Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 11 listopada 2012

#45 Louis.

#45


Święta to magiczny czas. Spędza się go w gronie najbliższych i najważniejszych. Boże Narodzenie to okres w którym wybacza się wszystko co złe. To czas kiedy ludzie czekają na Dzieciątko. Uwielbiam te święta. Wspólne pieczenie ciasteczek, kolacja wigilijna, ogień w kominku, jemioła, choinka. To wszystko napawa mnie radością. Czerpię z tego ogromną przyjemność. Na tegoroczną Wigilię zostałam zaproszona do rodzinnego domu Louisa. Chłopak doskonale wiedział, że gdyby nie jego zaproszenie spędzałabym święta sama. Doceniam to. Tommo to naprawdę cudowny przyjaciel, którego nie jeden pozazdrościłby mi. Chłopak troszczy się o mnie, chodzi ze mną na zakupy, wspiera. W moim sercu jest osobna przegródka dla niego. Zawsze tam pozostanie. Kocham go. Jak przyjaciela, a nawet jak kogoś więcej. Jesteśmy idealnie ze sobą zgrani. Dwójka dorosłych wariatów, zachowująca się często jak małe dzieci. Uwielbiam jego poczucie humoru. Akceptuje każde jego wady, których jest naprawdę niewiele. Dłuższa jego nieobecność zasmuca mnie, wpędza w dołek. On doskonale o tym wie i stara się spędzać ze mną każdą wolną chwilę. Nie wymagam tego od niego. Robi to z własnej woli. Mój jedyny i niepowtarzalny przyjaciel. Właśnie. Tylko przyjaciel…
*
-Trochę się obawiam, że ten prezent może nie spodobać się Lottie. – w czasie jazdy do Doncaster byłam pełna obaw. Zupełnie tak jakbym była jego dziewczyną i bała się o to że jego rodzina mnie nie zaakceptuje. Moim największym problemem był wybór prezentów dla osób, których tak naprawdę nie znam. Nie mogłam wwalić się komuś na Wigilię bez chociażby drobnego upominku. To nie w moim stylu.
-Oj daj spokój. Na pewno jej się spodoba. Poza tym mówiłem ci żebyś niczego nie kupowała. – uspokajał mnie.
-A ja ci mówiłam, że nie pojadę tam bez prezentu dla twojej rodziny. Lou, traktuje cię jak rodzinę, więc reszta Tomlinsonów też do niej po części należy. – uśmiechnęłam się.
-Tak wiem. – odwzajemnił uśmiech. – A teraz może prześpij się. Przed nami długa droga.
Posłuchałam go. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Byłam za bardzo zmęczona nieprzespaną nocą.
*
-Ey śpiochu! Wstawaj. Jesteśmy na miejscu. – poczułam, że ktoś trąca mnie w ramię. Otworzyłam oczy i ujrzałam za szybą samochodu Louisa duży, piękny dom przyozdobiony różnorakimi lampkami i ozdobami świątecznymi. Przed budynkiem stał średniej wielkości bałwan z marchewkowym nosem, węgielkowymi oczami i guzikami. – Nie wiem jak można tak marnować marchewki.
Zaczęliśmy się śmiać. Marchewki to ulubione warzywo Lou. Za każdym razem gdy do mnie przychodzi mówi wcześniej, żebym kupiła owe warzywo. To taka jego wielka słabość.
Wysiedliśmy z samochodu. Podeszliśmy pod dwuczęściowe białe drzwi. Nad nimi wisiała drewniana tabliczka z napisem ‘Tomlinson Family’. Uśmiechnęłam się mimowolnie widząc to. Czułam, że to będą udane święta.
Louis zadzwonił dzwonkiem do drzwi i po chwili jedna część prostokąta otworzyła się. Ze środka wyjrzała mała blondyneczka w czerwonej sukience.
-Louis! – krzyknęła rzucając się chłopakowi na szyje. Tommo bardzo mocno przytulił ją do siebie. Ku mojemu zdziwieniu kiedy mała oderwała się od niego przytuliła się do mnie. Bez wahania odwzajemniłam uścisk. Weszliśmy do środka. W korytarzu zgromadziła się cała rodzina Tomlinsonów. Wchodząc uśmiechnęłam się, żeby zrobić pierwsze dobre wrażenie.
-Mój Boo Bear wrócił do domu! 
-Mamo, no proszę cię. – zawstydził się. – Poznaj [T.I].
-Louis mówił, że jesteś ładna, ale nie wspominał że aż tak. – przeniosłam wzrok na chłopaka, a on uroczo się zarumienił. – Witaj w naszym domu.  Miło mi cię poznać. Lou dużo o tobie opowiadał. Nie mogłam się doczekać kiedy do nas przyjedziesz. Tak jak cała nasza rodzina. – kobieta mocno przytuliła mnie.
-Mnie również miło panią poznać.
-Oh daj spokój z panią. Jestem Johannah, ale mów mi Jay. – uśmiechnęła się. Późniejszy czas zleciał mi na zapoznawaniu się z rodziną chłopaka. Dużo rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Opowiadałam im trochę o Polsce. Byli zachwyceni naszą kulturą. Powiedziałam im nawet jak brzmią ich imiona po polsku. Często reagowali śmiechem na polskie odpowiedniki. Czas mijał nam naprawdę bardzo szybko. Czułam się jak u siebie w domu. Czułam się częścią rodziny Tomlinsonów.
*
Zaproponowałam Jay, że pomogę jej przy zmywaniu naczyń. Zgodziła się. Rozmawiałyśmy o tym czym chciałabym się kiedyś zajmować. Dowiedziałam się wiele nowych rzeczy o Lou. Johannah była dla mnie jak druga matka. Ona sama traktowała mnie jak swoją piątą córkę. To było niesamowite.
-No to powiedz mi [T.I], jak układa ci się z moim synem? – zdziwiło mnie trochę to pytanie.
-Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Jest wspaniałym człowiekiem.
-Zaraz. To wy nie jesteście razem? – zapytała zdziwiona. Zaprzeczyłam. – To dziwne. Louis zawsze przywoził do swojego rodzinnego domu dziewczyny na których mu naprawdę zależało. Z którymi wiązał plany na przyszłość.
Zaciekawiło mnie to. Skoro tak jest to dlaczego mnie tu przywiózł. A może… Nie. To nie mogłaby być prawda. Ja i on razem. Przecież nie jestem w jego typie. Jedno zaprzeczało drugie. W głowie miałam mentlik. Powiedziałam, że idę się przejść. Jay przestrzegła mnie żebym tylko się nie zgubiła i nie wracała zbyt późno. Zakładając płaszcz w holu usłyszałam głos Lou. Był coraz bliżej mnie.
-Wybierasz się gdzieś? – zapytał.
-Idę się przejść. – uśmiechnęłam się. – Chcesz iść ze mną?
-Jasne. – wtedy chłopak szybko naciągnął na siebie swoją kurtkę, buty i wyszliśmy z domu. Na początku nie odzywaliśmy się. Szliśmy w ciszy. Ja patrzyłam w chodnik, a on przed siebie. Stęsknił się za swoim rodzinnym miastem. To było zrozumiałe. Coś mnie pchnęło i zachęcało, żeby wyznać mu prawdę. Żeby powiedzieć mu jakim uczuciem tak naprawdę go darzę. Wahałam się. Podjęłam jednak decyzję.
-Muszę ci coś powiedzieć. – powiedzieliśmy oboje w jednym czasie. Przystanęliśmy na chwilę i popatrzyliśmy się po sobie.
-Mów pierwsza. – powiedział Tommo śmiejąc się przy tym.
-To może ty zacznij. – nie chciałam mówić pierwsza.
-To może powiemy to w jednym czasie? –zaproponował.
-Dobrze. To na trzy, cztery.
TRZY, CZTE-RY!
-Kocham cię Louis/ [T.I]. – wypowiedzieliśmy równo. Moje źrenice poszerzyły się. Nie mogłam uwierzyć, że to prawda. Chłopak w którym jestem zakochana już od dawna odwzajemnia moje uczucie. To najlepsze co mogło się przytrafić w te święta.
Lou przybliżył swoją twarz do moje. Pogładził mnie delikatnie po policzku i złożył subtelny, ale za razem namiętny pocałunek na moich ustach. Poczułam to co chciałam poczuć od dawna. Poczułam smak ust Louisa. To jest nie do opisania. To magia. Czysta magia. Której nie może złamać nic, ani nikt. To najsilniejsze zaklęcie na tym świecie. To niepodważalne uczucie i pasja. To jest po prostu miłość…
no to mamy świąteczny imagin z Louisem.: )
ta koncówka jest trochę niedociśnięta i przepraszam za to.;*
postaram się poprawić.
a no i przepraszam za jakiekolwiek błędy. ;3
*
piszcie jak Wam się podobało.;*
10+komentarzy= next imagine.: )




11 komentarzy:

  1. booże to to jest po prostu boskie . Strasznie podobają mi się twoje imaginy <3
    wejdziesz i skomentujesz ? liczę , że Ci się spodoba i nawet zaobserwujesz :D : sameemistakess.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + dodaje do obserwujących i prosze Cię dodawaj więcej z Louisem :D :D

      Usuń
  2. cudowny imagin ♥
    kocham święta i magie im towarzyszącą ;pp
    dlatego pomysł genialny ((:
    pozdrawiam ;*** hid.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny kocham święta

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham twoje imaginy a najbardziej te z Louisem

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz talent dziewczyno

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajefajny
    Kiedy następny imagin ? :*

    OdpowiedzUsuń