Łączna liczba wyświetleń

sobota, 14 grudnia 2013

#128 Niall PART~1~

przepraszam :c

#128

Umowa to układ zawarty pomiędzy dwiema stronami. Czasami jest to umowa, którą podpisuje się przy kupnie domu, a jeszcze częściej jest to umowa zawarta pomiędzy szefem, a jego nowym pracownikiem. Ten przypadek był podobny. Poniekąd była to umowa o pracę. Nie taką zwykłą. Spójrzmy prawdzie w oczy – nie codziennie dostaje się pracę od słynnego na całym świecie zespołu. Otóż wielki muzyczny mangament zaprosił do współpracy młodą, piękną dziewczynę. Wydawałoby się, że to nic specjalnego. Same te słowa niczego nie wnioskują. Umowa została zawarta w londyńskiej siedzibie wielkiej korporacji Modest! Warunki umowy różniły się od tych zwykłych. Dziewczyna bowiem zobowiązała się pokazać światu jako ‘ukochana’ jednego z pięciu chłopaków z One Direction. Pomyśleć można było, że to było idiotyczne. Zakochała się.
Narażała się na nienawiść całego świata i przykre słowa kierowane w jej stronę w imię pieniędzy. Poniekąd tak było jednak ona nie miała wyboru. Jej ojciec zginął kiedyś w wypadku przy wybuchu jednej z fabrycznych maszyn, a matka… Cóż. Jej matka była poważnie chora. Niezdolna do pracy, nie aktywna ruchowo dodatkowo ciężko chora. Dziewczyna postanowiła się wziąć w garść i znaleźć sobie pracę, która zapewniłaby jej mamie pieniądze na niezbędne lekarstwa. To właśnie przyczyniło się do tego, żeby [T.I] podjęła się tego. Miała nie zważać na obelgi. Musiała po prostu odegrać swoją rolę idealnie. Nic innego się nie miało liczyć. Czy to było dla niej łatwe? Z początku nawet banalna. Nie przytłaczały jej publiczne pieszczoty, ani pocałunki. Zdawała się być obojętna na chodzenie z nim za rękę. Grała znakomicie. Tak jak w teatrze. Przed każdym ich wspólnym wyjściem dostawała dokładny scenariusz tego jak ma się zachowywać, żeby nie podpaść. Wszystko wykonywała bez gadania. Jednak z biegiem czasu wszystko stawało się dla niej trudniejsze. Dlaczego? Postawcie się w jej sytuacji. Ciągłe udawanie sprawiło, że jej serce, które do tej pory było nie wzruszone niczym zaczynało pobudzać się w obecności Blondyna. Zaczynała czuć iskierki kiedy trzymali się za ręce. Czuła tą radość kiedy mogła go pocałować. Oddech przyspieszał, a ręce wprawiały się w trzęsienie gdy on był blisko. 

Styczeń 2012
-Umowa jest prosta. Ona będzie twoją dziewczyną, a ty jej chłopakiem. Oczywistością jest, że to nie zobowiązuje was do niczego wobec siebie w miejscach z dala od publiki. Możecie w tajemnicy przed całym światem umawiać się z kimkolwiek będziecie chcieli. Najważniejsze, żebyście pamiętali: dla fanów i mediów kochacie się. W rzeczywistości możecie robić co tylko będziecie chcieli. Umowa stoi?
-Stoi. – odparł Niall.
-Stoi. – dodała.
*

Dla niepoznaki musieli zamieszkać ze sobą. Dom był ogromny, zbudowany na obrzeżach Londynu w bardzo
spokojnej dzielnicy. Każdy miał swój osobny pokój i łazienkę. Modest zadbał o to, aby ich życia nie kolidowały ze sobą w większym stopniu niż oni tego wymagali. Jednak pomimo całej umowy o obojętności pomiędzy jej dwójką oni zachowywali się jak przyjaciele. Właściwie byli nimi. Nie byli wobec siebie obojętni. Żyli w zgodzie jak na dorosłych ludzi przystało. Każdy prowadził swoje życie towarzyskie. [T.I] starając się zapomnieć o uczuciu które żywiła do Nialla, zaczęła spotykać się z Johnem. Miała nadzieję, że on w minimalnym stopniu pomoże jej wymazać uczucia wobec Horana. Umawiała się z nim głównie wieczorami, kiedy to liczba potencjalnych świadków spadała do minimum. Dziewczyna zazwyczaj ubrana była w najzwyklejsze ubrania w których miała zwyczaj chodzić w domu. Wszystko po to by zapobiec niepotrzebnym plotkom. Przeważnie kiedy ona wychodziła Blondyn był obecny w ich wspólnym mieszkaniu. Zdawał się być obojętnym na to z kim umawia się jego ‘dziewczyna’.  Zawsze uśmiechał się do niej i życzył udanego wieczoru. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak swoją obojętnością łamał jej serce. Wiedziała, że nie może na nic liczyć. Doskonale to wiedziała. Tak było przecież w umowie, której nie śmiała się sprzeciwiać. Wycofać też się nie mogła, gra przecież toczyła się o zdrowie a nawet życie jej mamy. Pakt pomiędzy nią a One Direction miał trwać przez rok i dwa miesiące. Do tego czasu musiała cierpieć. Musiała patrzeć jak flirtuje z innymi, sławnymi dziewczynami. Musiała udawać, że jest na to obojętna. Nie mogła pokazywać, ż jest słaba. Nie mogła też ukazać przed nim swoich uczuć. Odrzucenie mogło by ją jeszcze bardziej zrujnować i doprowadzić to poważniejszych skutków. Nie miała wyboru. Nie mogła pokazać swojej słabości, którą tak naprawdę był Horan...
przepraszam, że musieliście tak długo czekać na coś nowego.
miałam naprawdę dużo testów i kartkówek w tym miesiącu.
dodatkowo pisałam w tym tygodniu próbne testy gimnazjalne. 
maskara.
jeszcze raz przepraszam :c
*
wiecie co robić.
10+ komentarzy = next part
*
co do poprzedniego imaginu z Zaynem to zastanowie się 
nad jego kontynuacją :) 




sobota, 9 listopada 2013

#127 Zayn.

Ten imagin dedykuje Kindze <3
Mam nadzieję, że mimo wszystko ci się spodoba :) 

#127

-Zayn, ja jeszcze nie jestem gotowa na dzieci. – kłamałam. Od zawsze chciałam mieć dwójkę. Już w liceum brałam dodatkowe kursy mające poprawić moje zdolności w opiece nad dziećmi. Moim wielkim marzeniem było mieć córkę i syna. Chciałam mieć taką idealną rodzinę. – Musisz to zrozumieć.
-Tyle razy o tym rozmawialiśmy. Co ci przeszkadza mieć w tym wieku dziecko? – właśnie w tym był problem. Nic mi nie przeszkadzało. Może jedynie to iż gorliwość Malika była nie do wytrzymania. Bałam się, że po porodzie mogło by mu się nagle odwidzieć bycie tatusiem. Nie chciałam na to narażać biednego niewiniątka, które mogło by się wychowywać bez ojca – tak jak to ja miałam. Moja trauma z dzieciństwa bez męskiego wsparcia kolidowała z moją decyzją, przemawiając jednoznacznie na niekorzyść. Spojrzałam na chłopaka z grymasem na twarzy. On jedynie wpatrywał się we mnie z wielką ciekawością. Miałam wrażenie, że jego wzrok prześwietla mnie na wylot. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Nie mogłabym tak po prostu oznajmić ‘ Hey Zayn, nie chcę mieć z tobą jeszcze dziecka, bo boję się że zmienisz
zdanie’. Brzmiało by to jak kompletny brak zaufania do niego. Na pewno zraniło by to jego serce. Mogę się założyć, że miałby mi to za złe. Czy to tak, źle że chciałam jeszcze zaczekać? Czy to naprawdę źle, że byłam odpowiedzialna i działałam racjonalnie? On tego nie przyjmował do wiadomości. Był zaślepiony. Zazdrościł Louisowi i Eleanor ich pierwszego dziecka. Ale do cholery jasnej. Oni są starsi od nas. Podejrzewam, że nie wiele osób w naszym wieku zdecydowałoby się na ten poważny krok. Dziecko – to do czegoś zobowiązuje. Trzeba być sumienny i odpowiedzialny. My byliśmy jeszcze smarkaci i prawdę powiedziawszy za bardzo zwariowani. Wszystko przemawiało za kategorycznym NIE.
-Zaczekajmy z tym jeszcze Zayn. Zobaczysz, że później będziesz mi za to dziękował. – wysiliłam się na blady uśmiech.
-Ile mam czekać? Kiedy dla ciebie będzie odpowiedni moment?
-Nie mam pojęcia.
-To zastanów się i daj mi znać. – mulat podniósł się na równe nogi i ruszył w stronę drzwi.
-Gdzie idziesz? – zapytałam lekko przerażona.
-Do Harryego. Będziemy oglądać mecz. – oznajmił po czym usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Schowałam twarz w dłonie. Byłam bezradna na jego charakter. Chłopak ewidentnie gniewał się na mnie i nie miałam zielonego pojęcia co z tym faktem zrobić.

*dwa tygodnie później*

-Kochanie, możesz się pospieszyć? Myślę, że Caroline nie będzie zadowolona jeśli ZNOWU się spóźnimy. – zawołałam z dołu czekając, aż Królewicz się w końcu zjawi na dole. – Zayn!
-Już idę!
-Pobyt w łazience zajmuje ci więcej czasu niż mi. – zaśmiałam się lustrując jego postać od dołu do góry. Na jego twarzy pojawił się tylko uroczy uśmiech. Nic nie odpowiedział.
Chwyciłam klucze leżące na szafce i wspólnie ruszyliśmy w stronę samochodu, aby móc świętować narodzenie się córki Watsonów.

*
Gdy tylko przekroczyliśmy próg mieszkania Caroline, Zayn od razu ruszył w stronę salonu. Zasiadł wraz z jej mężem na wielkiej skórzanej kanapie i wdał się z nim w rozmowę. Pokręciłam głową z dezaprobatą. Poszłam w ślady pani domu i zaczęłam pomagać wkuchni doprawiać ostatnie potrawy, które miały pojawić się na stole.
-Mogę pójść zobaczyć Małą? – usłyszałam za sobą tak dobrze znany mi głos chłopaka. Nie odwracałam
się, bo wiedziałam, że nie było to kierowane w moją stronę.
-Tak, oczywiście. Tylko musisz być w miarę cicho. Brooklyn nie dawno zasnęła. – odparła Caroline z uśmiechem.
-Ma się rozumieć! – odpowiedział dość głośno. – Zawołajcie mnie proszę jak będzie gotowe. – powiedział na odchodne.
*
Chwile nam jeszcze zajęło zanim wszystko było gotowe i podane do stołu. Goście zajęli już swoje miejsca i zaczynali brać się za jedzenie. Spojrzałam w stronę schodów przypominając sobie, że Zayn wciąż jest w pokoju córki Watsonów. Bez słowa wstałam i ruszyłam w obranym kierunku. Powoli zmierzałam w stronę lekko uchylonych drzwi które znajdowały się na samym końcu nie długiego korytarza. Mogłam usłyszeć cichutkie odgłosy wydawane przez niemowlaka. Uśmiechnęłam się sama do siebie i bezszelestnie otworzyłam drzwi. Zayn siedział tyłem do mnie na dwuosobowym łóżku. Na rękach trzymał małą dziewczynkę. Właściwie to przytulał jej drobniutkie ciałko do swojej klatki piersiowej. Delikatnie gładził Brooklyn po pleckach i śpiewał coś ściszonym tonem.
Śpiewał jej kołysankę. Wyglądało to jak obrazek z jakiejś bajki. Wszystko wyglądało na idealne a realny świat zdawał się dla Zayna nie istnieć. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Będzie wspaniałym ojcem w przyszłości. – usłyszałam cichy szept Caroline za sobą.
-Też mi się tak wydaje. – odparłam cały czas patrząc na malowniczy widok.
-Myślisz, że dasz mu szansę, żeby sprawdził się w tej roli?
-Na pewno.  – mój uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej na decyzję, którą ostatecznie podjęłam. – I myślę, że będzie to już wkrótce.
zawaliłam po całości.
przepraszam :( 
*
wiecie co robić :( 


wtorek, 29 października 2013

#126 Niall PART~5~

#126

-Cześć. – odparł po chwili ciszy. – Mogę wejść? – chwilę patrzyłam na niego niedowierzając własnym oczom. Naprawdę nie spodziewałam się, że właśnie w tym dniu zastanę go u mnie w mieszkaniu. Równie dobrze mógł przecież pójść i zacząć imprezować ze swoimi przyjaciółmi z ‘wielkiego świata’. To by było chyba najlepsze rozwiązanie w jego przypadku. W roli odpowiedzi tylko odsunęłam się. Z jego ust wydobyły się ciche słowa podziękowania i już po chwili znajdował się wewnątrz moich skromnych progów. Zatrzymał się niespodziewanie i odwrócił się w moją stronę lustrując swoim przeszywającym spojrzeniem całe moje ciało. – Jak się czujesz? – zapytał po chwili. Jego słowa w jakiś sposób mnie tknęły. Spojrzałam na niego z delikatną pogardą, a w moich oczach na nowo zaczęły gromadzić się łzy.
-Jak się czuję? – powtórzyłam po nim pytanie. – A jak myślisz? – nie mogłam nic poradzić, ale mój ton sam przekształcił się w jego gniewną formę. – Jak ma się czuć dziewczyna zdradzona przez swojego chłopaka,
który przez cały czas zapewniał ją, że ją kocha i że dla niego nie istnieje nikt inny niż ona sama? – pytałam znacznie unosząc głos. Było to bardzo egoistyczny, gdyż przez tą chwilę zapomniałam o tym, że on także został zdradzony. Dopiero po chwili doszło do mnie, że naskoczenie na Nialla w niczym nie pomoże. – Przepraszam. – ściszyłam głos. – Czuję się fatalnie. – w końcu odparłam na jego pytania przy okazji odwracając głowę w bok by nie utrzymywać nadal z nim kontaktu wzrokowego.
-Nie masz za co przepraszać. Rozumiem. – odparł równie cicho jak ja.
-Wszystko przez to, że nie potrafię przestać o tym myśleć. Nie potrafię się pozbierać. – jedna łza wypłynęła na mój policzek. – Pokazał mi, że tak naprawdę rzucał słowa na wiatr i byłam nikim dla niego. Czuję się tak teraz. Jak śmieć.
-Nie mów tak. – wtrącił.
-Nie poradzę sobie z tym. – mówiłam i zaczęłam nerwowo bawić się swoimi palcami. – Odkąd pamiętam był ktoś przy mnie, a teraz? Teraz jestem sama. Nie wiem co mam o tym myśleć. Ja.. ja boję się. Boję się żyć w samotności. Jestem za słaba. – Blondyn gwałtownie zbliżył się do mnie i chwycił w swoje silne dłonie moją twarz. Maksymalnie jak tylko potrafił zmniejszył odległość między nami. Czułam jego miętowy oddech na moich policzkach i ustach. Zagryzłam policzek od wewnątrz próbując zahamować łzy.
-Nie jesteś sama, rozumiesz?! – mówił patrząc prosto w moje oczy. Nie dałam rady. Na moje policzki swobodnie wypłynął cały potok łez. Zmrużyłam oczy i delikatnie oparłam swoje czoło o jego tors pozbywając się tym samym jego dłoni z mojej twarzy.
-Nie mam już nikogo. – wypowiedział pod wpływem emocji przez łzy. –  Czuję się jak zużyta chusteczka. Pomięta i porzucona w koszu. Nikt już nie będzie mnie chcieć. – wychlipałam przy okazji co chwilę dławiąc się słonymi kroplami wypływającymi spod moich powiek. Oderwałam się od niego. Przeszłam na drugi koniec pokoju. – Nikt… - powiedziałam ostatni raz i odwróciłam się z powrotem w jego stronę. Chłopak cały czas wpatrywał się we mnie, a po jego policzkach także spływały łzy. Nie miałam pojęcia dlaczego, ale płakał. Może czuł się tak fatalnie jak ja?
-Ja chcę! – krzyknął nagle. Ton jego głosu jeszcze bardziej wywołał u mnie kolejny napływ łez. Zanim się obejrzałam on znowu był blisko mnie. Chwycił ponownie za moje policzki i tym razem oparł swoje czoło o moje. Przez chwilę próbował złapać oddech. Cały czas miał zamknięte oczy, a ja tylko lustrowałam jego idealną twarz. Próbowałam sobie uzmysłowić sobie co tak naprawdę Niall przed chwilą powiedział. To mojego wyczerpanego organizmu nic nie dochodziło z łatwością.
Horan wolno otworzył swoje oczy. Spojrzał prosto w moje. Jednym z kciuków zaczął kreślić bliżej nie określony mi wzór na moim policzku. Wziął głęboki oddech i wypuścił zbędne powietrze ze swoich płuc.
-You’ll never love yourself half as much as I love you. – zaczął cicho śpiewać. – And you’ll never treat yourself right darling but… - jego anielski głos chwilowo się załamał a sam przerwał kontakt wzrokowy ze mną. Kontynuował - … but I want you to. – chwycił mój podbródek i uniósł go do góry, aby mógł spojrzeć w moje oczy. – If I let you know I’m here… - zaczesał pasemko moich włosów za ucho. - … for you. – otarł swoim kciukiem jedną samotnie spływającą łzę z mojego policzka. – Maybe you’ll love yourslef… - delikatnie ucałował moje wargi. - …like I… - złożył kolejny pocałunek na moich ustach- … love you. – tym razem trochę mocniej naparł swoimi ustami na moje. Mogę śmiało powiedzieć, że w jego pocałunku czułam nutę desperacji. Nie dałam mu długo czekać i oddałam pocałunek czując silną potrzebę tego. Nie był taki
jak ten poprzedni, ten pod jemiołą. Był zupełnie inny. Wyjątkowy, czuły, wspaniały. Miał w sobie to coś czego kiedyś bardzo mi brakowało. Poczułam motyle w brzuchu kiedy swoimi wargami pieścił moje. Był delikatny i namiętny za razem. Ciepły, dziwnie ogrzewający moje usta. Chłopak wolno odsunął się ode mnie, zostawiając mnie w delikatnym otępieniu. – Zawsze się kochałem. – odparł po chwili. – Od momentu kiedy zacząłem być świadom co to znaczy miłość. Zakochałem się w tobie wtedy pod tym dębem, w ten upalny sierpniowy dzień. W dzień kiedy rozbiłem swoją ulubioną skarbonkę i przejechałem połowę miasta na rowerze, żeby kupić dwie plastikowe obrączki. W dzień naszego ślubu. Był to najlepszy dzień mojego życia. Obiecałaś mi, że do końca życia będziesz moja. Przez dłuższy czas miałem tą świadomość, że cię mam. Przez cały czas czułem zazdrość kiedy rozmawiałaś z innymi chłopakami na przerwach w szkole lub na podwórku. Nie lubiłem kiedy na biologii do pary przydzielano ci Grega. Patrzyłem wtedy na was i nie skupiałem się na niczym innym. Zazwyczaj to Mary robiła wszystko za mnie. – odwrócił na chwilę swoją głowę. – Najwyraźniej źle oceniłem całą sytuację. – jego wypowiedź wprowadziła mnie w konsternacje. Nie miałam pojęcia co powiedzieć lub jak to rozumieć. – On mi cię ukradł. – wszystko nagle stało się jasne. Tym bardziej nie wiedziałam co powiedzieć. – Miał szanse, ale ją spieprzył po całości. – spojrzał w moje oczy ponownie. – Teraz to ja chciałabym się wykazać. Chcę pokazać ci ile dla mnie znaczysz. Chcę pokazać ci jak powinno się ciebie traktować. Chcę twojego szczęścia, dlatego zrozumiem jeśli powiesz, że to jeszcze nie pora i że nie jesteś gotowa na coś nowego. Czekałem tyle czasu na ciebie to wytrzymam choćby kolejne tyle, ale żebyś ty była zadowolona. Zrobię to dla ciebie. – jego piękne słowa spowodowały, że przypomniał mi się dzień naszego młodzieńczego ‘ślubu’. Wszystko było idealne, takie beztroskie i wspaniałe. Zawsze to czułam podczas zabawy z nim w dzieciństwie i w późniejszym życiu, aż do teraz. Kąciki moich ust delikatnie drgnęły, aż w końcu uniosłam je powoli do góry. Tym razem to ja ujęłam jego twarz w dłonie i zatopiłam usta w pocałunku, który naprawdę pomagał zapomnieć i z biegiem czasu zaczął leczyć rany.
 ~ THE END ~
Do jednego z anonimowych czytelników:
nie pomyślałaś, że tamta część była krótka, bo następna tego wymagała?
jak nie chcesz komentować, to trudno.
przyzwyczaiłam się do takiego trybu spraw.
*
napiszcie mi co myślicie o tym :) 






sobota, 26 października 2013

#125 Niall PART~4~

krótko, bo krótko ale jest.

#125

Chłopak przeniósł swoją rękę z mojego ramienia na mój policzek. Swoim kciukiem zaczął kreślić małe kółka na jego powierzchni. Moje pięści bezwiednie się zacisnęły. Przypomniało mi się, że w jednej dłoni nadal trzymałam materiał koszulki należącej do Grega. Spojrzałam delikatnie na nią, a później na moment w oczy Nialla. Oderwałam się od dotyku jego delikatnej dłoni i odwróciłam się z powrotem w stronę drzwi prowadzących do pokoju brata Nialla. Wolną dłonią chwyciłam klamkę i powoli przekręciłam ją. Po upływie zaledwie kilku chwil pchnęłam drewniany prostokąt przed siebie. To co zobaczyłam utrzymało mnie w przekonaniu, że na pewno nigdy nie chciałam tego widzieć. Obraz zza drzwi utknął głęboko w mojej pamięci i odcisnął ogromne piętno na duszy i sercu. Do moich uszu dobiegły jęki wydobywające się z jej ust. Drugim faktem było to, że mówił mi przez cały czas, żebyśmy zaczekali z tym do ślubu. Mówił, że jemu nie
potrzebne jest moje ciało, żeby mnie kochać. Mówił, że wystarcza mu sama moja osobowość i serce. W moich oczach zaczęły zbierać się łzy. Pomimo raniącego mnie widoku nie potrafiłam się odwrócić. Niewidzialna bariera nie pozwalała mi ruszyć się w przód lub cofnąć się w tył. Łzy zaczęły torować sobie drogę na mojej twarz. Cały świat jakby zniknął. Byłam tylko ja, Greg i Margaret leżąca na nim naga. W końcu z moich ust wydobył się dźwięk rozpaczy i szloch, które od razu przykuły ich uwagę. Zaskoczenie, strach, a jednocześnie zadowolenie kryły się w ich oczach. Dziewczyna odgarnęła grzywkę opadającą w tamtym momencie na jej twarz, Greg podarł się na łokciach i tempo wpatrywał się we mnie.
-[T.I]… - powiedział po chwili. – Niall… - dodał. – Ja to wyjaśnię. – odparł i chciał jeszcze coś dodać, ale a nie mogłam i nie chciałam tego słuchać. Dźwięk jego głosu brzydził mnie. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. Zatkałam usta dłonią i szybko ruszyłam w stronę schodów. W między czasie otarłam się o ramię Niallera. Złapał on moje przedramię i próbował przyciągnąć mnie do siebie. Może chciał mnie przytulić i udzielić mi tym wsparcia. Nigdy się tego nie dowiedziałam, bo najzwyczajniej w świecie wyrwałam się i uciekłam. Jak tchórz. Nie obchodziło mnie wtedy zdanie innych – chciałam się znaleźć jak najdalej tego domu i tych wspomnień. Zbiegłam na dół, szybko założyłam buty i narzuciłam na grzbiet swoją kurtkę przy okazji zgarniając z małej komody klucze do auta. Wybiegłam na zewnątrz i pędem rzuciłam się w stronę garażu. Wsiadłam do samochodu i odpaliłam silnik. Nie ruszyłam jednak. Dopiero teraz poczułam tak mocne uderzenie bólu. Zostałam zdradzona, ośmieszona. Pokazał mi, że tak naprawdę byłam dla niego nikim. Czułam się wtedy jak śmieć. Jak niepotrzebna szmata rzucona w kąt.
*
Kilkadziesiąt nieodebranych połączeń i mnóstwo wiadomości wyświetlały się na ekranie mojej komórki. Nawet nie wiedziałam od kogo są. W ogóle nie podnosiłam urządzenia przez ostatnie dni. Nie obchodziło mnie nic. Odizolowałam się od świata. Wróciłam do mojego mieszkania w Dublinie. Wyciszyłam komórkę, odłączyłam telefon stacjonarny. Byłam w rozsypce. Święta po raz pierwszy w swoim życiu spędziłam samotnie otoczona stertą chusteczek. Nie miałam nikogo przy sobie, żeby porozmawiać. Podczas gdy związek mój i Grega jeszcze trwał nie przywiązywałam zbytniej uwagi do kontaktów z ludźmi. Byłam zbytnio
pochłonięta fałszywą ‘miłością’ Grega. Żałowałam tego tak bardzo. Zostawiłam dla niego wszystko, a on tak po prostu zabawił się moimi uczuciami. To był cios poniżej pasa i przez to moim jedynym wigilijnym towarzyszem była cisza.
*31 grudnia/ Sylwester*
Leżałam na kanapie ubrana w stare dresy i otoczona ciepłym kocem. Na dworze od kilku godzin puszczano już pojedyncze petardy. Huki i świsty dolatywały non stop do moich uszu. Ale to mi nie przeszkadzało. Nic mi nie przeszkadzało. Byłam pochłonięta przez swoje myśli. Nie potrafiłam się na niczym skupić. Nawet na bezsensownym świątecznym filmie, który właśnie leciał w telewizji. Co chwilę pociągałam nosem, ale nie z zimna ani kataru. Już nawet nie płakałam. Każda następna łza powodowała, że czułam jakby na moim policzku coś się wytapiało. Czułam ogromny ból i pieczenie wtedy. Ale to nie było ważne. Zaczęły nachodzić mnie myśli typu ‘ w czym nie byłam wystarczająco dobra dla Grega, że dopuścił się zdrady. Moja samoocena gwałtownie spadła, mniemanie o samej sobie nie należało do tych najlepszych. Cały czas to pytanie nurtowało moją podświadomość. Miałam już tego serdecznie dość. Nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Nie potrafiłam o niczym innym myśleć. Nie dało się tego tak łatwo zapomnieć – to za bardzo bolało.
Z wszelkich moich przemyśleń wytrącił mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Nie reagowałam. Wolałam udawać, że mnie nie ma niż pokazać się komukolwiek w tym stanie jaki prezentowałam. Gdy dzwonek rozległ się po mieszkaniu po raz drugi postanowiłam jednak pójść i otworzyć. Z niechęcią przeniosłam wzrok na drzwi frontowe, a kiedy zamiast dzwonka pojawiło się walenie w drzwi powoli powlokłam się w ich stronę. Przekręciłam zamek i przyciągnęłam prostokąt do siebie. Powoli podniosłam wzrok do góry umiejscawiając zaczerwienione i podpuchnięte oczy na postaci stojącej przede mną. W tamtym momencie jego najmniej się spodziewałam. Za drzwiami stał chłopak z blond czupryną w której gdzie nie gdzie zaplątane były płatki śniegu. Popatrzył na mnie i delikatnie uniósł kąciki swoich ust do góry.
-Cześć. – odparł po chwili ciszy...
dziękuje za komentarze pod poprzednim postem.
naprawdę wiele dla mnie znaczą.
*
zasada jest nie zmienna.


środa, 23 października 2013

#124 Niall PART~3~

tego posta nie mam komu zadedykować, bo wasze wymagania co do imaginów wgl temu
nie dają rady sprostać.

#124

*
-Jesteś szalony! – krzyknęłam śmiejąc się.
-Nie zaprzeczę. – on również nie potrafił się opanować.
-Jak mogłeś rzucić tego biednego gołębia na lodowisko?! – powiedziałam gdy w tym samym czasie weszliśmy na mały drewniany mostek. Przyspieszyłam kroku i przysiadłam na barierce. Nialler chwile jeszcze szedł w moją stronę po czym dołączył do mnie nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Reakcja niektórych ludzi, którzy zobaczyli ptaka na tafli lodu była bezcenna. Nigdy wcześniej nie widziałam takiej paniki i popłochu. Niektórzy zachowywali się jakby na lodowisko wkroczył uzbrojony w broń mężczyzna. Wyrazy ich twarzy były przekomiczne.
-Nie chcę żebyś się nudziła. – odparł nieco spokojniej.
-Z tobą? – zapytałam i spojrzałam na niego. – Nigdy. – poczochrałam jego włosy.
-Oh, bo się zarumienię. – powiedział imitując mój głos.
-Przestań! Ja wcale tak nie mówię! – uderzyłam go delikatnie w ramię. – Świetnie się dzisiaj bawiłam. – odparłam po chwili ciszy.
-Nawet nie wiesz jak cieszę się, że mogłem umilić ci ten czas. – uśmiechnął się uroczo po czym zagryzł dolną
wargę. – Mam coś dla ciebie. – odrzekł i od razu zaczął przeszukiwać kieszenie w swojej kurtce. Nadal chciało mi się śmiać, ale powstrzymałam się kiedy wyciągnął małe czerwone pudełeczko na obrączki. Spojrzałam na nie niepewnie, nie wiedząc czego móc się dalej spodziewać. Chłopak bez słowa wręczył mi je i czekał. Pociągnęłam wolno za klapkę i dostrzegłam dwa plastikowe pierścionki, które można wylosować w automacie. – Pamiętasz je?
-Czy to… - zawahałam się. – Nasze stare ‘obrączki ślubne’? – mój uśmiech poszerzył się.
-Tak. Wydałem na nie wszystkie drobne które miałem w skarbonce. To była pierwsza poważna inwestycja dla mnie, a raczej dla nas. – Popatrzyłam na niego. – Pamiętasz jak obiecywałaś mi, że do końca życia będziesz moją żoną. – przytaknęłam i zaśmiałam się.
-Nie byliśmy zgodnym małżeństwem. Nasze kłótnie o pluszami były bardzo zacięte. – tym razem to on zaśmiał się. – Ale nie było aż tak źle. – uniósł swoją głowę do góry by móc na mnie spojrzeć. Uśmiechnął się w delikatny sposób cały czas wpatrując się w moje oczy. Mogę śmiało przysiąc, że jego spojrzenie miało jakiś przekaz. Nie było takie jak zwykle. Wcześniej kilkakrotnie mierzyliśmy się na wzrok, ale nigdy jeszcze tak bardzo nie zatonęłam w tęczówkach w kolorze letniego, bezchmurnego nieba.
-No pocałuj ją w końcu, chłopcze. – usłyszeliśmy czyjś głos, który w żaden sposób nie wydawał się znajomy. Oboje jednocześnie odwróciliśmy głowy w stronę z której dochodził dźwięk. Nieopodal nas, w poświacie latarni, stał drobny staruszek podpierający się laską. – Poza tym jemiole się nie odmawia. – zdezorientowana całą tą sytuacją spojrzałam w górę. Faktycznie ponad naszymi głowami zwisało kilka
gałązek jemioły przywieszonych na drewnianym palu. Poczułam jak kumuluje się we mnie ciepło. Doznałam coś w rodzaju przyjemnego skręcenia się żołądka. Spojrzałam nieśmiało na Nialla. Siedział on znacznie bliżej mnie. Jego twarz była bardzo blisko mojej. Horan spojrzał najpierw na moje usta, a chwile później w moje oczy. Zastanawiałam się co on teraz myśli. Chciałam wiedzieć czy też poczuł to wewnętrzne ciepło. Chwilę później poczułam jak jego usta stykają się z moimi i wiercą się w wolnym rytmie. Myślałam, a wręcz byłam przekonana o tym, że będzie to po prostu zwykły całus, jednak on co raz to czulej pieścił moje wargi swoimi. Przymrużyłam oczy, aby móc w pełni rozkoszować się tą chwilą. Naprawdę nieziemsko całował. W pewnym stopniu zaczęłam zazdrościć Margaret, że może to mieć na co dzień. Właśnie! Margaret! Nie mogłam tego robić. To było nie fair nawet jeśli wchodziła w grę jemioła nad nami. To nie miało prawa się wydarzyć. Oboje mieliśmy kogoś. Oderwałam się od niego by móc zobaczyć jego zdezorientowany wyraz twarzy. Nie doszło do niego jeszcze co zrobił.
-Powinniśmy już wracać. – odparłam szybko zeskakując z barierki.
-Taak… - dodał bez przekonania. – Powinniśmy…
*
Samochodu rodziców Nialla wciąż nie było na podjeździe przed domem. Oznaczało to, że w dalszym ciągu ich nie było. Przez chwilę zaczęłam zastanawiać się co mogą tak długo robić w sklepach. Razem z Niallem weszliśmy do domu. Od razu uderzyło w nas ciepło i przyjemny zapach cynamonu roznoszący się po całym budynku. Rozejrzałam się po przedpokoju. Zaniepokoiła mnie panująca cisza wokół. Zdjęłam powoli swoje buty i kurtkę. Odłożyłam wszystko na właściwych miejscach i ruszyłam w głąb pomieszczenia. Rozglądałam się po każdym możliwym pokoju szukając chociażby drobnej oznaki obecności Grega lub Margaret. Jedyną poszlaką była jego koszulka leżąca na podłodze w salonie. Schyliłam się obok niej i chwyciłam ją do rąk, a nogi same zaniosły mnie na schody.
-Coś się stało? – zapytał nagle Niall. Nie odpowiedziałam na jego pytanie tylko szłam dalej. Pierwsze drzwi, które zobaczyłam były wejściem do pokoju Blondyna. Otworzyłam je, ale w pomieszczeniu panowała tylko cisza i ciemność. Następny był pokój Grega i mój. Drzwi do niego także były zamknięte. Podeszłam bliżej i chwyciłam za klamkę. Chwilę zastanawiałam się co ja właściwie robię. Moje przypuszczenia były idiotyczne. – Wszystko w porządku? – usłyszałam głos Nialla za sobą, a chwilę później jego rękę przekręciła mnie w jego stronę, powodując że stałam tuż przed nim. W jego oczach kryła się troska. Troska o mnie. Wszystko powodowało to, że czułam silną potrzebę wtulenia się w jego tors. W ciągu tych kilku godzin pokazał mi co tak naprawdę on znaczy dla mnie i co ja znaczę dla niego.
Chłopak przeniósł swoją rękę z mojego ramienia na mój policzek. Swoim kciukiem zaczął kreślić małe kółka na jego powierzchni. Moje pięści bezwiednie się zacisnęły. Przypomniało mi się, że w jednej dłoni nadal trzymałam materiał koszulki należącej do Grega. Spojrzałam delikatnie na nią, a później na moment w oczy Nialla. Oderwałam się od dotyku jego delikatnej dłoni i odwróciłam się z powrotem w stronę drzwi prowadzących do pokoju brata Nialla. Wolną dłonią chwyciłam klamkę i powoli przekręciłam ją...
to trochę przykre.
pod postem o dedykacjach w ciągu 2 dni pojawiło się 16 komentarzy, 
natomiast pod poprzednią częścią z Niallem w 2 dni było ich zaledwie 7.
pominę już niektóre fakty z tym związane...
chciałam tylko serdecznie podziękować osobą które komentują każdy post, a nie tak jak niektórzy
w kratkę, albo wcale.
*
znacie zasadę.
także..


piątek, 18 października 2013

#123 Niall PART~2~

tą część dedykuję 'Marzycielce'
mam nadzieję, że Ci się spodoba (; x

#123

*
-A więc Margaret, czym się zajmujesz? – zapytał podekscytowany jej obecnością Greg. Nikt inny się w tej chwili dla niego nie liczył. Nie powiem, było to bardzo irytujące.
-Ale jak to? To ty nic nie wiesz, że pracuję jako modelka dla Victoria’s Secret? – wyglądała na oburzoną. – A ty wiedziałaś? – zwróciła się do mnie. Pokręciłam przecząco głową. Spojrzałam na moment w stronę Nialla, który przez chwile patrzył na mnie, a następnie wrócił wzrokiem do swojej lampki z czerwonym winem. – Niall! Dlaczego nie powiedziałeś nikomu? – zapytała z pretensją w głosie, trącając przy tym ramię Blondyna.
-Jakoś nie było okazji. – odpowiedział beznamiętnie wpatrując się w pustą przestrzeń przed nim po czym uniósł swój kieliszek na wysokość swoich ust. Widać było, że miał czegoś dość. Był zmęczony. Może podróżą, a może pustą gadką jego dziewczyny. Nie byłam tego pewna, trudno było odczytać cokolwiek z
jego wyrazu twarzy. Był tak jakby zagubiony, niepewny. Wiele można było odczuć. Jego mama też to dostrzegła. Podczas kolacji kilkakrotnie klepała swojego syna po ramieniu pytając czy dobrze się czuje. On za każdym razem odpowiadał pozytywnie, chcąc uspokoić Maurę, która teraz zmagała się z stertą brudnych naczyń. Bez wahania wstałam od stołu. Podeszłam do kobiety, odebrałam z jej rąk część talerzy proponując przy tym swoją pomoc, na którą z uśmiechem przystała.
*
-Nie przypominam sobie, żeby Niall gustował w takich kobietach. – Maura odparła podczas gdy podałam jej, już wtedy, czysty, ale mokry talerz do wytarcia. Wiedziałam, że coś ją trapi. W trakcie kolacji odzywała się tylko kilka razy do Niallera i dwukrotnie wysłała mi porozumiewawcze spojrzenie. Nic poza tym. W sumie nie dała rady nic powiedzieć. Margaret w kółko mówiła o swoich przeżyciach z Paryża.
-To znaczy jakich? – zapytałam.
-Sztucznych. – spojrzałam na skupioną twarz kobiety. Była naprawdę przejęta swoją drugą ‘synową’. – Zawsze lubił takie jak ty. Dobrze wychowane, uprzejme, z pięknym uśmiechem. Cenił w dziewczynach naturalność. – uśmiechnęłam się delikatnie. Był to ogromny komplement z jej strony. Maura od zawsze była
dla mnie jak druga mama. Była najbliżej mnie kiedy zginęła jej przyjaciółka, a moja matka. Ona była moim największym wsparciem. – Szczerze powiedziawszy myślałam kiedyś, że ty i Niall będziecie, no wiesz, razem. Zawsze byliście blisko siebie. Kiedy bawiliście się razem to Niall był księciem, który ratował swoją królewnę z wieży. – pamiętam to dobrze. Ja byłam księżniczką, Niall rycerzem na białym koniu, a Greg zawsze odgrywał role smoka, który pilnował mojej wieży. – Naprawdę zdziwiłam się kiedy przyszliście do mnie i oznajmiliście, że się spotykacie z Gregiem. Byłam w szoku. – zaśmiała się cichutko. – Ale cieszę się, że chociaż on dobrze ulokował swoje uczucia. – uśmiechnęła się serdecznie. – Chociaż większym szokiem było spotkanie z Margaret. Tego to już kompletnie się nie spodziewałam. – mówiła osuszając następne naczynie. – Kocham moje dzieci, ale musisz wiedzieć, że czasami nie pochwalam waszych wyborów.
-Naszych? – zapytałam niepewnie spoglądając w jej stronę. Myślałam, że się przesłyszałam.
-Zawsze byłaś dla mnie jak córka. Myślę, że tak będzie do końca mojego życia. – uśmiechnęła się po raz kolejny do mnie. Czułam jak narastające emocje wywołują u mnie łzy wzruszenia. Bez większego zastanowienia wtuliłam się w drobne ciało Maury, dając przy tym upust kilku łzom szczęścia. Kobieta owinęła swoje ręce dookoła mnie i w wolny sposób zaczęła głaskać moje plecy.
-Cóż za wspaniały widok. – usłyszałyśmy męski głos dochodzący gdzieś z drugiego końca kuchni, więc obydwie spojrzałyśmy w tamą stronę, aby zorientować się iż w drzwiach stoi Niall, który z szerokim
uśmiechem przyglądał się całej zaistniałej sytuacji. – Dwie ważne dla mnie kobiety w takiej wzruszającej scenie. – podszedł bliżej nas po czym obie przytulił mocno do siebie. – poproszę o więcej takich widoków. – zaśmiał się melodyjnie. Za nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć poczułam jak jego usta całują czubek mojej głowy. Takim samym obdarował swoją mamę, na której twarzy gościł bardzo szeroki uśmiech i zadowolenie. Zaczęłam nad tym wszystkim myśleć. Nad każdym jego słowem i każdym następnym gestem. Starałam się to wszystko związać do kupy. Ale zanim całkowicie myśli mnie pochłonęły, mocniej wtuliłam się w silne ciało Horana i na moją twarz wkradł się uśmiech.
*23 grudnia*
Maura wraz z Bobbym pojechali na ostatnie przedświąteczne zakupy. Młodzież, czyli naszą czwórkę zostawili samych w domu. Wraz z Margaret i Gregiem siedzieliśmy na dole w salonie wspólnie oglądając jakąś głupkowatą komedię. Nie mogłam tego znieść. Każdy z nas tępo wpatrywał się w ekran telewizora i ani słowem nikt się nie odezwał. Pomału zaczynało mnie to irytować. Nie podobało mi się, że marnujemy taką wspaniałą pogodę na leżenie przed telewizorem. Śnieg pięknie prószył na zewnątrz i opadał na ziemię, która już dość grubo była przykryta warstwą białego puchu. Z racji tego, że było już ciemno uroku dodawały także wszędzie świecące się świąteczne lampki. Wszystko tworzyło magiczny obraz, którego aż szkoda było nie obejrzeć.
-Idzie ktoś się przejść? – zapytałam w końcu znudzona.
-Chyba sobie żarty stroisz. Mróz jest na dworze. – zaprotestowała Margaret.
- Daj spokój kochanie. Lepiej tu zostańmy w ciepełku. – dodał Greg nawet na mnie nie spoglądając. Przewróciłam teatralnie oczyma i wolnym krokiem podeszłam do okna. Wypuściłam wolno powietrze ze swoich płuc. Ciepły oddech spowodował, że na zamarzniętym oknie pojawiła się para. Palcem wskazującym zaczęłam kreślić po szybie tak aby powstał mały bałwanek. Moje zajęcie przerwał krótki dźwięk mojego telefonu. Wyciągnęłam go z kieszeni i odblokowałam ekran. Powoli zaczęłam czytać wiadomość:

‘ od; Nialler
Słyszałem twoją propozycję. Ja jestem chętny.
Za pięć minut spotykamy się przed wyjściem xx’

Na moją twarz wkradł się uśmiech. Chwilę jeszcze spoglądałam na wyświetlacz po czym obróciłam się, żeby zobaczyć co robią Greg i Margaret. Ich dwójkę nic nie obchodziło, więc bez żadnego trudu wyszłam z salonu niezauważona i zaczęłam ubierać swoją kurtkę i buty. Wyszłam na zewnątrz i powoli zamknęłam za sobą drzwi. Spojrzałam przed siebie i dostrzegłam tam radosnego Blondyna.
-Gotowa? – zapytał biorąc mnie pod rękę.
-Jak nigdy.

oto i jest następna część.
mam tylko nadzieję, że się spodoba.
*
jest jedna zasada, którą doskonale znacie. x 

poniedziałek, 14 października 2013

dedykacje #2

Otóż zbieram po raz kolejny zamówienia na imaginy.
Piszcie tutaj z kim chcielibyście takowego dostać.
Postaram się wszystko zrealizować.
Oczywiście wszystko w swoim czasie ;)