Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 30 grudnia 2012

#67 Harry PART~4~

#67


-Poczekaj! Idę z tobą. – stojąc przed metalową kabiną usłyszałam głos Irlandczyka. Uśmiechnęłam się w jego stronę i już po chwili byliśmy każdy na swoim piętrze.
*
Susząc swoje długie włosy usłyszałam huk zamykających się drzwi. Podniosłam głowę ku górze i dostrzegłam postać Harryego.
-Coś ty taki naburmuszony? –zapytałam wyłączając przy tym suszarkę. Chłopak przeniósł na mnie swoje oczy w, których można było dostrzec wszystko. Nienawiść, złość, radość, ekscytację, zazdrość, troskę, miłość?
-Dobrze się bawiliście? – odparł zdenerwowany.
-Słucham? – nie rozumiałam w ogóle jego słów.
-Dlaczego nie powiedzieliście mi, że gdzieś idziecie? – ponownie zadał pytanie, lecz tym razem znacznie łagodniejszym głosem.
-Bo spałeś. Nie chcieliśmy cię budzić, dlatego że wiemy jak bardzo nie lubisz gdy ktoś przerywa twój sen.
-Wiesz jak się poczułem gdy Danielle i Liam powiedzieli, że wybraliście się sami na miasto? – pokiwałam przecząco głową. – Jak piąte koło u wozu. Pomyślałem sobie, że robicie to specjalnie. – w jego oczach zaczęły zbierać się łzy. Podeszłam do niego i przytuliłam się mocno do torsu Stylesa.
-Wiesz, że to nie prawda. Jesteś dla nas wszystkich tak samo ważny. – powiedziałam.
-Wiem, ale po prostu czasami czuję się samotny. – ucałowałam jego policzek i wyszeptałam mu do ucha:
-Nigdy nie będziesz samotny. – on delikatnie przesuwał swój policzek wzdłuż mojego. W pewnym momencie subtelnie musnął mój policzek wargami. Złożył na nim pocałunek. Co chwilę obdarowywał mnie takim pocałunkiem co raz bardziej zbliżając się do moich ust. Gdy był już wystarczająco blisko składał pojedyncze muśnięcia na moich wargach, a kiedy uznał że nastąpiła odpowiednia chwila odważniej pieścił moje wargi swoimi. Zwykłe muśnięcia przerodziły się w pełen namiętności pocałunek. Najgorsze było to, że nie potrafiłam się temu oprzeć. Odwzajemniłam pocałunek jak gdyby nigdy nic, a Harry był moim przyjacielem. Kiedy poczułam, że chłopak wsuwa swoją jedną rękę pod moją bluzkę szybko opuściłam nasz pokój, zostawiając go tam samego. Na ustach wciąż czułam jego smak, moje nozdrza nadal czuły zapach jego perfum. W mojej głowie przetwarzało się wiele obrazów i cała zaistniała sytuacja, które nie powinna się wydarzyć. Nie jeżeli jesteśmy przyjaciółmi.
*
Siedziałam sama nad hotelowym basenem. Musiało być już dość późno, bo na dworze zaczynało się już ściemniać. Niebo przybrało pomarańczowo, żółto czerwonej barwy. W oddali delfiny skakały nad oceaniczną taflą wody. Zawsze bardzo chciałam widzieć taki widok jednak wtedy nie cieszył on mnie tak bardzo. Cały czas myślałam o tym co się wydarzyło. Wiatr rozwiewał moje włosy, a ja w spokoju podkuliłam nogi pod głowę. W dłoni kurczowo trzymałam swój telefon i zastanawiałam się czy wykonać jeden telefon. Pomału wstukiwał numer na dotykowym wyświetlaczu, kiedy usłyszałam głos:
-O! Tutaj jesteś. – odwróciłam się w stronę nadchodzącego Blondyna. – Idziesz z nami na imprezę?
-Wiesz, nie czuję się zbyt dobrze. Lepiej będzie jak zostanę. – uśmiechnęłam się delikatnie do niego.
-A może powinienem zostać z tobą?
-Nie. Nie musisz. Idź i baw się dobrze. Dziękuję za troskę, - ucałowałam chłopaka w policzek. Irlandczyk tylko uśmiechnął się i ruszył w kierunku windy.
Zanim jeszcze moi przyjaciele opuścili budynek krzyknęli do mnie, że wychodzą. Byłam pewna, że Harry także z nimi poszedł, więc ruszyłam w drogę powrotną do pokoju. Poprosiłam recepcjonistę o zapasowy klucz do mojego pokoju i ponownie obrałam kierunek drzwi z numerem ‘731’ . Wsadziłam kartę do zamka i gdy tylko pojawiła się zielona lampka weszłam do środka. Światła były pogaszone więc w pokoju panował mrok. Wyciągnęłam z barku puszkę z piwem. Chwyciłam za klamkę drzwi balkonowych i delikatnie przyciągnęłam je do siebie. Wchodząc na balkon zobaczyłam dym unoszący się w powietrzu. Spojrzałam na podłogę i dostrzegłam siedzącego na niej Harryego, który palił papierosa. Usiadłam obok niego i zabrałam mu z rąk szluga. Zaciągnęłam się nikotynowym dymem i oddałam go właścicielowi. Wypuściłam dym z ust i spojrzałam na twarz mojego towarzysza.
-[T.I] przepraszam cię. To co się wydarzyło… To była chwila słabości, moment zawahania. Ja… Podobasz mi się. Chciałem powiedzieć ci to już dużo wcześniej. Nigdy nie było okazji. A dzisiaj gdy poczułem, że mam cię blisko siebie, poczułem że żyję. Wiem, że mam dla kogo żyć. Jesteś wyjątkowa i ile bym dał abyś do końca świata była…
-Jaka była? – zapytałam.
-Żebyś była moja. – wtedy chłopak spojrzał prosto w moje oczy. Jego zielone tęczówki były zaczerwienione od łez. Po policzku spłynęła mu pojedyncza kropla. Starłam ją swoim kciukiem.
-Byłbyś gotów zrezygnować z kariery? – tylko takie pytanie przyszło mi wtedy do głowy. – Oddałbyś za to swój cały majątek?
-Oddałbym znacznie więcej, aby tylko być przy tobie. – to mi wystarczyło. Zbliżyłam się do twarzy chłopaka i delikatnie zaczęłam całować jego wargi. Harry oddał pocałunek i z każdą chwilą bardziej go pogłębiał. Całował z pasją, zaangażowaniem. Robił to tak jakby zaraz po tym miał nastąpić koniec świata. Jakby to był nasz ostatni pocałunek z którego nie ma zamiaru się uwolnić już do końca.
to już koniec.
wiem, że mówiłam iż będzie od 4 do 6 części, ale jakoś nie chciałam robić z tego 
jakiejś opery mydlanej bądź drugiej 'Mody na sukces'.
mam nadzieję, że rozumiecie mój tok rozumowania.;)
*
bardzo zależy mi na Waszej opinii,
więc wyraźnie ją w komentarzach.;)
10+ komentarzy = next part.;]
*
jeżeli ktoś by chciał jakąś dedykacje 
to niech pisze do mnie na twitterze.;)
mam już jedno zamówienie do imaginu z Niallerem, więc
ta osoba będzie musiała jeszcze trochę poczekać.
ale na pewno tą dedykację dostanie <3




sobota, 29 grudnia 2012

#66 Harry PART~3~

NIESPODZIANKA! ;3 x

#66

-Jesteś wielka.
*
Weszłam do wielkiego pokoju rozglądając się. W tym samym czasie Harold dawał hotel-boyowi napiwek. Byłam zachwycona. Z balkonu mieliśmy widok na ocean, łazienka była przestronna, a dodatkowo była w niej wanna. Jedną wielką wadą było dwuosobowe łóżko, które bynajmniej nie było piętrowe tylko małżeńskie.
-Dziękuję panie Styles. – usłyszałam przytłumiony głos nastolatka, który pomógł wnieść nasz bagaż. Wyszłam w tym czasie na balkon i rozglądałam się po okolicy. W niedaleko położonym od hotelu miasteczku odbywały się jakieś huczne zabawy i tańce. Stojąc na balkonie słyszałam śpiewy i śmiechy mieszkańców Jamajki oraz turystów. Mimowolnie uśmiechnęłam się.
-Cudowne miejsce, prawda? – usłyszałam zachrypnięty głos, który wywołał u mnie dreszcz.
-Tak.
-Cieszę się, że przyjechałaś tu z nami. – spojrzałam w jego stronę. Przyglądał mi się z delikatnym uśmiechem na ustach.
-Ja też się cieszę. – powiedziałam po czym wróciłam do pokoju. Zaczęłam wyciągać swoje ubrania z walizek i układać je na półce.
-Mam spać na podłodze? – ponownie spojrzałam na twarz mojego przyjaciela. Dostrzegłam, że maluje się na niej smutek. Po krótkim przemyśleniu sprawy uśmiechnęłam się i odparłam:
-Nie musisz. Łóżko jest dużo. Zmieścimy się oboje. – kąciki ust chłopaka uniosły się ku górze. Widocznie ucieszony tą informacją przystąpił do rozpakowywania swojej torby.
Gdy uporałam się ze wszystkimi szpargałami wzięłam z półki piżamę i ruszyłam do łazienki. Było już późno i wszyscy razem ustaliliśmy, iż dzisiejszego wieczoru odpoczniemy po podróży. Wzięłam kąpiel, zmywając przy tym brudy z całego dnia. Odziałam się w przydużą koszulkę, szorty i opuściłam pomieszczenie. Padnięta po całym dniu rzuciłam się na łóżko i tylko na chwilę przymknęłam oczy. Nie zauważyłam kiedy zmorzył mnie sen.
*
Obudziłam się rano i leniwie przetarłam oczy. Było kilka minut po ósmej, a ja już byłam wyspana i w pełni sił. Hazza jeszcze słodko spał. U niego to normalne. Potrafił przespać całe dnie. Wolnym krokiem ruszyłam na balkon. Usiadłam na zimnych kafelkach i przyglądałam się horyzontowi.
-Już nie śpisz? – usłyszałam głos dochodzący z sąsiedniego balkonu. Obróciłam w tamtą stronę głowę i dostrzegłam Malika trzymającego paczkę papierosów w dłoni.
-A tak jakoś nie chce mi się spać. A ty dlaczego już na nogach?
-Przecież dobrze wiesz, że ja zawsze wstaje najwcześniej.
-No tak. Nasz człowiek ze stali – pan Malik. – uśmiechnęłam się do niego
-Chcesz jednego? – zapytał podsuwając mi paczkę z fajkami. Wyciągnęłam jednego papierosa i podziękowałam mu. Mulat odpalił mi go i już po chwili wypuszczałam ze swoich ust przyjemny tytoniowy dym.
-Co dzisiaj robimy? – zapytałam.
-Ja i Perrie idziemy dzisiaj z Danielle i Liamem na basen. Z tego co wiem to Lou z Eleanor i Niallem planują pójść na spacer po mieście, a Harry to zapewne spędzi pół dnia pod kołdrą. – zaśmialiśmy się.
-Chyba podczepię się do wycieczki miejskiej. – uśmiechnęłam się do chłopaka. Nie miałam ochoty na leżenie dzisiaj na leżaku. Wolałam pozwiedzać. Dopaliliśmy nasze szlugi do końca i każdy z nas udał się do swoich pokoi.
Przygotowałam się do wyjścia, opuściłam pokój i zeszłam na jadalnie. Byłam prawie pewna, że znajdę tam Horana. Nie myliłam się.
*
-Chcielibyśmy wstąpić z El do tych sklepów. Idziecie z nami? – zapytał Louis, gdy staliśmy przed mini centrum handlowym. Spojrzałam na Blondyna, który przecząco kręcił głową.
-Nie. Nie przeszkadzajcie sobie. My pójdziemy napić się czegoś zimnego. – posłałam BooBearowi przelotny uśmiech i po chwili zniknęliśmy wraz z Niallem w tłumie ludzi.
-Dziękuję ci. Nie mam ochoty na chodzenie po sklepach. – stwierdził mój towarzysz. – Stawiam ci drinka. – wyszczerzył się w moją stronę po czym złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę baru.
*
-Naprawdę ci tak powiedziała? – wracając z Niallerem do hotelu przez plażę cały czas śmialiśmy się. On opowiadał mi ciekawe opowieści, a ja zazwyczaj kwitowałam to jakimś tekstem lub po prostu wybuchałam gromkim śmiechem.
-Tak. Skończona idiotka z niej była. Nigdy więcej randek z miłośniczkami matematyki. – na jego słowa zaśmiałam się. – Idziemy do wody? Jest strasznie gorąco.
-Nie mam stroju na sobie, więc muszę ci odmówić.
-No weź! Nie daj się prosić. – nalegał.
-Nie i koniec.
-Sama się o to prosiłaś. – Niall przełożył mnie przez swoje ramię i ruszył ze mną w stronę wody. Początkowo sam zamoczył się do pasa, a następnie wrzucił mnie do oceanu. Kiedy się wynurzyłam zobaczyłam, że mój przyjaciel bezczelnie się ze mnie śmieje. Jego śmiech był na tyle zaraźliwy, że i ja się zaczęłam śmiać. Zaczęłam go gonić. Chłopak wybiegł na brzeg i począł biec w kierunku hotelu. Na szczęście byłam dość szybka więc gdy odległość między nami była naprawdę niewielka wskoczyłam mu na plecy.
-Za karę będziesz mnie niósł, aż pod same drzwi. – powiedziałam szybko. Znów zaczęliśmy się śmiać. Blondyn pokornie niósł mnie do hotelu. Nie warzyłam zbyt wiele, ale jednak marsz w słońcu z niepotrzebnym balastem jest uciążliwy. Mimo to dał radę. Wkroczyliśmy na hotelowy basen i dostrzegliśmy naszych przyjaciół. Nawet nasza śpiąca królewna Harry się obudził.
-Zatkaj nos. – usłyszałam po chwili.
-Co? – zapytałam i już po dziesięciu sekundach żałowałam, że wlazłam mu na plecy. Irlandczyk rozpędził się i nie zastanawiając się nad niczym wskoczył do basenu. – Jesteś szalony.
-Ale to we mnie uwielbiasz. – odezwał się ze cwaniackim uśmieszkiem.
-No oczywiście. – zakpiłam i podpłynęłam do drabinki. Pośpiesznie wyszłam z basenu i podeszłam do moich przyjaciół.
-Horan, dziesięć punktów za to!  - krzyknął Mulat który wygrzewał się w słońcu.
-Dziękuję, dziękuję. – odparł Blondyn, który później udawał, że się kłania. – Wyspałeś się Hazza?
-Odwal się. – burknął pod nosem widocznie zdenerwowany Styles.
-Ey, spokojnie. On tylko pytał się czy się wyspałeś. – Horana zaczął bronić Liam. Ja w tym czasie spytałam się Perrie czy pożyczyłaby mi swój ręcznik. Ona bez chwili zastanowienia podała mi jeszcze wtedy suchy materiał.
-Dziękuję ci. Jak tylko wyschnie odniosę ci go. – powiedziałam z uśmiechem na twarzy. – Harry, masz może klucz do pokoju? – na moje słowa chłopak podał mi plastikową kartę, która pełniła funkcję klucza. Powoli ruszyłam w stronę windy.
-Poczekaj! Idę z tobą. – stojąc przed metalową kabiną usłyszałam głos Irlandczyka. Uśmiechnęłam się w jego stronę i już po chwili byliśmy każdy na swoim piętrze...
od razu wyjaśniam
skorzystałam z okazji, że nikogo nie ma w domu i oto jest 3 część imaginu.;3
cieszycie się? ;)
*
mam nadzieję, że Wam się podobała ta część.
swoje opinię pozostawicie w komentarzach.;]
10+ komentarzy= next part.;) 
*
a tak na marginesie.
nie sugerujcie się tym, że główna bohaterka ( czyli każda z Was)
tak dobrze bawiła się z Niallerem.
Horanek w tym imaginie jest tylko najlepszym przyjacielem.;>
na niego przyjdzie kolej po Liamku i Zaynie.;) 
*
spodziewajcie się jutro następnej części.;) 





piątek, 28 grudnia 2012

#65 Harry PART~2~

#65

-Harry. – znów głos zabrał Carr. – podczas oglądania tego nagrania bacznie cię obserwowałem i zauważyłem, że miałeś dość nietęgą minę. Czyżbyś był zazdrosny? – spojrzałam na siedzącego obok mnie Loczka i wyczekiwałam odpowiedzi. Długo nie doczekaliśmy się jej jednak. Po chwili zastanowienia Harry spojrzał w moje oczy, a następnie przeniósł wzrok na gospodarza programu.
-Otóż nie. Chłopaki mogą ci potwierdzić, że ja za każdym razem gdy oglądam zwiastun dobrego filmu mam taką minę.
-Niby dlaczego masz taką minę? – pytał dociekliwie Alan.
-Bo niecałe 60 sekund filmiku nie zadawala mnie wystarczająco i chcę jak najszybciej zobaczyć ten film. – Harry znów spojrzał na mnie, a ja uśmiechnęłam się do niego z ulgą.
-Jasne. – odpowiedział Carr przeciągając ostatnią literę wypowiedzianego przez niego wyrazu. – My i tak wiemy swoje, prawda? – zwrócił się wtedy ku publiczności. Przewróciłam teatralnie oczyma i spojrzałam na publikę. Prowadzący zadał mi i chłopcom jeszcze po kilka pytań dotyczących mojego filmu i ich płyty i byliśmy wolni tamtego dnia. Jedyną rzeczą o której marzyłam podczas wywiadu była gorąca i długa kąpiel w pianie.
*
-To pojedziesz z nami? – w słuchawce telefonu słyszałam głos Niallera. – Są ferie zimowe. Pomyśl tylko w Londynie mróz, a na Jamajce upał. Co wolisz? Marznąć czy opalać się?
-Zastanawiam się tylko jaki macie w tym interes, żebym pojechała. – powiedziałam podejrzliwie.
-No co ty [T.I]. Proponujemy ci tylko, żebyś spędziła dwa najlepsze tygodnie w twoim życiu. – mówił prześmiewczo.
-Jakoś nie wierzę w wasze czyste intencje, ale niech wam będzie. Nienawidzę mrozu.
-No to świetnie. Spakuj się spokojnie, a my wpadniemy po ciebie jutro z rana. Do jutra. – odrzekł w pośpiechu rozłączając się.
Po kilku chwilach  zastanowienia ten pomysł wcale nie wydawał się taki głupi. Ucieczka przed zimą i przy okazji wakacje to dar z nieba. Szybko udałam się do swojej sypialni, aby spakować najpotrzebniejsze rzeczy na podróż. Po około godzinnym pakowaniu rzuciłam się zmęczona na łóżko i usnęłam.
~*Jamajka, 10PM*~
-Zadziwiające jest to, że tutaj jest jeszcze jasno. Tak mamo jest po dwudziestej drugiej. Zadzwonię do was gdy tylko się rozpakujemy. – jadąc samochodem do hotelu przysłuchiwałam się rozmowie Danielle z jej rodzicielką. Ta dziewczyna miała dobre serce chyba dla każdego. Była za miła dla tego brutalnego świata, ale to w niej ceniłam. Podczas gdy brunetka rozmawiała przez telefon Eleanor pokazywała Lou wszystkie zdjęcia, które zrobiła swoim iPhonem podczas podróży samolotem, Perrie czytała ‘Vogue’ i co jakiś czas oznajmiała Zaynowi, że wkrótce kupi sobie kreacje, która akurat była na zdjęciu. Niall brzdąkał na swojej gitarze różne melodie co często irytowało Liama. Harry bawił się moim telefonem. Nie wiem dlaczego, ale upodobał sobie go i namiętnie  przeszukiwał w nim wszystkie foldery. Z braku zajęcia raz zerkałam na przewijający się obraz za szybą , a raz na grupę moich przyjaciół. Uśmiechałam się, bo traktowałam ich jak moją drugą rodzinę. Nie wyobrażałam sobie życia bez całej ósemki.
-Spójrzcie. – z przemyśleń wyrwał mnie łagodny głos El. – jesteśmy na miejscu.
-Jaki piękny. – zachwycała się Pezz. – Nigdy jeszcze w takim nie byłam.
Kamerdyner zabrał nasze wszystkie bagaże, a cała nasz grupa opuściła pojazd. Chłopcy rzucili się na recepcję, a ja razem z dziewczynami podziwiałyśmy hotel z zewnątrz jak i wewnątrz. Powoli także i ja oddzieliłam się od moich towarzyszek i podeszłam do wysokiego blatu przy, którym stali Horan ze Stylesem.
-Mamy problem. – stwierdził Irlandczyk.
-Jaki? – zapytałam.
-Pozostał jeden dwuosobowy pokój bez klimatyzacji i jeden jednoosobowy, który tą klimatyzację ma. – wytłumaczył mi Blondyn.
-No to ja wezmę pokój jednoosobowy, a ty podzielisz się z Harrym. Nie wiem co w tym takiego problematycznego.
-Ale ja nie wytrzymam bez klimatyzacji. – zbulwersował się.
-Chyba sobie żartujesz Horan. – powiedziałam. – powiedz jeszcze, że w tym pokoju jest jedno łóżko.
-Tego nie wiem, ale zrób to dla mnie. Ten jeden jedyny raz. Proszę. – zrobił minę zbitego psiaka i nie potrafiłam mu odmówić.
-Oh no dobra. – powiedziałam, a Nialler ucałował mój policzek.
-Jesteś wielka...
ta część jest dodawana tak wcześnie z 2 powodów
po pierwsze: dostałam szlaban na komputer na weekend (i tak dodam Wam jeszcze jedną część.;D)
po drugie: bo z każdym dnie co raz bardziej mnie zaskakujecie (pozytywnie, oczywiście)
ten part jest tak jakby za sobote.;)
następny dodam około 1 w nocy z soboty na niedziele.;)
w prawdzie mam bloggera na tablecie, ale jeszcze nie ogarnęłam go do końca.
kiedy już się z nim zapoznam będę mogła dodawać posty przez tableta.;)
*
przepraszam, że taki krótki ale nie miałam zbyt wiele czasu na napisanie go.
tak samo przepraszam za wszelkie błędy.;3
*
mam nadzieję, że Wam się podobała ta część
piszcie swoje opinię w komentarzach.;)
10+ komentarzy= next part.;)





#64 Harry PART~1~

#64

Sława. Czym ona właściwie jest? To życie pozbawione prywatności. W otoczeniu znanej osoby ciągle są fotoreporterzy, fani, a nawet pseudo-fani którzy są nie przewidywalni w swoich czynach. Jedną z bardziej pozytywnych cech tego wszystkiego jest fakt, że ludzie, których potocznie nazywamy fanami, wspierają cię, dają ci do zrozumienia, że podziwiają to co dla nich robisz. Byłam aktorką. Wielu ludzi szanowało i kochało moje role, a także filmy w których grałam. Codziennie na ulicy spotykałam nowe, wspaniałe osoby które prosiły mnie o autograf czy wspólne zdjęcie. Kochałam ich bardzo mocno, ponieważ bez nich nie zaszłabym tak daleko. Kolejnym plusem sławy było to, że poznawało się nowe znane osobistości. Znałam takie osoby jak Justin Bieber, Demi Lovato czy Selena Gomez. Z każdym z nich łączyła mnie bliska więź. Wszyscy byliśmy w tym samym wieku. Po prostu dogadywaliśmy się najlepiej. To właśnie Justinowi zawdzięczam przyjaźń z piątką największych idiotów na tej planecie. Zayn, Louis, Niall, Liam i Harry byli pozytywnie nastawieni do życia, kochali to co robili i potrafili wszystko obrócić w żart. To właśnie w nich ceniłam. W mediach często pojawiały się różnorakie insynuacje iż ja i Styles potajemnie spotykamy się. Jedno wielkie kłamstwo. Przyznaje, był przystojny i uroczy, ale wtedy nie wyobrażałam sobie pomiędzy nami czegoś więcej niż przyjaźni. W tamtym czasie do śmiechu doprowadzały mnie różne przeróbki zdjęć w wykonaniu naszych fanów. W internecie często widywałam fotomontaże, które przedstawiały mnie i Harryego trzymających się za rękę czy też całujących się. Oboje mieliśmy takie samo podejście do sprawy. Śmialiśmy się z tego. Nie przejmowaliśmy się tym wszystkim. Nasze relacje pozostawały niezmienne.
*
Jednego razu w tym samym czasie ja i całe One Direction zostaliśmy zaproszeni do programu Alana Carra. Był to wtedy mój piąty występ w jego programie. Zazwyczaj na tej słynnej kanapie siadywałam z osobami z mojej branży, czyli aktorami czy reżyserami. Raz zdarzyło się iż zasiadłam na niej wraz z Nicki Minaj.
Staliśmy za kulisami czekając, aż Alan wypowie nasze imiona. W danym czasie pisałam z moją młodszą siostrą. Miewała wtedy pierwsze rozterki miłosne z których, jak twierdziła sama Jennifer, potrafiłam tylko ja ją wyciągnąć czy uratować. Za swoimi plecami słyszałam śmiechy chłopaków. Nie zwracałam na nich uwagi. Byłam zbytnio skupiona na ekranie swojego telefonu.
-Powitajcie serdecznie moich gości. – z transu wytrącił mnie głos Carra. – Zapraszam do mnie moją dobrą znajomą, znakomitą aktorkę [T.I i T.N] i piątkę utalentowanych chłopców, którzy godnie reprezentują nasz kraj i Irlandię, czyli One Direction. Wielkie brawa. – na te słowa w głośnikach usłyszeliśmy piosenkę Chrisa Browna pt. ‘Yeah, yeah, yeah’. Chłopcy puścili mnie jako pierwszą. Powoli schodziłam po schodach uważając na to, aby nie przewrócić się w moich ulubionych czarnych szpilkach. Wyłaniając się zza kulis usłyszałam oklaski, a także miły komentarz prowadzącego na temat mojego wyglądu. Przytuliłam i ucałowałam Alana w policzek, po czym on jednym ruchem swojej ręki pokazał abym rozgościła się na kanapie. Wybrałam pierwsze miejsce z brzegu, zaraz obok prowadzącego i gdy tylko odwróciłam się w stronę z której przyszłam dostrzegłam siedzącego koło mnie Nialla. Uśmiechnęłam się do niego promiennie, a on odpowiedział mi tym samym.
-Niall, jak tak możesz? – usłyszeliśmy głos Carra. Oboje nie wiedzieliśmy o co mu chodzi. – Rozdzielasz naszą dwójkę zakochanych. Pozwól twojemu koledze zasiąść obok swojej ukochanej. – zaśmiałam się pod nosem i po chwili sama odpowiedziałam Alanowi.
-Jakiś ty dobry, tak bardzo się troszczysz o swoich gości. – powiedziałam tak, dlatego że wiem iż nie ma sensu zaprzeczać. Przerabiałam to już wiele razy. Harry usiadł po mojej prawej stronie, a na widowni rozszedł się krótki odgłos ‘Aww’.
-Od razu lepiej. Bez obrazy Niall. – stwierdził prowadzący.
-Ależ dlaczego miałbym się obrażać. – zaśmiał się Blondyn i spojrzał na mnie i Stylesa. Tak jak za każdym razem Alan zaproponował każdemu po drinku. Wszyscy oprócz Liama przystali na jego propozycję.
-A więc, [T.I] zacznijmy od ciebie. Słyszałem, że już wkrótce ma ukazać się nowy film z twoim udziałem. Czy to prawda?
-Tak. – odpowiedziałam krótko.
-O czym on opowiada?
-Opowiadać będzie on o dwójce młodych i zakochanych w sobie ludzi, którym ich miłość jest zakazana ze względu na konflikt pomiędzy rodzinami z których pochodzą. Będzie czymś w rodzaju ‘Romea i Julii’ XXI wieku. – opowiedziałam pokrótce.
-Zapowiada się ciekawie. – sięgnęłam w tym czasie po mojego drinka stojącego na małej ławie zaraz przede mną. – Czy miałabyś coś przeciwko gdybym puścił zwiastun?
-Oczywiście, że nie. – wzięłam łyk napoju i mój wzrok powędrował na ekran wiszący po mojej lewej stronie. Przez niecałą minutę oglądaliśmy klip filmowy. Pojawiła się tam scena, w której całowałam się z moim filmowym ‘Romeo’. Uśmiechnęłam się przypominając sobie jak kręciliśmy tą scenę. Zdjęcia do tego musieliśmy powtarzać ponad dziesięć razy i tyle też raz całowałam się z ‘Romeo’.
-Wow. Jestem pod wrażeniem i powiem wam w tajemnicy, że wybiorę się na premierę. – wszyscy zaśmialiśmy się gdy Alan w dość nietypowy sposób puścił do nas oczko. – A teraz mam pytanie do was chłopcy.
-A więc pytaj. – usłyszałam głos Zayna.
-Czy wybierzecie się na premierę tego filmu? – zapytał spoglądając na całą piątkę.
-Jasna sprawa. – odpowiedział, za całe 1D, Liam.
-Harry. – znów głos zabrał Carr. – podczas oglądania tego nagrania bacznie cię obserwowałem i zauważyłem, że miałeś dość nietęgą minę. Czyżbyś był zazdrosny? – spojrzałam na siedzącego obok mnie Loczka i wyczekiwałam odpowiedzi. Długo nie doczekaliśmy się jej jednak. Po chwili zastanowienia Harry spojrzał w moje oczy, a następnie przeniósł wzrok na gospodarza programu...
no to zaczynamy z Haroldem.;3
nie wiem dokładnie ile będzie części, ale przewiduję że 
chyba pojawią się od 4 do 6  części.;)
później będzie Liam, po nim Zayn no i następnie Nialler.;)
jeżeli coś będzie miało się zmienić na 100% 
Was poinformuję.;)
*
mam nadzieję, że Wam się podobała ta część i jesteście gotowi na dalszy bieg wydarzeń.;>
piszcie swoje opinię w komentarzach.;D
10+ komentarzy = next part.;)
*
tak swoją drogą to zaskoczyliście mnie dzisiaj.;)
zawsze 10 komentarzy pojawiało się dopiero około 19, a dzisiaj wchodzę 
tak jakoś po 14 i widzę 11 komentarzy.
stwierdzam, że musiał Was wciągnąć ten imagin z Lou, 
z czego się baaardzo cieszę.;) x







czwartek, 27 grudnia 2012

#63 Louis PART~5~

#63

Zamroczyło mnie i upadłam.
~*kilka dni później*~
Czułam już, że siły mi wracają. Nie potrafiłam patrzeć się w jego oczy. Nie po tym co mi zrobił. Chciałam czuć się bezpieczna jednak nawet we własnym domu było mi ciężko. Szukałam bezpiecznych ramion, które mogły mnie otulić i obronić. Pocichł obeszłam cały dom. Sprawdzałam czy mój oprawca jest w domu. Nie było go, na pewno był w pracy. Szybko rzuciłam się w stronę telefonu. Wykręciłam numer, który znałam na pamięć. Po kilku sygnałach usłyszałam głos Louisa.
-Halo? – zapytał opanowanym głosem.
-Proszę przyjedź. – powiedziałam nie umiejąc opanować łez. Wspomnienia bolały.
-Już jadę. Spokojnie. – rozłączył się. Nie minęło piętnaście minut, a już otwierałam frontowe drzwi. Kiedy go zobaczyłam mocno wtuliłam się w jego tors. Louis bardzo mocno zacisnął swoje ramiona, które nie pozwalały mi odejść dalej niż na milimetr. Ucałował czubek mojej głowy, próbując mnie tym uspokoić. – Cii…Już w porządku. Jestem przy tobie.
-Zabierz mnie stąd jak najdalej. Nie wytrzymam tu, ani minuty dłużej.  – mówiłam dławiąc się łzami.
-Ale co się stało? Dlaczego nie odzywałaś się do mnie?
-On…
-Co on ci zrobił? – pytał zaniepokojony.
-On zgwałcił mnie. – poczułam jak mięśnie Tomlinsona zaciskają się.
-Zabiję go. Jak Boga kocham. Zabiję sukinsyna.
-Tak? A niby co mi zrobisz? – w tamtym momencie oboje odwróciliśmy się do tyłu. Do holu wszedł Ian z dwójką swoich ochroniarzy. – Zadźgasz mnie nożem czy może otrujesz?
-Jak po tym wszystkim masz czelność jeszcze ją tak katować?! Zgwałciłeś ją, a teraz udajesz że nic się nie stało. – Lou podniósł swój ton. Podszedł bliżej Iana.
-Panowie – Szatyn zwrócił się do swoich osiłków. – zabierzcie go ode mnie i pokażcie mu co oznacza kopać dołki pod swoim szefem. – Dwójka napakowanych mężczyzn w garniturach złapała Louisa. Zaczęłam krzyczeć żeby go puścili. Nic to nie dawało. Zaczęli go kopać i bić. Mężczyzna z każdym ciosem co raz bardziej zwijał się z bólu. Mój płacz nasilił się. Nie potrafiłam mu pomóc, a widok jego cierpienia był okropnym przeżyciem. Świadomość, że nie mogę nic z tym zrobić przytłoczyła mnie. Posiniaczonego, bezsilnego i słabego Tomlinson rzucili w moją stronę. Szybko przysunęłam się do niego. Położyłam jego głowę na moich kolanach i masowałam jego obolałą twarz. Gładziłam jego policzki. Chciałam uśmierzyć jego ból. Moje łzy chwilę spadały na jego twarz. Na bieżąco próbowałam je wycierać. Słyszałam szyderczy śmiech Iana. Nie zwracałam na niego uwagi. Zaczęłam składać pojedyncze pocałunki na wargach mojego ukochanego. Po chwili poczułam jego dłoń na moich plecach. Ostatkami sił przytulił mnie do siebie i pozwolił naszym ustom połączyć się w jedność.
-Kocham cię [T.I], jak nikogo innego na świecie. – wyszeptał po chwili.
-Sprawiłeś, że moje życie było lepsze. Przepraszam cię, że musisz tak cierpieć przeze mnie. Kocham cię najmocniej pod słońcem. – odpowiedziałam i ponownie pocałowałam go.
-Oh jakie to urocze, aż się rzygać chce. Szkoda, że to ostanie wasze wspólne chwile. – podniosłam wzrok na mojego męża. Wyciągnął z kieszeni swojej marynarki pistolet. – Pożegnaj się z twoim kochasie, bo za chwilę będzie obcować z diabłem w piekle.
-Nie możesz tego zrobić! – krzyknęłam, a do moich oczu napłynęła fala nowych łez.
-[T.I], kochanie spójrz na mnie. – Tym razem bez wahania spojrzałam  na siną twarz Louisa. – Pamiętasz co ci mówiłem? Że zawsze będziesz dla mnie tą najważniejszą, że darzę cię prawdziwą miłością? – pokiwałam tylko twierdząco głową. – Zawsze będziesz miłością mojego życia i do końca będziesz najważniejsza. Proszę, nie zwątp w to nigdy. Teraz przyszedł na mnie czas, ale ja będę czekał na ciebie. Kiedyś się jeszcze spotkamy i będziemy szczęśliwi. Obiecuję ci to. – Nie potrafiłam opanować łez. Spływały mi po policzku ciurkiem. – Będziemy razem już do końca. – Nie wytrzymałam i wpiłam się zachłannie w jego wargi. Całowałam go z wielką pasją. On odwzajemnił pocałunek i po krótkiej chwili usłyszałam huk. Mój ukochany już nie oddawał pocałunków. Spojrzałam na jego brzuch. Był on przedziurawiony kulą. Na podłogę lała się krew. Widziałam, że blask jego oczu gaśnie, powieki same opadają. Schyliłam się i oparłam swoje czoło o jego. – Kocham cię. – były to jego ostatnie słowa. Przytuliłam się do niego dając wolną rękę moim łzą. Moje serce rozsypało się na miliony kawałków. Krwawiło tak samo jak jego rana. Czułam się okropnie. Po kilkunastu sekundach usłyszałam wycie radiowozu policyjnego, któryś z sąsiadów musiał zadzwonić po policję słysząc mój krzyk. Nie ruszałam się. Cały czas wtulona byłam w martwe ciało mojego kochanka. Odszedł, a ja musiałam się z tym pogodzić. Nie potrafiłabym. Ucałowałam policzek Tomlinsona, delikatnie odłożyłam jego głowę i ruszyłam w kierunku barku stojącego w salonie. Wyciągnęłam z niego whisky i moim następnym przystankiem była kuchnia i półka z lekarstwami. Sięgnęłam po tabletki nasenne i wróciłam do ciała ukochanego. Wysypałam sporą ilość leku na rękę po czym wsypałam dawkę do buzi i zapiłam alkoholem. Przytuliłam się do Louisa i czułam, że moje powieki stają się ciężkie. Pomału zasypiałam. Zapadałam w sen z którego nigdy się już nie obudziłam. Wiedziałam, że była to słuszna decyzja. Nic już nie trzymało mnie wśród żywych. Moja największa życiowa miłość zapewne błądziła już gdzieś w Niebie i wiedziałam, że czeka tam na mnie.
Jeszcze raz szybko ucałowałam jego usta i policzek.
-Idę do ciebie kochanie. – wyszeptałam i zasnęłam.


postanowiłam, że nie będę zakańczała wszystkich imaginów happy-end'em, więc
takie oto zakończenie.
następny imagin też będzie kilkuczęściowy i głównym bohaterem będzie Harold.;)
mam nadzieję, że będziecie zadowoleni.;)
ostatnie słowa i zabieram się za pisanie.;)
*
mam nadzieję, że Wam się podobała ta część, ale także ten cały imagin z Lou.
wyraźcie swoją opinię w komentarzach.
10+ komentarzy = startujemy imagin z Haroldem.;>


środa, 26 grudnia 2012

#62 Louis PART~4~

w tej części  nie będzie za dużo Louisa, właściwie w ogóle go nie będzie. 
przepraszam.xx

#62

Nic dla nas nie istniało. Tylko ja, on i bliskość naszych ciał.
*
Było około 4. nad ranem. Jak najciszej próbowałam dostać się do domu, a potem na górę do sypialni. Ucieszyłam się gdy stojąc przed posiadłością ujrzałam iż w całym budynku zgaszone są światła. Wszystko wskazywało, że każdy mieszkaniec pogrążony jest w głębokim śnie. Wsadziłam jeden z kluczy do odpowiedniego zamka i jak najciszej próbowałam przekręcić go. Na placach wślizgnęłam się do środka. Odłożyłam pęk kluczy na stolik stojącym zaraz obok garderoby. Szybko odwiesiłam czarną, skórzaną kurtkę. Miałam zamiar wejść po schodach na górę kiedy usłyszałam głos.
-Tak długo spacerowałaś? – kiedy usłyszałam za plecami Iana wzdrygałam się. Niepewnie odwróciłam się w stronę salonu wymyślając przy tym różnorakie kłamstwa.
-Tak… Obeszłam dookoła park. Sprawdziłam czy ten koncert na pewno jest.
-Był?
-Chyba. Nie jestem pewna. Stała tam rozłożona scena, ale nikogo już nie było. – próbowałam jakoś wytłumaczyć moją ponad trzygodzinną nieobecność.
-Czy oby na pewno byłaś w parku? – zapytał podejrzliwie.
-Oczywiście.
-Nie jestem tego do końca przekonany. A przypadkiem gdy spacerowałaś dookoła parku nie znalazłaś się na London Road. – przeraziłam się. To właśnie na tej ulicy mieszkał Louis.
-Niby co miałabym tam robić? – zapytałam próbując udawać nieugiętą i zdecydowaną. Wtem ujrzałam powstającą z fotela postać Szatyna. Zbliżył się do mnie, a ja czułam narastającą w moim gardle gule.
-No nie wiem. – powiedział kpiącym tonem. – Może na przykład poszłaś do naszego pana maklera i dawałaś mu dupy? – wymierzyłam mu siarczyste uderzenie w policzek. Pomimo, że była to prawda nie chciałam pozwolić na to, aby poniżał mnie i obrażał. Ian złapał się za policzek i podniósł ku górze twarz. Zobaczyłam, że się szyderczo uśmiecha. Nie miałam pojęcie co zaraz się stanie. – Ty dziwko. Nie pamiętasz już jak obiecywałaś mi wierność i uczciwość małżeńską przed Bogiem? Nie jestem ślepy [T.I]. Kiedy Tom doniósł mi, ze widział was razem podczas bankietu nie wierzyłem mu. Uważałem cię za porządną żonę, ale widzę że masz za mało rygoru i dyscypliny. Za dużo swobody kochanie szkodzi ci. Trzeba to zmienić, bo za niedługo będziesz pieprzyła się z naszym ogrodnikiem. – ponownie chciałam go uderzyć, jednak tym razem powstrzymał moją rękę. – Oj [T.I], [T.I]. Nie wypada bić męża.
-Puść mnie! – krzyknęłam gdyż wciąż trzymał w uścisku moją dłoń.
-O nie, nie. Choć raz udowodnisz, że jesteś dobrą żoną i pokażesz dlaczego nasz pan Tomlinson tak bardzo ryzykował i tak często urywał się z pracy. – byłam przerażona. Ian rozpiął swój pasek od spodni, po czym szybko zdarł ze mnie moje legginsy. Próbowałam się wyrwać jednak on mocno zakleszczył swoje dłonie na moich nadgarstkach. Nie bawiąc się w jakieś zbędne ceregiele ściągnął moją bieliznę po czym natarczywie zaczął całować moje usta. Nie odwzajemniałam pocałunków. Czułam obrzydzenie jego osobą. Położył mnie na podłodze i sam ściągnął swoje bokserki. Nie pytając o nic wszedł we mnie z wielką siłą sprawiając mi przy tym ogromny ból. Zaczęłam krzyczeć jak najgłośniej potrafiłam. Jego to jeszcze bardziej motywowało. Zaczął przyspieszać swoje ruchy. Z każdą następną sekundą czułam, że słabnę. Byłam już bezsilna. Przestałam się rzucać i dałam się zgwałcić własnemu mężowi. Trzeba to nazwać po imieniu. Zgwałcił mnie. Kiedy podkręcił prędkość swoich ruchów do maksimum czułam obrzydzenie do samej siebie. Już wiedziałam co czuły te biedne dziewczyny, które padły ofiarą gwałtu. Czułam się jak śmieć, nic niewarty odpad społeczny. Ian wykonał ostatnie brutalne ruchy w moim ciele. Gdy był już gotowy  opuścił moje ciało. Czułam, że moje ciało drętwieje. Wszystkie moje siły uciekły. Całkowicie straciłam przytomność. Już nie wiedziałam co się ze mną działo.
*
-Pańska małżonka przez najbliższy czas będzie słaba i miewać będzie napady lęku. Proszę się tym nie przejmować to normalne gdy kobieta zostaje zgwałcona. – usłyszałam nieznany mi głos. – Proszę podawać jej ten lek. Powinien trochę ją uspokoić.
-Dziękuje panie doktorze. – głos tego osobnika doskonale znałam. Znienawidziłam go i wszystko co dotyczy Iana. Powoli otworzyłam oczy i ujrzałam nad sobą dwóch mężczyzn. – Oh kochanie, obudziłaś się.
-Zostaw mnie. – krzyknęłam kiedy zbliżył do mnie swoją ohydną łapę.
-Proszę się nie przejmować, właśnie tak będzie reagować na każdego mężczyznę. - Podniosłam się szybko z łóżka. Chciałam uciec zanim znów by mi coś zrobił.
-Uspokój się. Nie możesz się tak gwałtownie ruszać. – zaczęłam krzyczeć gdy  poczułam jego dłoń na swoim ciele.
-Zostaw mnie bydlaku! Zostaw! – po chwili szarpania się i krzyczenia poczułam ukłucie w okolicy ramienia. Zamroczyło mnie i upadłam...
                        
jest 4 część, a będzie jeszcze jedna.;)
tak jak wcześniej wspomniałam, Lou w tej części nie wystąpił, ale w następnej będzie na
100%.;3
obiecuję.;*
*
mam nadzieję, że Wam się spodobała ta część.
piszcie swoje opinie w komentarzach.;]
10+ komentarzy= next part.
*
mam do Was wielką prośbę.;)
jeżeli ktoś ma instagrama to czy mógłby mnie follownąć?
byłabym baaardzo wdzięczna.;*
<kliknij>
*
POLECAM! 
wchodźcie na 
tego bloga 
><
komentujcie i wspierajcie tą dziewczynę.
każdy komentarz to wyróżnienie dla autora.
to dla nas bardzo ważne! 



poniedziałek, 24 grudnia 2012

#61 Louis PART~3~ +urodziny BooBear'a

nasz kochany mąż ma dzisiaj 21. urodzinki! 
stara dupa z ciebie kochanie! 
ale i tak jesteś dla nas wszystkich tym samym małolatem, który przyszedł w 2010 roku na castong do X-Factora.;3
KOCHAMY CIĘ i WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO.;*

#61

-Nie biorę pod uwagę w ogóle takiej opcji. – gwałtownie zbliżył się do mnie i zachłannie wpił się w moje wargi nie pytając czy tego chcę. Nie potrafiłam się mu oprzeć więc odwzajemniłam pocałunek. Nasze języki tańczyły dziki taniec, a każdy mój zmysł przywiązywał się do Tomlinsona. Nie chciałam tego przerywać, nawet jeżeli moje serce nie pozwoliłoby mi na to. Pozwoliłam ponieść się uczuciom i emocjom, które w tamtej chwili miały jasno obrany cel. Być jak najbliżej Lou. To jedyne czego potrzebowałam w tamtym momencie. Tommo zaczął rozpinać moją sukienkę. Jedną ręką rozpinał zamek, a drugą delikatnie gładził moje plecy. Każdy jego dotyk wywoływał u mnie dreszcz. Czułam się cudownie mając go przy sobie. Pomimo iż wiedziałam, że źle robię nie przestawałam.
Jedynym zgrabnym ruchem swoich silnych dłoni ściągnął ze mnie niebieski materiał. Pomału zaczęłam rozpinać guziki jego białej koszuli. Po kilku minutach staliśmy przed sobą jedynie w samej bieliźnie, której pozbyliśmy się błyskawicznie. Nie było skrawka mojego ciała, które by nie było oznaczone prze Louisa gestem. Swoimi pocałunkami zjechał niżej i zatrzymał się na poziomie mojej klatki piersiowej. W niezwykle przyjemny sposób całował moje piersi dostarczając mi tym dużo przyjemności. Tomlinson delikatnie podsadził mnie do góry i pozwolił swojemu ‘koledze’ działać we mnie. Z początku delikatnie i powoli przechodził do szybszych ruchów. Co kilka pchnięć wydobywał się jęk  z zachwytu. Już dawno się tak nie czułam. Podczas stosunku z Ianem nie czułam tej ‘ekstazy’, którą był w stanie zapewnić mi tylko Louis.
-Jesteś tylko moja. – usłyszałam cichy szept zaraz przy moim uchu. Nasze usta ponownie spotkały się, a języki znów zaczęły walkę. Poczułam, że już długo nie pociągnę. Dałam mu jasny tego znak i mężczyzna w jednym momencie przyspieszył swoje ruchy do maksimum. Pomału opuszczał moje ciało. Na jego twarzy pojawił się triumfalny uśmiech. Podniósł z podłogi swoją marynarkę i okrył nią moje nagie ciało. – Kocham cię. – powiedział i delikatnie pocałował mój policzek. Na twarzy zawitał mi uśmiech. Czułam się nieziemsko dobrze. Zaczęliśmy się wolno ubierać. Co chwilę czułam ‘przypadkowe’ szturchnięcia mojego kochanka. Reagowałam na to tylko uśmiechem. Gdy oboje byliśmy już gotowi Louis objął mnie w pasie i po raz kolejny wpił się w moje usta.  – Nie rozumiem jak mogłem wytrzymać bez ciebie tyle lat.
*
Takich sytuacji było znacznie więcej. Prawie codziennie odwiedzałam Tomlinsona. Wtedy to albo oglądaliśmy wspólnie romantyczne filmy co prawie zawsze kończyło się w łóżku, albo od razu przechodziliśmy do sedna sprawy.
Całkowicie zapomniałam o wyrzutach sumienia. Dzięki Brunetowi moje życie nabrało tych piękniejszych barw. Stało się żywsze i ciekawsze. Nie dręczyła mnie już nudna rutyna. Nareszcie czułam, że żyję i dodatkowo u boku tak wspaniałego mężczyzny jakim był Tommo. Był jeden problem. Mianowicie był nim Ian. Nie podejrzewał nas o nic. Świetnie kamuflowaliśmy się z tym. Gdy w towarzystwie moim i Louisa był jeszcze Ian traktowaliśmy się jak powietrze. On mnie jak żonę szefa, a ja jego jak zwykłego pracownika kancelarii. Wszystko wiodło się zbyt wspaniale, aby można by nazwać to rzeczywistością. Sprawy zaczęły się komplikować dopiero później.
*
-Wychodzisz gdzieś? -  było grubo po 23. a ja faktycznie miałam zamiar pójść do Louisa.
-Chciałam się przewietrzyć. – rzuciłam szybko ubierając buty.
-O tej porze? – zapytał podejrzliwie.
-A dlaczego nie? Słyszałam, że w parku jest jakiś koncert. Miałam zamiar sprawdzić czy to prawda. – uśmiechnęłam się sztucznie.
-W takim razie powiem tylko, żebyś uważała na siebie. Nie wracaj zbyt późno. Ja się położę i nie będę na ciebie czekał. – byłam zdziwiona że właśnie w taki sposób zareagował.
-Dobranoc skarbie. – powiedziałam szybko i miałam zamiar wyjść.
-A buziak. – zbliżyłam się do niego i niechętnie ucałowałam jego policzek. Wyszłam z domu i szybkim krokiem ruszyłam na postój taksówek. W niecałe dziesięć minut znalazłam się pod apartamentowcem w którym mieszkał Tommo. Jak oparzona wpadłam do windy i wcisnęłam odpowiedni guzik. Będąc na właściwym piętrze wybiegłam z kabiny windy i niczym błyskawica pomknęłam w kierunku drzwi numer ‘163’. Zapukałam szybko do niech i już po kilku minutach czułam jego wargi na swoich. Lou wciągnął mnie do mieszkania i po raz kolejny oddaliśmy się sobie. Nic dla nad nie istniało. Tylko ja, on i bliskość naszych ciał.
no to mamy 3 część.
nie podoba mi się ona, ale kij z tym
są dzisiaj urodziny BooBear'a 
trzeba się tym radować.;3 
*
mam nadzieję, że Wam się podobała ta część.;)
pozostawcie swoje opinię w komentarzach.;]
10+ komentarzy= next part.;)
*
LUDZIE MAMY ŚWIĘTA!
życzę Wam wesołych, rodzinnych i pogodnych świąt Bożego Narodzenia.
smacznego karpia, dużo prezentów, a no i żeby barszczyk jednak był na stole.;)
(mam nadzieję, ze zakapowaliście o co chodzi z tym barszczykiem.;3)
dodatkowo za niedługo będzie koniec roku, więc i Sylwester.;3
jeszcze 31 grudnia złożę Wam życzenia noworoczne, ale dzisiaj też nie zaszkodzi.;)
nietrzeźwego, wystrzałowego i niezapomnianego Sylwestra.;>
KOCHAM WAS! <3







niedziela, 23 grudnia 2012

#60 Louis PART~2~

#60

-[T.I] spójrz na mnie. Spójrz proszę. – poprosił łagodnym tonem, kiedy jego słowa nie poskutkowały zbliżył się do mnie i ujął mój podbródek w swoje dłonie. Sprowokowało mnie to do spojrzenia prosto w jego oczy. Przez niecała minutę staliśmy tak i wpatrywaliśmy się w siebie. – Nikt nigdy nie zastąpi mi ciebie. Byłaś, a raczej jesteś moją jedyną miłością. Prawdziwą miłością można darzyć tylko jedyną osobę. Jesteś nią ty [T.I]. To ty kilkanaście lat temu skradłaś moje serce i stałaś się jego posiadaczką. Zawsze będziesz najważniejsza. – moje oczy zeszkliły się, a w gardle narastała gula. Nie wiedząc co mam odpowiedzieć, ani co uczynić pod wpływem impulsu pocałowałam go. On bez wahania oddał pocałunek co kilka sekund co raz bardziej go pogłębiając. Stęskniłam się za smakiem jego ust i za uczuciem towarzyszącemu pieszczeniu moich warg przez niego. Byłam w siódmym niebie i nie chciałam przerywać. Wplotłam dłonie w jego brązowe włosy, a Louis umieścił swoje na mojej talii. Spowodowało to u mnie przyjemny dreszcz. Poczułam się tak jak dawniej. Szczęście dwoiło się i troiło z każdą kolejną sekundą pieszczoty. Louis, czując się już pewnie w swoich czynach,  wsadził rękę pod moją koszulkę. Zaczął delikatnie głaskać swoją dłonią moje nagie plecy. Po chwili jego dłoń poczuła moje zapięcie od stanika. Chłopak jednym ruchem odpiął go i czułam, że uśmiecha się. Powolnym ruchem prowadził mnie do jego sypialni. Chciał ściągnąć moją górną część garderoby kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Tomlinson oderwał się od moich ust, a mi wróciło trzeźwe myślenie. Szybko zapinałam swoje zapięcie od biustonosza i spoglądałam na twarz mężczyzny na której malowało się zdenerwowanie. Dzwonek ponownie zadzwonił i tym razem Lou ruszył, żeby otworzyć. Postanowiłam zostać w sypialni i nasłuchiwać kiedy gość Tommo wyjdzie.
-Witaj Louis. – jakże wielkie było moje zdziwienie kiedy usłyszałam głos Iana.
-Cześć Ian. Co ty tutaj robisz?
-Wpadłem przypomnieć o dzisiejszym bankiecie i zapytać jak tam nasze udziały na giełdzie?
-Dobrze. Cały czas rosną albo utrzymują się na tym samym miejscu. – odkąd dowiedziałam się że nowym maklerem giełdowym jest Louis nie mogłam w to uwierzyć. Nie sprawiał on wrażenia takiego, który by się tym interesował. Lou był zbyt wyluzowany jak na taką fuchę.
-To cudownie! Wszystko układa się jeszcze lepiej odkąd pojawiłeś się w firmie. Nawet nie wiesz jak jesteśmy ci wdzięczni. Dodatkowo moja żona cię polubiłam co u niej jest rzadkością. [T.I] zwykle nie przepada za ludźmi z naszej firmy. – gdyby Ian wiedział jak bardzo go lubię zapewne zażądałby rozwodu. – To znak, ze nasza współpraca będzie udana!
-Oby. – usłyszałam głos Tomlinsona.
-Miałeś gościa? Nie przeszkodziłem ci w czymś? – zapytał Szatyn.
-Nie. Dlaczego pytasz?
-Bo widzę dwa kubki na stole. Chyba nie pijesz z dwóch na raz.
-Po prostu nie posprzątałem naczyń po śniadaniu. To wszystko.
-Spokojnie. Nie musisz się tłumaczyć. Tylko żartowałem. Dobrze. Będę się zbierał. Do zobaczenia wieczorem.
-Do zobaczenia. – Lou odpowiedział mu i już po chwili usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi. Wychyliłam się jeszcze na korytarz, aby upewnić się, że mój mąż już wyszedł. Kiedy byłam pewna wyszłam szybko do salonu. Louis stał oparty o blat i widać było, że nad czymś gorączkowo się zastanawia.
-Ja też będę się zbierać. – odpowiedziałam po chwili.
-Jestem szczęściarzem. – odparł.
-Słucham? – nie wiedziałam zbytnio o co mu chodzi.
-Żona mojego szefa mnie polubiła, a to jest dobry znak. – wtedy spojrzał na mnie i na jego twarzy pojawił się tajemniczy uśmiech.
-Cześć. – powiedziałam i szybko opuściłam mieszkanie Lou. Zaczęłam nad wszystkim się zastanawiać. Źle się stało. Nie powinniśmy się całować. Przecież byłam mężatką. Byłam szczęśliwa w tym związku. Jednak odkąd w moim życiu ponownie pojawił się Tomlinson moje poukładane życie wcale już takie nie było. Zaczęłam często zastanawiać się co by było gdybym chciałam rozwieść się z Ianem i być na nowo z Tommo. Wszystko mnie przerastało, nawet moje własne myśli.
*
-Jesteś gotowa? Za pięć minut wychodzimy. Nie możemy się spóźnić. – podczas gdy poprawiałam swoją niebieską sukienkę usłyszałam głos Iana dobiegający z dołu.
-Zaraz schodzę kochanie. – odpowiedziałam. Po chwili kierowałam się po schodach do holu. Powoli pokonywałam każdy schodek, żeby przypadkiem nie przewrócić się na moim wysokim obcasie. Mój mąż komplementował mój wygląd kilkoma ciepłymi słowami i opuściliśmy nasz dom. Na bankiet jechaliśmy niecałe piętnaście minut. Nie lubiłam takich przyjęć. Zewsząd zawsze dochodzą rozmowy o kancelarii bądź o kodeksie prawnym. Czuję się tam obco i przy tych ludziach wychodzę na głupią. Nie posiadam takiej wiedzy prawniczej jak oni. Niepotrzebna mi do niczego.
Podjechaliśmy pod wielki dom przyjęć na obrzeżach Londynu. Oboje z Szatynem wysiedliśmy z pojazdu i wspólnie udaliśmy się na salę. Od wejścia przywitał nas odźwierny, uśmiechnęłam się przyjaźnie w celu podziękowania. Zawsze jestem miła dla ludzi. Przynajmniej się staram. Nie to co Ian. On jedynie potrafi popędzać i krytykować ludzi za ich trud i wysiłek. Nie podoba mi się to w nim, ale nie jestem w stanie tego zmienić.
Mijając próg pomieszczenia ujrzałam tłum ludzi-snobów ubranych w garnitury i suknie od Coco Chanel. Mimo, że stać było mnie żeby im dorównać nie chciałam tego. Kupowałam zwykłe sukienki w centrach handlowych, które często kosztowały mniej niż sto funtów. Każdy uśmiechał się do każdego. Starałam się wymusić uśmiech. Po kolei witałam się z przybyłymi gośćmi. Czasami zdarzało mi się z kimś porozmawiać, lecz to była rzadkość. Kilka razy widziałam Louisa. Próbowałam go unikać i przez dłuższy czas udawało mi się to.
Oznajmiłam Ianowi, że wrócę wkrótce i ruszyłam w poszukiwaniu toalet. Wolno przemierzałam korytarze domu przyjęć i rozglądałam się po bokach podziwiając przy tym różnorakie obrazy. Gdy byłam blisko mojego celu poczułam silne szarpnięcie. Zostałam wciągnięta do jakiegoś ciemnego pomieszczenia. Próbowałam krzyczeć, ale ‘oprawca’ zasłonił mi usta dłonią. W powietrzu czułam znajomy zapach męskich perfum.
-Cii… To tylko ja. – moim ‘porywaczem’ okazał się być Tomlinson. Zapalił światło i już dokładnie widziałam jego twarz. – Pięknie wyglądasz. – powiedział i przybliżył swoją twarz do mojej z zamiarem pocałunku. Wtedy ja szybko wyślizgnęłam się.
-Nie możemy Louis.
-Jakoś rano ci to nie przeszkadzało. – odparł i ponownie zaczął zbliżać się w moim kierunku.
-Louis zrozum, to co się dzisiaj wydarzyło to była chwila słabości, nic nie znaczący wątek w moim życiu. Ja mam męża, a to co zrobiliśmy to zdrada. Nie powinniśmy nawet kontaktować się ze sobą.
-Rozumiem. Czyli mam udawać, że się nie znamy i nic dla mnie nie znaczysz?
-Dokładnie tak. – odparłam niechętnie.
-Nie biorę pod uwagę w ogóle takiej opcji. – gwałtownie zbliżył się do mnie i zachłannie wpił się w moje wargi nie pytając czy tego chcę. Nie potrafiłam się mu oprzeć więc odwzajemniłam pocałunek. Nasze języki tańczyły dziki taniec, a każdy mój zmysł przywiązywał się do Tomlinsona. Nie chciałam tego przerywać, nawet jeżeli moje serce nie pozwoliłoby mi na to. Pozwoliłam ponieść się uczuciom i emocjom, które w tamtej chwili miały jasno obrany cel.


mogę Wam obiecać, że to jeszcze nie koniec.
możliwe, iż będą jeszcze jedna lub dwie części tego imaginu.;)
także czekajcie cierpliwie na dalsze losy.;)
*
piszcie jak Wam się podobało.;)
swoje opinie pozostawicie w komentarzach.;]
10+komentarzy= next part.;)
*
swoją drogą.
stworzyłam nowy gifowy filmik.
tym razem do piosenki chłopców. ;)
One Direction- Over Again.
enjoy.♥



sobota, 22 grudnia 2012

#59 Niall.

dzisiaj mamy znowu Niallera, gdyż iż ponieważ...;3
nie no tak na poważnie.
ten imagin jest dedykowany specjalnie dla mojego facebook'owego dziecka,
a konkretniej dla Ali<3
moja Alutka miała wczoraj (21.12) urodzinki!
więc drogie dziecko,
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! ;* 

#59

Był 24. grudzień. Wigilia. Planowałam spędzić ją w Polsce z rodzicami i bratem. Miałam zakupiony bilet, byłam spakowana i gotowa do drogi kiedy zadzwoniła do mnie pani z lotniska. Oznajmiła mi iż mój lot został odwołany. Zdenerwowałam się. Zaczęłam kląć po polsku. Robiłam tak gdy władały mną nerwy, zawsze wtedy chłopcy śmiali się pod nosem. Nie rozumieli co mówiłam i to nawet lepiej.
Miałam ochotę krzyczeć i rozszarpać coś. Napaliłam się na czerwony barszcz z uszkami mojej mamy i przepyszne ciastka korzenne mojej babci. O tym wszystkim mogłam sobie tylko pomarzyć i to przez cholerną londyńską pogodę. Na kilka dni przed moim wyjazdem rozhulała się śnieżyca, która zablokowała wszystkie samoloty. Przynajmniej tych świąt nie spędziłam sama. Niall też nie mógł polecieć do Irlandii. Był równie wkurzony jak i ja. Harry, Lou, Liam i Zayn wyjechali kilka dni przed Bożym Narodzeniem do swoich rodzinnych domów. Znajdują się one na terenie Wielkiej Brytanii, więc wystarczyło wsiąść w samochód.
Wszystko mnie drażniło. Nawet drobna błahostka. Tkwiliśmy razem z Niallem w naszym wspólnym domu i nie wiedzieliśmy co mamy uczynić.
*
Siedząc w swoim pokoju klęłam cicho pod nosem. Niall oglądał na dole telewizor. Było słychać go w całym domu. Nie chciałam siedzieć sama, więc wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się schodami w dół. Zanim jednak minęłam próg uderzyłam się o kant szafki. Chwyciłam się w bolące miejsce i zacisnęłam zęby. Nie mogłam wytrzymać.
-Kurwa! – krzyknęłam na cały głos po polsku. Odkąd odwołali ten pieprzony lot do Polski co chwilę przydarzały mi się jakieś nie przyjemne wypadki, które najczęściej bardzo bolały. – Pierdolone meble. – mówiłam do siebie w swoim ojczystym języku schodząc po schodach. Skierowałam się w stronę kuchni, żeby zaparzyć sobie gorącą herbatę. Wiedziałam, że Niallowi też się przyda, więc przygotowałam także dla niego. Kiedy ruszyłam w stronę salonu dostrzegłam Blondyna tępo wpatrującego się w ekran telewizora w którym właśnie leciał film dokumentalny o Irlandii. Był zdołowany, bo gdyby nie to zapewne wcinałby teraz dżemy jego mamy. Doskonale go rozumiałam.
Postawiłam kubek z jego ulubioną owocową herbatą na ławie i usiadłam obok niego. Chłopak spojrzał na mnie i na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
-Dlaczego tak głośno krzyknęłaś przed chwilą? Stało się coś? – zapytał się, a ja przypomniałam sobie moje bliskie zbliżenie z szafką.
-Nic wielkiego. Nie jest to teraz istotne. – uśmiechnęłam się, aby jakoś załagodzić sytuację. Blondyn odpowiedział mi tym samym i po chwili jego wzrok ponownie wylądował na ekranie. Jeszcze krótką chwilę wpatrywałam się w mojego przyjaciela i szukałam słów, żeby jakoś go pocieszyć. Zauważyłam, że jego oczy się zeszkliły. – Ey, Horan. – spojrzał na mnie i już mogłam widzieć, że po policzku spłynęła mu łza. – Nie płacz, bo mi też chce się płakać. Wszystko będzie dobrze.
-Mogę się do ciebie przytulić? – zapytał,  gdy po jego policzkach łzy spływały już ciurkiem. Rozłożyłam tylko ramiona i chłopak wtulił się we mnie. Pozwoliłam mu się wypłakać. Nie przeszkadzało mi, że zamoczy mi całą koszulkę. Był moim przyjacielem, dla niego jestem w stanie zrobić dosłownie wszystko. Irlandczyk oplótł ręce dookoła mojej talii, a ja w tym czasie bawiłam się sterczącymi kosmykami jego włosów.
-Idź się przebierz w luźne dresy to pooglądamy sobie jakiś film. Pozwolę ci nawet wybrać. – zachęcałam chłopaka. Nialler spojrzał na mnie swoimi podpuchniętymi oczami i pokiwał twierdząco głową. Horan poszedł do swojego pokoju, żeby zrzucić z siebie niewygodne jeansy, a ja w tym czasie skakałam po kanałach. Trafiłam na świąteczny odcinek X-Factora. Uczestniczy poprzedniej edycji śpiewali kolędy wszyscy razem. Wśród całej tej grupy wypatrywałam jednego członka z grupy Union J. Kiedy już pojawili się w telewizorze na mojej twarzy zagościł uśmiech. George to naprawdę słodki chłopak i akurat w moim wieku. Zbieg okoliczności? A może jesteśmy sobie pisani? Na tą myśl zaśmiałam się.
-Z czego się śmiejesz? – usłyszałam za plecami bardzo dobrze mi znany głos Niallera. Chłopak spojrzał na mnie a potem na ekran i usiadł blisko mnie.
-A tak sobie. – odpowiedziałam na jego pytanie nie odrywając wzroku od odbiornika. Za każdym razem gdy George pojawiał się ja zagryzałam dolną wargę,  jego uroda sprawiała że na moim ciele pojawiały się dreszcze. Zapomniałam nawet, ze przy mnie siedzi Nialler i zaczęłam mówić sama do siebie (po polsku).
-Dlaczego ty jesteś taki słodki?  Chciałabym zanurzyć dłonie w tych twoich brązowych falowanych włoskach. – rozmarzyłam się.
-[T.I] do kogo ty mówisz? Ja cię nie rozumiem. – z krainy marzeń wytrącił mnie Horan. Wtedy też zorientowałam się co tak naprawdę przed chwilą zrobiłam. Zarumieniłam się, bo rozmowa samemu ze sobą nie jest czymś normalnym.
-Przepraszam. Trochę się zamyśliłam. – spojrzałam w jego oczy.
-Mam chyba lepszy pomysł niż oglądanie filmu. – powiedział nagle Blondyn.
-Jaki?
-Naucz mnie kilku słów lub wyrażeń po polsku. Jestem ciekawy o czym tak czasami ze sobą gaworzysz. – uśmiechnął się.
-To fantastyczny pomysł, tylko od jakich wyrazów mam zacząć naukę. – przez chwilę myślałam jak zacząć.
-Ja będę mówił słowo po angielsku, a ty przetłumaczysz mi je na polski, zgoda?
-Świetnie. To zaczynajmy. – wyłączyłam telewizor, żegnając się tym samym z piękną twarzą członka Union J. Usiedliśmy z Niallerem na miękkim dywanie położonym przed kominkiem i zaczęliśmy.
-Jak jest po polsku ‘dog’?
-‘Pies’.
-‘Mother’?
-‘Mama’.
-‘Father’?
-‘Tata’.
-‘Flower’?
-‘Kwiat’.
-‘Photo’?
-‘Zdjęcie’. – chłopak wymieniał wszystkie wyrazy, które tylko przychodziły mu do głowy. Zaczynając od tych podstawowych, idąc przez meble, części ciała, przedmioty codziennego użytku, zawody, miejsca pracy, zwierzęta i kończąc na zwrotach jak na przykład ‘lubię cię’.
-To w takim razie, jak miałbym powiedzieć ‘I’ – wskazał palcami na siebie.
-‘Ja’.
-A ‘Love’?
-‘Miłość’ lub ‘kocham’. Zależy od kontekstu zdania.
-Czyli jakbym pojechał do Polski i chciał wyznać jakiejś dziewczynie miłość to jak mam to powiedzieć?
-‘Kocham cię’. – Irlandczyk kilka razy jeszcze powtarzał te dwa wyrazy. Jego akcent mieszał się ze specyficznym polskim językiem, brzmiało to komicznie chociaż jak na obcokrajowca szło mu to nadzwyczaj dobrze.
-‘Kocham cię’ [T.I]. – powiedział nagle, a ja nie wiedziałam czy nadal powtarza sobie  czy właśnie w tym momencie wyznał mi miłość. – ‘Kocham cię’. – powtórzył i zbliżył się do mnie. Zaczął delikatnie muskać moje wargi. Nie wiedziałam co mam zrobić. Byłam w szoku. Po krótkiej chwili jednak odwzajemniłam pocałunek. Chłopak zaczął pogłębiać go. Swoimi ramionami oplótł moje ciało tak, że jego dłoń była na moich plecach. Zaczął nią delikatnie jeździć w górę i w dół, co powodowało u mnie przyjemny dreszcz. Jednym, ale też powolnym ruchem położył moje ciało na białym dywanie, a sam zawisł nade mną , podpierając się przy tym rękami. Całował z taką subtelnością, że nie potrafiłam się mu oprzeć. To było cudowne, a ta chwila mogłaby trwać wieczność.


mam tylko wielką nadzieję, że się na mnie nie gniewacie że dzisiaj znowu jest Nialler.
to wszystko dla mojej Alutki, a poza tym Horana nigdy za wiele.;3 
zgodzicie się ze mną, prawda? ;>
*
mam nadzieję, że Wam się podobało.;)
piszcie swoje opinie w komentarzach.;>
10+komenatrzy= next part imaginu z Louisem.;)
*
LUDZIE! PRZEŻYLIŚMY KONIEC ŚWIATA.;3
huehuehue.;>




czwartek, 20 grudnia 2012

#58 Louis PART~1~

#58

Wszystko w moim życiu było tak jak należało. Wiodłam szczęśliwe życie z wysokim, przystojnym i bogatym szatynem, który z natury był porywczy, ale też kochający i chorobliwe zazdrosny. Dodatkowo Ian miał dryg do interesów. Razem z ojcem prowadzili ogromną firmę adwokacką. Można by powiedzieć, że miałam idealne życie. Przez pewien czas też tak myślałam. Traktowałam to jak szczęśliwy los na loterii. Powiedzmy szczerze, takie życie nie  codziennie się trafia. Jednak szczęścia, miłości nie da się kupić za pieniądze. To samo przychodzi i  odchodzi. Nasza wola, ani wysiłki nic tu nie pomogą. W takich przypadkach należy się poddać. Ulec uczuciom. Wywiesić białą flagę. W przypadku gdy człowiek próbuje opanować swoje emocje i uczucia to nic innego jak walka z wiatrakami. Bezmyślna i bezskuteczna. Trwająca wieki…
*
-Strasznie się denerwuje Tom. – powiedział Ian w rozmowie z jego asystentem przez słuchawkę bluetooth. – Tak. Też mam taką nadzieję. Nie może być inaczej. A! I pamiętaj. Gdy przyjdzie nie daj się  zwieść. On może chcieć wykorzystać naszą słabość. Do zobaczenia w kancelarii. – Szatyn zakończył swoją rozmowę. Podczas gdy rozmawiał ze swoim podwładnym nieudolnie próbował zawiązać krawat. Nie wychodziło mu to zbyt dobrze. Ubrana w szlafrok podeszłam do niego i bez żadnych komplikacji zrobiłam mocny węzeł z materiału. Mężczyzna złożył delikatny pocałunek na moich wargach. – Zginął bym bez ciebie, kochanie. Muszę lecieć.
-Powodzenia. – powiedziałam szybko zanim opuścił nasze domowe zacisze. Od kilku tygodni się denerwował. Dowiedział się bowiem, że firmę będzie reprezentować nowy makler giełdowy. Podobno wielka szycha w tych interesach. Trudny do zrozumienia, surowy i sumienny. Łatwo zdania nie zmienia. Gdybym tam pracowała sama bym się bała. Na szczęście to nie moje zmartwienie. Chociaż nie ukrywam chciałabym mieć normalną pracę gdzie mogłabym się o coś martwić lub stresować tym. Wiele razy próbowałam wprowadzić moją rozmowę z Ianem na dalszy tor, jednak bezskutecznie. Twierdził on albowiem, że powinnam pilnować domu i nadzorować naszych pracowników (czyt. ogrodnik, pokojówki). Zawsze pragnęłam spełniać się zawodowo, a nie kisić się w domu. Z braku zajęć zaczęłam nawet malować. Przesiadywanie w domu przez cały dzień samemu wcale nie jest przyjemne. A przede wszystkim jest nudne jak cholera.
~*dwa tygodnie później*~
-[T.I] za kilka minut powinien tu być. – tego dnia mój mąż wyjątkowo panikował. Było z nim gorzej niż z kobietą przed porodem, czy z nastolatką przed pierwszą randką.
-Spokojnie. Wszystko będzie po twojej myśli.  – sławny makler giełdowy, który zaszczycił firmę męża i teścia czternaście dni temu, miał zjawić się u nas na kolacji. Mieli rozmawiać o sprawach biznesowych, a tak naprawdę chodziło o to aby przekonać go bardziej do szefostwa.
-Przyjechał. – odparł Ian kiedy usłyszał charakterystyczny odgłos dzwonka do drzwi. Mężczyzna wziął głęboki wdech i ruszył w stronę podwójnego, białego prostokąta. Ja w tym czasie oczekiwałam ich w salonie, gdzie panowie mieli wypalić cygaro bądź papierosa, jak kto woli.
-Witam cię. Zapraszam do salonu. – usłyszałam przytłumiony głos Szatyna. Później dało się już słyszeć kroki, co raz bardziej zbliżające się w moją stronę. Chcąc dobrze wypaść uśmiechnęłam się. Kiedy mężczyźni minęli próg salonu całkowicie zamurowało mnie, a wspomnienia wróciły. – To jest właśnie moja żona [T.I]. Kochanie to jest Louis Tomlinson, mój nowy współpracownik. – Brunet zbliżył się do mnie i ujął moją dłoń po czym złożył na niej delikatny pocałunek. Przypomniały mi się dawne czasy kiedy to… Kiedy to ja i Louis mieliśmy romans. Działo się to jeszcze zanim poznałam Iana. Byliśmy szczęśliwi, młodzi i głupi. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Wtedy był jeszcze młodym gówniarzem, teraz jest wysokim, cholernie przystojnym mężczyzną.
-Witam piękną panią. – przywitał się po chwili. Od naszego ostatniego spotkania minęło sporo czasu, jego charakter diametralnie się zmienił, spoważniał i nabrał manier. Kiedyś działała na mnie siła, która nieustannie przyciągała mnie do Lou. Myślałam, że to minęło, ale gdy zobaczyłam go ponownie po dziesięciu latach to wróciło. Po raz kolejny zatraciłam się w jego niebieskich oczach i cudownym uśmiechu. Stało się i nawet myśl, że jestem mężatką nie potrafiła tego stłamsić. Powróciły dawne uczucia.
*
Tydzień po tym wydarzeniu wybrałam się z wizytą do Tomlinsona. Chciałam z nim w spokoju porozmawiać, zapytać w jakim celu wrócił, czy ma kogoś. Niepewnym krokiem przemierzałam korytarz  wielkiego apartamentowca w centrum Londynu. Poszukiwałam drzwi z numerem ‘163’. Moje nerwy wzrastały z każdym stawianym przeze mnie krokiem. Czułam się tak jak wtedy gdy w liceum miałam zaśpiewać publicznie. Żołądek wykręcał mi się w środku z nerwów, a nic nie potrafiło tego opanować. Po dwóch minutach znalazłam swój cel. Niepewnie podniosłam rękę i zapukałam. W tym czasie gdy on nie otwierał nad czy byłabym w stanie jeszcze uciec. Miałam ochotę uciekać i nie wracać, a kiedy podjęłam taką decyzję usłyszałam, że z drugiej strony drzwi ktoś przekręca klucz.
-Słucham. – usłyszałam charakterystyczny głos mojej miłości. Cofnęłam się o kilka kroków i stanęłam twarzą w twarz z Louisem. Miał na sobie luźne domowe ubrania. To był mój Lou, a nie jakiś typ w garniturze. – [T.I]? Co cię do mnie sprowadza? –zapytał widocznie ucieszony moją wizytą.
-Przyszłam…
-To nie ważne, wchodź. Zapraszam. – niepewnie przekroczyłam próg jego mieszkania. – Napijesz się czegoś? Mogę zaproponować tobie twoje ulubione kakao z małymi piankami. Tak jak lubisz, a przynajmniej kiedyś lubiłaś.
-Nadal to uwielbiam. – uśmiechnęłam się. – Bardzo chętnie. – on zawsze wiedział co lubię, a czego nie. Co mi pasuje, a co już nie koniecznie. Potrafił wywołać u mnie uśmiech w każdym momencie. Całował mnie wtedy gdy nie powinien tego robić. Za to go kochałam. Był czuły, opiekuńczy, kochany. Pomimo młodego wieku potrafił zająć się kobietą. Traktował mnie jak księżniczkę, byłam jego priorytetem. - Ładne mieszkanie. Sam urządzałeś?
-Tak. Miałem taką fantazję, że moje pierwsze samotne mieszkanie będzie zaprojektowane po mojemu. – uśmiechnął się, a mi od razu zrobiło się lżej na sercu. Była to pierwsza oznaka, że nadal był wolny.
-A znalazłeś sobie kogoś odpowiedniego? – zapytałam ściszonym tonem. Brunet spojrzał na mnie z czymś w rodzaju niedowierzania w spojrzeniu. Automatycznie spuściłam głowę w dół. Lou zastanawiał się nad czymś chwilę.
-[T.I] spójrz na mnie. Spójrz proszę. – poprosił łagodnym tonem, kiedy jego słowa nie poskutkowały zbliżył się do mnie i ujął mój podbródek w swoje dłonie. Sprowokowało mnie to do spojrzenia prosto w jego oczy. Przez niecała minutę staliśmy tak i wpatrywaliśmy się w siebie. – Nikt nigdy nie zastąpi mi ciebie. Byłaś, a raczej jesteś moją jedyną miłością. Prawdziwą miłością można darzyć tylko jedyną osobę. Jesteś nią ty [T.I]. To ty kilkanaście lat temu skradłaś moje serce i stałaś się jego posiadaczką. Zawsze będziesz najważniejsza...



tak jak obiecałam nowy imagin jest Lou.;3
dodaję go już teraz, bo w piątek jest koniec świata...
#bullshit
nie wierzę w ten idiotyzm.;)
już tyle tych końców świata było, że jestem na nie odporna.;) 
*
mam nadzieję, że Wam się spodobała na część.
piszcie swoje opinie w komentarzach.;)
10+ komentarzy= next part.;>
*
jak widzicie mamy nowy design bloga.;)
jak Wam się podoba? ;3 x