilkakrotnie przed egzekucją podchodził pod szpitalne drzwi. Obserwował dziewczynę. Nikt nie wiedział po co on przychodził w tamto miejsce. Niektórzy uważali, że zaczęło dokuczać mu sumienie, inni że chciał napawać się widokiem cierpiącej dziewczyny. To pozostało jedną wielką niewiadomą, której rozwiązanie zabrał ze sobą do piekła.
*
Zbliżał się koniec wojny. Tak prognozowały wszystkie radia. Był upalny czerwiec. Harry tęsknił za [T.I] co raz bardziej. Nie nadawał się już do żadnej pracy. Był wrakiem człowieka. Zszargane nerwy były na wyczerpaniu.  Dzięki wtykom Horana, Harry został przeniesiony na jeden z oddziałów szpitala. Leżał kilka sal dalej od Blondynki. Na terenie szpitala nie było żołnierzy ani żadnego wachy, więc mógł swobodnie pójść do niej. Wystarczyło tylko wyjść za drzwi i przejść przez krótki korytarz. Jednak bał się. Bał się tego, że dziewczyna będzie się go bała. Już raz ją zawiódł, a  teraz jego widok mógł ją tylko i wyłącznie wystraszyć. Zdawał sobie z tego sprawę i tego obawiał się najbardziej. Chciał być tylko blisko niej. Chciał słyszeć jak wolno oddycha i jak równomiernie bije jej serce.
-Coś taki smutny chłopcze? – zapytała pielęgniarka widząc jego wyraz twarzy. – Coś cię boli? – chłopak podniósł na nią swoje zaczerwienione i przypuchnięte oczy. Wpatrywał się w nią tak jakby zobaczył nagle iskierkę nadziei. – Mogę ci jakoś pomóc? – chwyciła go delikatnie za ramię.
-Jak powinien się zachować chłopak, którego ukochana została zgwałcona przez innego mężczyznę?
-A więc to ty. – odparła lekko zszokowana. – Cóż… - przysiadła zaraz obok niego. – Na pewno powinieneś być bardzo ostrożny. Musisz zachowywać dystans, chyba że ona pozwoli ci podejść bliżej. Musisz wiedzieć, że może to potrwać naprawdę długo zanim przynajmniej w pewnym stopniu nie wymaże tego wydarzenia z pamięci. Wiedz, że to naprawdę bolesne przeżycie dla kobiety. Po prostu bądź ostrożny w tym co robisz, chłopcze. – poklepała go po plecach i wstała. – Idź do niej. – chłopak przez dłuższą chwilę zastanawiał się nad tym co powiedziała mu kobieta. Myślał czy powinien się odważyć. Nie czuł się na siłach, aby to zrobić. Chciał, ale nie potrafił.
*
Wolnym krokiem podszedł pod jej salę. Przystanął przed drewnianymi drzwiami i przez szybę zobaczył leżącą drętwo dziewczynę. Wziął głęboki wdech, przymrużył na chwilę oczy i zaczął bardzo powoli oddychać. Myślał czy na pewno powinien tam pójść. Myślał czy to nie za wcześnie. Aby odgonić od siebie te myśli przypomniał sobie jak po raz pierwszy ją pocałował. Przypomniały mu się ich wszystkie wspólne chwile. Postanowił zrobić w imię [T.I] i w imię wspomnień – wspaniałych wspomnień. Ostatni raz wziął głęboki oddech i wszedł do środka. Dziewczyna spała. Nie wiedział co robić. Mógł usiąść zaraz obok jej łóżka, ale zaraz po przebudzeniu ona mogłaby doznać szoku. Rozejrzał się po pomieszczeniu, przypominając sobie słowa pielęgniarki. Pod ścianą dostrzegł mały, okrągły stoliczek i krzesło. Usiadł na nim i zaczął obserwować śpiącą dziewczynę, która przez sen zaczęła wydawać z siebie niepokojące dźwięki które co chwilę ustawały i nasilały się – tak na zmianę. Patrzył na nią przez dłuższy czas, patrzył jak spokojnie śpi. Patrzył do czasu aż jego sam zmorzył sen.
*
Obudziła się. Otworzyła swoje oczy i delikatnie przetarła je wierzchem dłoni. Jak zawsze musiała sprawdzić
czy coś niepokojącego dzieje się w pobliżu. Powoli zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. W rogu sali dostrzegła skuloną na krześle postać chłopaka. Wzdrygnęła się na samą myśl o mężczyźnie. Jej serce zaczęło samo z siebie wybijać szybsze rytmy. Przyjrzała się dokładniej chłopakowi. Dostrzegła na jego głowie loki, jednak poprzez cień rzucany na jego twarz nie mogła zidentyfikować kim jest dany osobnik. Jej serce delikatnie uspokoiło się. Wstała ze swojego łóżka. Wolnym krokiem zaczęła zmierzać w jego kierunku. Z każdym krokiem strach w małym stopniu paraliżował jej serce. Czuła się okropnie, ale chciała to sprawdzić. Będąc już nad osobnikiem płci przeciwnej mogła w lepszym stopniu dojrzeć jego twarz. Jej serce ponownie unormowało swoje działania. Rozpoznała w nim Harryego. Mimowolnie kącik jej ust drgną w górą widząc jak słodko śpi. Cicho westchnęła widząc jak jego loki opadają na czoło. Zdobyła się na odwagę i postanowiła zgarnąć je w tył. Wykonała to jednak trochę zbyt dotkliwie, bo chłopak momentalnie drgnął. Otworzył gwałtownie swoje oczy co spowodowało iż [T.I] cofnęła się o kilka kroków w tył.
-Boże. – powiedział cicho Styles. – [T.I], kochanie. – odparł po chwili i  upadł na swoje kolana. Schował twarz w swoje dłonie i zaczął cicho mówić: Tak bardzo cię przepraszam. Nie zdołałem cię uratować. Ja tak bardzo… - nie dokończył. Zamilkł. Nie wiedział jak ma ująć to co chciał powiedzieć.
-Harry. – wyszeptała.
-Rozumiem jeśli mnie nienawidzisz. Obiecywałem ci, że zawsze cię uratuje w razie potrzeby i tak haniebnie cię zawiodłem.
-Harry. – powiedziałam nieco głośniej tak aby zwrócił on swoją uwagę na nią. Jego zielone tęczówki momentalnie wylądowały na wątłej i wychudzonej postacie dziewczyny. [T.I] usiadła ponownie na swoim łóżku. Spojrzała na nadal klęczącego chłopaka. Zacisnęła lekko swoje piąstki. – Chodź, usiądź bliżej mnie, proszę.

chciałam dodać szybciej tą część, ale w tym tygodniu miałam do napisania referat i nie mogłam
nic wcześniej zaskrobać.
przepraszam :c
*
mam chociaż nadzieję, że trochę wam się to spodoba.
10+ komentarzy = next part.
przepraszam za błędy :c 





sobota, 14 września 2013

#119 Harry PART~5~

#119

*
Przez następne dwa tygodnie za pośrednictwem Nialla, dwójka młodych ludzi spotykała się ze sobą. Mogli te chwile spędzić wspólnie na rozmowie lub na czymkolwiek co chcieli. Zazwyczaj jednak ona leżała w jego objęciach na zimnej podłodze. Nie interesowało ją to,  że może nabawić się przeziębienia. Od niego biło niesamowite ciepło, które ogrzewało nie tylko jej serce, ale także i duszę. Czuła się wspaniale kiedy mogła w milczeniu poleżeć przy swoim ukochanym ze świadomością iż nic złego jej nie grozi. Później oboje wracali na swoje bloki. W damskim obozie mówiono, że [T.I] puszcza się z blond włosym strażnikiem, dlatego nie

musi pracować, za to w męskim obozie każdy z więźniów zazdrościł Harryemu, że chociaż przez chwilę może odpocząć od ciężkiej harówki. Żadne z ich dwójki nie reagowało na zaczepki i dokuczliwe teksty wskazujące na to, że każdy z nich ma jakiś układ ze szwabami. Ona często słyszała ‘przystojny dość ten strażnik. Nie dziwota, że sprzedaje się mu za wolność’ , a on ‘czasami w życiu dobrze być lizodupem. Nie potrafiłbym tak jak on ze szpiclami współpracować po dobroci. Pewno pozwalają mu też na dziwki chodzić’. Oni jednak wiedzieli swoje. Nie zwracali na to uwagi. Z uśmiechem leżeli na swoich twardych pryczach i myśleli o tym iż jutro znowu się zobaczą.
*
-Styles! Wychodzimy do pracy! – on był najwcześniej budzony. To był warunek tego, żeby mieć fory przy pracy. Ochoczo podnosił się ze swojego legowiska i ruszał w stronę baraku gdzie miał wykonywać swoje podstawowe czynności. Tego dnia jednak nie ruszyli w tą samą stronę co zwykle. Strażnik nie prowadził go we właściwym kierunku. Zawędrowali pod stary budynek z czerwonej cegły ubrudzony pyłem z wielkich kominów. Harry uważnie przyglądał się budowli. Nie był nigdy wcześniej w tej części obozu. Był zaskoczony tym, ze nagli zmienili mu miejsce pracy. Mimo wszystkich ulg jakie do tej pory dostał bał się zapytać co jest powodem zmian. Pokornie kroczył za szwabem, który w każdej chwili mógł wymierzyć mu kulkę prosto w środek czaszki. Wacha zapukał do wielkich, stalowych drzwi. Zza nich wydobył się cichy pomruk co dla starszego mężczyzny oznaczało iż można wprowadzić więźnia. Brunet przekroczył próg ciemnego pomieszczenia, które oświetlone było światłem tylko jednej  lampy zwisającej nad stołem. Obok mebla stało krzesło. Miejsce na nim zaraz zostało zajęte kiedy z ciemnego kąta pomieszczenia wyłoniła się postać majora Smitha. Harry co raz bardziej zaczynał się bać tej sytuacji. Nie miał pojęcia czego się spodziewać. Zanim zaczął o czymkolwiek myśleć został siłą posadzony na krześle i mocno przywiązany liną do niego.
-Jak nie miło cię widzieć Styles. – odparł nagle Smith. – Mam nadzieję, że jesteś bardzo zmęczony. – zaśmiał się szyderczo.
-Czego ode mnie chcesz? – zapytał zachrypniętym głosem.
-Chciałem z tobą porozmawiać. – major wstał z krzesła i podszedł do chłopaka. – Myślę, że wiesz gdzie się
znajdujesz. To obóz pracy gnojku! Nie żadne uzdrowisko, ani zorganizowane wczasy. – loczek przełknął ślinę. Ton jakim mówił do niego mężczyzna był naprawdę groźny. – A! I najważniejsze! To nie miejsce dla jakiejś popieprzonej miłości. Harry zacisnął powieki. Wiedział do czego on zmierza. Miał prawie stu procentową pewność iż wiedział o spotkaniach jego i [T.I]. – Nienawidzę miłości. Brzydzę się tym gównem. Każdy kto myśli inaczej jest śmieciem. Z resztą inni dla mnie się nie liczą. – Smith spojrzał na przerażoną twarz Harryego. – Chcesz mi coś powiedzieć? – Styles patrzył na niego bojąc się. Nie o siebie, a o swoją ukochaną. Z przypływu adrenaliny pokiwał przecząco głową. – Nie? – zastała chwila ciszy i major odwrócił się tyłem do Bruneta. – To może przy tej laluni będziesz mówił co innego. – serce chłopaka momentalnie stanęło, a następnie zaczęło wybijać nie regularne rytmy. Smith skinął ręką na drugiego strażnika, który od razu zniknął na ścianą. Minęło niespełna siedem minut, a był już z powrotem. Bez żadnego wysiłku przyszarzał wyczerpane ciało dziewczyny. Pchnął nią w środek pomieszczenia, a ona wylądowała na swoich obolałych kolanach zaraz przed krzesłem do którego był przywiązany Styles. Strach sparaliżował go od środka. Bał się jak cholera o dziewczynę. On sam nie mógł jej w żaden sposób pomóc, a też w pobliżu nie było Horana, który mógłby w razie niebezpieczeństwa zareagować. Na czole Bruneta zaczęły gromadzić się drobne kropelki potu. Strach i nie przyjemne uczucie adrenaliny władały jego młodym organizmem. Wszystko narosło kiedy Smith zbliżył się do niej i mocno szarpnął ją do góry, żeby stanęła na równe nogi. – I jak się spało w izolatce? – zapytał kpiącym głosem, a w ciele chłopaka zaczęła się gotować złość, która jeszcze nie dostatecznie pokonywała przerażenie. – Domyślam się, że nie zapomnisz tego do końca życia. – mocno ścisnął dłonią jej policzki i obrócił jej twarz w swoim kierunku. – Nie martw się. Następnym razem nie będziesz taka samotna. Podeślemy ci jakiegoś ze strażników, który się tobą zajmie.
-Przestań!  - krzyknął nagle Loczek, który nie potrafił znieść tego jak do niej mówi.
-No proszę! Pan Styles przemówił ludzkim głosem. To dobry znak, żeby zaczynać. – uśmiechnął się podstępnie. – Heine! Przywiąż ją tak jak ci mówiłem. Ale mocno! – inny strażnik pociągnął [T.I] za sobą, żeby po chwili przywiązać ją do stołu. Położył ją na brzuchu. Jej ręce były przykute do metalowych ram stołu, a nogi swobodnie opierały się o posadzkę.
-Co ty…? – przerażenie znowu zagórowało nad Harrym. Zaczął szarpać rękami. Próbował uwolnić się z tych ciasno zawiązanych lin.
-Słuchaj mnie uważnie Styles! Chcę ci dać nauczkę. To jest kara dla ciebie. Masz wyciągnąć z tego wnioski. – Smith podszedł do stołu. Dziewczyna zaczęła głośno oddychać. Jej zestresowany oddech słyszał uważnie. Miał tą świadomość, że boi się. Nie potrafił jej pomóc, pomimo że bardzo chciał. – Są dwa warunki. Pierwszy, masz cały czas patrzeć w moją stronę. Musisz uważnie śledzić moje ruchy. I drugi to taki, że nie możesz odezwać się ani słowem. Nie warz się nawet pisnąć, bo zastrzelę ją jak psa. – A teraz zdychaj z bezsilności i cierpienia. – Smith podwinął staromodną spódnicę którą miała na sobie Blondynka. Pod wpływem jego dotyku przeszedł ją bardzo nie przyjemny dreszcz, a jej oddech przyspieszył. Poczuła silne uderzenie na pośladkach. Brak bielizny spowodował, że cios był bardziej dotkliwy. Starszy mężczyzna szybko rozpiął rozporek w swoich spodniach i bez chwili wahania wyciągnął z bokserek swojego penisa. Harry zaczął wewnętrznie panikować. Nie wiedział co ma uczynić. Nie mógł na to patrzeć. Nie chciał widzieć jak jego Słońce jest dotykane brudnymi, niemieckimi łapami. Major chwile naprężył swoją męskość i gdy miał pewność, że osiągnęła odpowiednią erekcję przystąpił do działania. Bez ostrzeżenie wszedł w ciało dziewczyny. Zaczęła krzyczeć i  płakać. Prosiła aby przestał. Sprawiał jej ból i ogromny dyskomfort. Czuła jakby rozrywało ją od środka. Przez łzy zaczęła wykrzykiwać o pomoc. Błagała, aby Harry ją uratował. Nie potrafiła znieść tego. Wykrzykiwała imię jej ukochanego, aż do czasu kiedy pomału zaczęła tracić przytomność. Kiedy ostatecznie straciła kontakt z otoczeniem, Smith nadal bez skrupułów gwałcił ją. Styles musiał patrzeć na to wszystko. Widział jak zadaje jej ból, jak ją krzywdzi, jak doprowadza ją do łez i krzyku. Widział jak przez niego straciła przytomność. Na samym końcu zauważył, że z dolnej części ciała dziewczyny leci krew. Zszokowany szwab szybko wyciągnął z jej wnętrza swojego penisa. Naciągnął na swoje biodra bokserki i spodnie, po czym pospiesznie zawołał Heineia.
-Sprowadź tu szybko doktora Schillera! Szybko! – Smith opuścił pomieszczenie w pośpiechu. Zostawił Harryego i nieprzytomną [T.I]. Po policzkach chłopaka zaczęły spływać łzy. Nie potrafił wybaczyć sobie, że to on do tego doprowadził. Miał sobie za złe, że nie zareagował kiedy wołała go o pomoc, przecież obiecywał jej że nic złego jej się nie stanie. Stało się. Dodatkowo najgorsza rzecz jaka mogła przytrafić się kobiecie. Przeżyła akt gwałtu. Z bezsilności opuścił głowę i dawał upust swoim łzom. Nawet nie zauważył kiedy jego sznury zostały odwiązane i on sam zmuszony był, żeby wstać.
-Chodź stary! Zaprowadzę cię w inne miejsce. Nie możesz na to patrzeć. – Horan pomógł pozbierać się Harryemu, a on bez żadnych oporów dał wyprowadzić się z sali do innego pomieszczenia gdzie miał zaznać chwile spokoju. Smith doskonale wiedział, że Harry jest silnie fizycznie. Żadna praca nie była dla niego trudna, dlatego postanowił zaatakować od jego psychicznej strony. Uderzył w jego najsłabszy punkt. Skrzywdził jego ukochaną i tym samym jego samego...
jest mi naprawdę przykro to mówić, ale
co raz częściej zastanawiam się nad zawieszeniem lub usunięciem bloga.
staram się jak mogę, żeby dodawać wam jak najczęściej jakiś imagin, a 
wam zeszło ponad tydzień na pozbieranie 10 komentarzy, które kiedyś byliście w stanie zebrać w ciągu niecałych 24h i powiem więcej, 
w ciągu tej całej doby potrafiliście nie raz uzbierać ponad 20 komentarzy.
nie mam pojęcia co teraz się stało.
to naprawdę przykre jeśli tak mało osób docenia moją pracę. :(
jest to dla mnie znak, że już nie podoba wam się to co piszę i myślę, że
to byłby odpowiedni moment aby zakończyć to wszystko. :(
jeszcze nie wiem co zrobię.
muszę poważnie się nad tym zastanowić.
jak na razie to macie tą część.
jeśli wszystko pójdzie takim samym tempem jak ostatnio
to następną część przeczytacie za tydzień.
wszystko zależy od was.
10+ komentarzy = next part.
przepraszam jeśli zawodzę was tym co piszę.
nie chciałam tego :(